3    sie 20100 komentarzy

Wywiad z polskim genealogiem Rafałem T. Prinke

Rafał T. Prinke ur. 18.01.1955 w Poznaniu jest synem Erazma Prinke i Krystyny Prinke zd. Piątkowskiej. Ponadto jest mężem Katarzyny Prinke zd. Wejchan, która jest z wykształcenia chemikiem, posiadają dwójkę dzieci: Michała i Stanisława. Studiował filologię angielską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, którą ukończył w 1977 roku. W 2000 uzyskał doktorat z historii w IH UAM na podstawie rozprawy Model komputerowej analizy źródeł historycznych.

Rafał T. Prinke

Organizacje, do których należał bądź nadal należy Pan Rafał T. Prinke :

- Wielkopolskie Stowarzyszenie Różdżkarzy (1977-1984)
- Stowarzyszenie Astrologów w Poznaniu (wiceprezes-założyciel 1978-1980)
- Ancient Mystical Order of the Knights of Shamballa (od 1984)
- Towarzystwo Genealogiczno-Heraldyczne (prezes-założyciel od 1987)
- Polish Genealogical Society of America (od 1987)
- Polskie Towarzystwo Heraldyczne (od 1988)
- Verein zur Foerderung EDV-gestuetzer familienkundlicher Forschungen (od 1991)
- International Association for History and Computing (od 1993 a od 1994 członek zarządu Sekcji Polskiej)
- Polskie Towarzystwo Historyczne (od 1994 członek zarządu Komisji Metod Komputerowych przy Zarządzie Głównym)

Niektóre publikacje Pana Rafała:

- zwarte:

- Gwiezdny elementarz. Wstęp do astrologii humanistycznej, Poznań 1981 (współautor: Leszek Weres)
- Monografia rodziny Zawackich z Zawdy, Poznań 1986 (na prawach
rękopisu)
- Poradnik genealoga amatora, Warszawa 1993

- artykuły; kliknij TUTAJ aby zobaczyć wszystkie tytuły.

- programy komputerowe:

- GDB - program genealogiczny dla komputera ZX Spectrum (1986 - udostępniany bezpłatnie jako "public domain")
- GensNostra - program tworzenia i przetwarzania genealogicznych  baz danych (1988 - używany w Bibliotece Kornickiej PAN, Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu i Archiwum Diecezjalnym w Płocku)
- Indeks - program do indeksacji ksiąg metrykalnych (1990 - używany w Archiwum Archidiecezjalnym w Poznaniu)
- GenBib - bibliografia polskiej genealogii i heraldyki (1989 - udostępniany bezpłatnie na zasadach "shareware").

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _

MH: Od czego zaczęła się Pana przygoda z z genealogią?

R.T.P: Miałem to szczęście, że mój pradziadek ze strony mamy zostawił zapiski genealogiczne, które były w moim domu. Zainteresowały mnie jeszcze kiedy byłem w szkole podstawowej, a w liceum i później zacząłem je porządkować, uzupełniać i weryfikować. Bez nich trudno byłoby ustalić wiele szczegółów, bo rodzina była bardzo mobilna. Oczywiście również zacząłem badać rodzinę ze strony ojca, a później też rodzinę mojej żony.

MH: Opublikował Pan wiele książek i innych publikacji, między innymi Poradnik genealoga amatora  czy może nam Pan coś o tym więcej powiedzieć?

R.T.P: Poradnik to rezultat chęci zarażania innych swoja pasją. Poza tym jestem nauczycielem, a więc uczenie leży w mojej naturze. Inne publikacje genealogiczne, np. napisana wspólnie z prof. Andrzejem Sikorskim Królewska krew, też stanowią „pomoce dydaktyczne” dla innych genealogów. Oczywiście trzeba też publikować rezultaty własnych badań, aby zapewnić im przetrwanie. Z tym jest jednak zawsze problem, bo poszukiwania genealogiczne ze swojej natury nigdy nie są ukończone.

MH: Założył Pan Poznańskie Towarzystwo Genealogiczno - Heraldyczne. Jak na dzień dzisiejszy wyglądają działania towarzystwa? Czy każdy może się do niego zapisać, są jakieś kryteria?

R.T.P: Jest to pierwsze takie towarzystwo w powojennej Polsce, założone jeszcze pod koniec istnienia PRL. Działa prężnie przez cały czas, obecnie pod kierunkiem prezesa Leszka Krajkowskiego. Wydawane jest czasopismo Gens (początkowo, od 1990 r., kwartalni, obecnie jako rocznik), w którym członkowie Towarzystwa publikują rezultaty swoich poszukiwań. Co miesiąc odbywają się też zebrania naukowe z wykładami i dyskusją, a także organizowane są wycieczki. Z inicjatywy Towarzystwa uczczono też pamięć największego polskiego genealoga, prof. Włodzimierza Dworzaczka, poprzez ufundowanie poświęconej mu tablicy w Archiwum Państwowym w Poznaniu i zorganizowaniu sesji naukowej w Instytucie Historii UAM. Członkiem Towarzystwa może zostać każda pełnoletnia osoba, a niepełnoletnia za zgodą rodziców. Nie ma kryteriów pochodzenia ani wykształcenia. Obecnie istnieje już zresztą wiele podobnych stowarzyszeń regionalnych, a więc osoby zainteresowane genealogia nie muszą przyjeżdżać do Poznania, aby podyskutować o poszukiwaniu przodków.

MH: Jakby Pan mógł wybrać jedną sławną osobę, aby znalazła się w Pana drzewie genealogicznym kogo by Pan wybrał i dlaczego?

R.T.P: Nigdy nie miałem takich „marzeń”. Więcej radości miałbym ze znalezienia dowodów na pochodzenie ustalonych już przodków od osób, które zapewne były ich przodkami, ale nie mam źródeł na potwierdzenie tych przypuszczeń. Pochodzenie od sławnej osoby jest o tyle ciekawe, że wówczas najczęściej sporo wiadomo o jej rodzinie, przodkach i potomkach, a więc łatwiej „poszerzyć” swoje drzewo. Z drugiej jednak strony pamiętajmy, że jeżeli jest to osoba bardzo odległa w czasie (np. Mieszko I czy Karol Wielki), jest wysoce prawdopodobne, że pochodzą od niej wszyscy mieszkańcy Europy i większość Amerykanów, a udowodnić to można łatwo dla setek tysięcy żyjących współcześnie osób. Znacznie bardziej ekscytujące jest chyba znalezienie ciekawego przodka, o którym nie wspominają encyklopedie, a którego my sami odkrywamy dla siebie.

MH: Jakie cechy i umiejętności są niezbędne, aby osiągnąć sukces w poszukiwaniach genealogicznych?

R.T.P: Zapewne takie cechy jak wytrwałość, systematyczność, skrupulatność, pracowitość – choć mi większości z nich brakuje, co muszę przyznać. Oczywiście trzeba nauczyć się korzystać z zasobów archiwalnych, bibliotek i Internetu. Najważniejszy jest jednak krytycyzm. Nader często początkujący genealodzy (ale nie tylko początkujący) błędnie interpretują znalezione informacje, tak by pasowały do innych danych i pozwoliły na „przedłużenie” genealogii. Znajdując wzmiankę o osobie mieszkającej w tej samej miejscowości i o tym samym nazwisku, przyjmują że jest to ojciec czy dziadek ustalonego już przodka, a tak robić nie wolno bez dodatkowego potwierdzenia (co nie zawsze jest możliwe).

MH: Czy badał Pan korzenie swojej rodziny, czy dowiedział się Pan czegoś ciekawego i jak to na Pana wpłynęło?

R.T.P: Oczywiście, że badałem – od tego zaczynałem. Odkryłem wielu ciekawych ludzi, którzy byli moimi przodkami, ze wszystkich stanów i warstw społecznych, z czego najbardziej się cieszę. Trudno jednak mówić o wpływie – może właśnie owa różnorodność pozycji społecznej, narodowości i religii wpływa na większą otwartość i tolerancję wobec innych.

MH: Napisał Pan kilka artykułów w języku angielskim, czy są już odpowiedniki polskie? Oraz czego dotyczą te artykuły?

R.T.P: Artykuły z zakresu genealogii dotyczyły zastosowań komputerów, a więc raczej strony metodologicznej. Zresztą pisałem je już wiele lat temu i obecnie są zdezaktualizowane, a więc nie ma sensu ich tłumaczyć. Część z opisanych tam pomysłów i algorytmów zawarłem zresztą w wydanej po polsku w 2000 r. książce Fontes ex machina. Inne moje artykuły po angielsku dotyczą głównie historii nauki, ale kiedy trzeba chętnie włączam do nich diagramy powiązań genealogicznych omawianych w artykule osób.

MH: Czy samemu można podjąć się odszukania przodków, czy lepiej poprosić o to genealoga?

R.T.P: Zdecydowanie samemu. To daje największą przyjemność. Oczywiście można skorzystać z pomocy profesjonalisty jeżeli nie mamy możliwości dotarcia do odległego (albo zagranicznego) archiwum, ale nic nie zastąpi radości samodzielnego odszukania zapisu o naszym przodku w księgach archiwalnych. To jak ze zbieraniem znaczków – możemy kupić od razu wspaniałą kolekcję (jeżeli mamy odpowiednie fundusze), ale czy ma ona taka samą wartość jak zbiór gromadzony z mozołem przez całe życie?

MH: O czym powinniśmy pamiętać, zabierając się do naszych poszukiwań?

R.T.P: Przede wszystkim rozpocząć od zebrania i uporządkowania dokumentów, jakie przechowujemy we własnym domu. Potem przeprowadzić „wywiad genealogiczny” ze starszymi domownikami i na podstawie tych danych wyrysować wstępne wersje tablic genealogicznych: rodowodu i wywodu przodków. Kolejnym krokiem będzie odwiedzenie bliższych i dalszych krewnych i przeprowadzenie podobnej procedury (dokumentów i wywiadu) w ich domach. Oczywiście wielkie znaczenie ma przede wszystkim wypytanie najstarszych żyjących członków rodziny, oni bowiem mogą dostarczyć nam najwięcej wskazówek do dalszego poszukiwania, już w archiwach kościelnych i państwowych.

MH: Czym kierują się ludzie poszukujący przodków?

R.T.P: Trudno powiedzieć. Zapewne jest to różnie u różnych osób, ale dominuje zapewne chęć poznania własnej przeszłości. Z tych samych powodów interesujemy się dziejami miasta, regionu czy ojczyzny. Oczywiście nie wszyscy – inni zbierają znaczki albo zajmują się krótkofalarstwem. I całe szczęście, bo gdyby wszyscy chcieli robić to samo, świat stałby się przerażający.

MH: Co zrobić jeśli utknie się w martwym punkcie?

R.T.P: Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od kontekstu konkretnego przypadku. Trzeba po prostu szukać – często po omacku. Można systematycznie przeszukiwać księgi metrykalne sąsiednich parafii, ale jeżeli przodek przybył z odległego krańca Rzeczypospolitej, albo z innego kraju, to jedynie szczęśliwy zbieg okoliczności może dać odpowiedź. Być może natrafimy na jakieś wskazówki w aktach pracodawcy tej osoby, albo w korespondencji jego zwierzchników, w pamiętnikach czy dokumentach szkolnych. Trzeba też zdawać sobie sprawę, że ów „martwy punkt” może być końcem możliwych do znalezienia informacji, bo wcześniejszych już nie ma. Szczególnie w przypadku rodzin chłopskich, jeżeli kończą się księgi metrykalne, to jest bardzo mało prawdopodobne (ale nie niemożliwe), że znajdziemy jakieś wcześniejsze osoby i (co ważne) ich powiązania z już znanymi.

MH: Czy są jakieś bazy danych, które polecił by Pan naszym użytkownikom?

Obecnie jest już całe mnóstwo baz genealogicznych na świecie, a także w Polsce. Nie chcę ich oceniać czy polecać, ale wspomnieć trzeba o znakomitej bazie doktora Marka Jerzego Minakowskiego, przydatnej szczególnie (ale nie tylko) dla badań genealogii rodzin pochodzenia szlacheckiego. Cennym narzędziem jest też prowadzona przez Naczelną Dyrekcje Archiwów Państwowych baza ksiąg metrykalnych i innych materiałów Pradziad, która pozwala na szybkie ustalenie w którym archiwów znajdziemy potrzebne księgi. Trudno też nie wspomnieć o znakomitym projekcie indeksowania ksiąg metrykalnych małżeństw z obszaru Wielkopolski, zainicjowanym przez doktora Łukasza Bieleckiego pod nazwą Poznań Project. Mógłbym wymieniać jeszcze wiele innych, ale i tak nie ogarnę wszystkich, a nie chcę żadnej pominąć. Tego typu inicjatywy bardzo wspomagają i ułatwiają pracę genealogów. Szczególnie podkreślić trzeba wartość wspólnej i bezinteresownej pracy społeczności genealogicznych przy tworzeniu takich baz jak Poznań Project. Jest to jeden z piękniejszych przejawów współdziałania społeczności internetowej, w tym przypadku internetowej subkultury genealogicznej.

MH: Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

R.T.P: Dziękuję bardzo.

O nas  |  Prywatność  |  Poleć znajomym  |  Pomoc  |  Mapa strony
Copyright © 2014 MyHeritage Ltd., Wszystkie prawa zastrzeżone.