1    lut 20126 komentarzy

Walentynki: Podziel się swoją ulubioną historią miłosną

Już za 14 dni są obchodzone Walentynki i miliony par na całym świecie przygotowuje się na najbardziej romantyczny dzień w roku.

W tym dniu ludzie również przypominają sobie jak ten dzień wyglądał kilka pokoleń wstecz. Wspominamy wówczas nawet te niewiarygodne i te opowieści o miłości, które nas doświadczyły lub też naszych przodków.

Wszyscy słyszeliśmy historie miłosne naszych dziadków lub pradziadków lub innych przodków. Mogą one obejmować miłość, która była rozdzielona ze względu na odległość, wydarzenia historyczne, nieporozumienia rodzinne lub z inne powody.

Choć czasy były trudniejsze, jakimiś sposobami te niemożliwe miłości zwyciężyły, pary się pobierały, a ich miłość przetrwała do czasów współczesnych.

Kiedy byłam mała jeszcze w latach '80 zapytałam Mamę  jak się poznali z Tatą. I tutaj zaczęło się  lekkie omijanie tematu! W końcu Mama przyznała się, że prawie była zaręczona z kimś innym! Jednakże, los sprawił, iż musiała sama się udać na Ślub kuzyna na Śląsk, gdyż ówczesnego jej partnera wiązały sprawy zawodowe. I tam poznała mojego Tatę - miłość od pierwszego wejrzenia! Gdyby nie Ślub kuzyna, i możliwość poznania mojego Taty - nie było by mnie i pięciorga mojego rodzeństwa a historia potoczyłaby się się zupełnie inaczej. Takie są różne przypadki, które pojawiają się w naszym życiu i które je kierunkują.  Historia ta miała swoje miejsce w sobotę 14 lutego 1981, ciężko byłoby zapomnieć taką datę!

Chociaż do Polski obchody walentynkowe tak naprawdę trafiły w latach 90. XX wieku z kultury francuskiej i krajów anglosaskich, a także wraz z kultem Świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu to niektórzy obchodzili ten dzień w wyjątkowy sposób w Polsce już dużo wcześniej.

Od dzisiaj do 10 lutego zapraszamy Was do udostępniania nam swoich ulubionych Walentynkowych historii miłosnych lub też zdjęć. Opowiedz nam je w komentarzach pod tym postem lub opublikuj zdjęcie na stronie fanów Facebooka, Google+ lub wyślij nam tweet na @MyHeritage.

3 najlepsze historie/zdjęcia otrzymają kupon w wysokości 20 Euro, który można wykorzystać na zamówienie plakatu drzewa genealogicznego w naszym serwisie. Zwycięzcy będą ogłoszeni 14 lutego!

Podziel się z nami swoją historią i wygraj kupon na plakat drzewa genealogicznego


Komentarze (6) Trackbacki (1)
  1. Witam
    Mam na imie Danka i 55 lat Moze ktos powie ze za stara
    na opowiesci z okazji dnia Walentego ale postanowilam
    opowiedziec po krotce swoja historie Jestem osoba niepelno
    sprawna ruchowo wiec trudno mi bylo o poznanie kogos
    bliskiego Pomimo ze mialam wspanialych rodzicow i grono
    znajomych tesknilam za bliska osoba Dzieki internetowi
    poznalam wspanialego czlowieka ktory zostal moim mezem
    Maz moj pochodzil z Glogowa i dzielilo nas prawie 400 km
    bo ja mieszkalam w Gliwicach Pomimo tego jezdzilismy do
    siebie Nasza milosc byla silniejsza od wszelkich przeciwnosci
    poniewaz niktorzy byli przeciwni naszemu zwiazkowi
    Wlasnie 14 lutego w dniu Zakochanych minie 3 rocznica
    naszego slubu Jestesmy dalej w sobie zakochani jak pierwszego
    dnia jak zesmy sie poznali
  2. Mam na imię Marta (29 lat), kochającego męża i przebojowego synka. Historia miłosna, którą chcę opisać nie dotyczy mnie, ale pewnej dziewczyny i chłopaka, którzy żyli początkiem XX wieku. Historię tą zna moja mama i babcia (św.p), którą mi opowiadały. Imion nie znam, postaram się opisać wszystko co zapamiętałam. A więc:
    Dziewczyna była szarą myszką, ciągle nie wierzyła, że on naprawdę ją kocha. Chłopak najpopularniejszy w szkole, mógł mieć każdą, a wybrał właśnie ją. Razem tworzyli idealną parę jak z bajki. Byli bardzo szczęśliwi, wydawało się, że nic nie może popsuć ich szczęścia. Lecz pewnego dnia dziewczyna chciała się dowiedzieć czy naprawdę ją kocha. Poszła więc do niego i wypytywała czy ją lubi, czy myśli, że jest ładna, czy jest w jego sercu i gdyby odeszła czy tęskniłby? Na wszystkie zadane pytania odpowiedział „nie”. Chciał powiedzieć jej coś jeszcze, ale ona nie słuchała, wybiegła z płaczem z jego domu. Oczy miała tak zapłakane, że nie zauważyła nadjeżdżającej ciężarówki. Nie miała szans, zginęła na miejscu. Nikt nie podejrzewał, że zakończy swoje życie na tej ziemi w taki sposób. Po dwóch dniach odbył się pogrzeb. Po pogrzebie wszyscy się rozeszli, a on został. Uklęknął i zaczął mówić szeptem, przeprosił ją, przyznał, że to jego wina. Powiedział to czego nie zdążył powiedzieć podczas ich ostatniej rozmowy: „Powiedziałem, że nie lubię Cię tylko kocham. Dla mnie nie jesteś ładna, tylko piękna. Nie jesteś w moim sercu, bo jesteś moim sercem. Nie tęskniłbym za Tobą, tylko umarłbym, bo nie można przecież żyć bez serca.”
    Następnie wyjął kartkę i napisał na niej kilka słów, po czym schował ją z powrotem do kieszeni. Tym czasem jego rodzice czekali w domu, ale wciąż nie wracał, Jego matka postanowiła pojechać na cmentarz sprawdzić czy nadal czuwa przy gronie ukochanej. Był, czuwał, matka podeszła i powiedziała: „Kochanie, wracajmy do domu, nie ma sensu tu dłużej siedzieć.” Odpowiadała jej tylko cisza. „Proszę Cię chodźmy, jeśli zechcesz to przyjedziemy tu jutro.” Prosiła syna, ale i tym razem nikt nie odpowiedział. Chwyciła go za rękę, był zziębnięty, a było ciemno, więc nie mogła zobaczyć jego twarzy. „To, że marzniesz tutaj, nie wróci jej życia.” I tym razem nie usłyszała odpowiedzi, odruchowo sprawdziła puls - był niemalże niewyczuwalny. Zadzwoniła po karetkę. Kiedy położono go na noszach, z kieszeni wypadła mu kartka na której było napisane:
    „Kochałem ją, była dla mnie najpiękniejsza, była moim sercem, a przecież nie można żyć bez serca.” Matka przeczytała kartkę, chwilę później lekarz stwierdził zgon.
    Przyczyna: Brak serca ...
    Smutna historia, ale prawdziwa :(
  3. Najpiękniejsza historia miłosna wydarzyła się w mojej rodzinie. A było to tak:
    Mój dziadek Kazimierz jeden ze synów prababci ze zubożałego rodu szlacheckiego, na życzenie rodziny ożenił się dość młodo z panną dość ładną i ze znakomitej rodziny, ale... było to małżeństwo zawarte z obowiązku( tak kazała despotyczna matka) bez miłości...
    Jak mawiała prababka Franciszka, życie to nie bajka, a miłość przyjdzie z czasem i... z potomkiem.
    Czas mijał, miłość nie nadchodziła, po czterech latach potomka nie było,przystojniak Kazimierz bywał duszą towarzystwa na różnych zabawach i rautach w Śniatynie, pięknie śpiewał tenorem i czasem mu wtórowała altem -piękna (choć biedna) panna Maryńcia. Krew nie woda - z tego zrobił się romans...
    Kazimierz zakochał się gorąco, nie pomagały perswazje i nawet wyklęcie przez matkę. Marynia cierpiała z miłości i ze wstydu, bo wytykano palcami, że uwiodła żonatego. Aż uciekli oboje za granicę rumuńską, do Czerniowiec. Tam Pop Prawosławny anulował katolicki akt małżeństwa i udzielił w cerkwi św.Mikołaja ślubu zakochanej parze. Z tej miłości urodziła się moja mama - Wanda, ochrzczona w cerkwi. Mijały lata, gniew rodziny przygasł i wyblakł, (zwłaszcza, że pierwsza synowa wyemigrowała za ocean), Petronela- babka Kazimierza zapragnęła poznać prawnuczkę. W drodze powrotnej z Wiednia, gdzie bywała na salonach i na zakupach, zajechała do Czerniowiec... i została na dłużej -oczarowana dzieciną, kropla w kroplę podobną do rodziny Rolewiczów, nawet słynne dziedziczone pieprzyki miała tam gdzie trzeba, że o uśmiechu nie wspomnę.
    Wizyta się przedłużała, Prababka Franciszka słała listy ponaglające do powrotu, a Petronela ani rusz się nie wybierała w drogę.Wreszcie zapowiedziała, że wróci, ale tylko razem z rodziną Kazimierza...
    Franciszka skapitulowała, cofnęła klątwę i osobiście zorganizowała całą operację powrotu do Śniatyna.
    Dalsza część tej opowieści to moje wspomnienia :
    Babcia Marynia i dziadek Kazimierz byli piękną parą. Lata mijały, a oni zawsze razem, zawsze serdeczni w stosunku do siebie. Babcia nie pracowała zawodowo, prowadziła dom, pomagała wychowywać wnuczki, ja nawet mieszkałam z nimi zanim poszłam do szkoły. Był rytuał : każdego dnia, w porze gdy dziadek wracał z pracy do domu, babcia myła mi buzię, zdejmowała domowy fartuszek i wychodziłyśmy dziadkowi na spotkanie. Zawsze, niezmiennie i niezależnie od pory roku, to było serdeczne spotkanie i przywitanie zakochanych - buziak i za rączkę do domu, gdzie czekał posiłek. Każdą wolną chwilkę spędzali razem, na spacerze, grając w szachy, pielęgnując ogród, chodzili razem "z wizytą" i do kina. Wspominam rok 67, odwiedzili nas dwaj zaprzyjaźnieni z rodziną księża - jeszcze z czasów Śniatyńskich, Ks Czop i Ks Wojciechowski. Przyjechali ze Stanów Zjednoczonych na jubileusz moich dziadków. Odbyła się piękna msza w katedrze w Przemyślu i (tak wtedy myślałam) "powtórzenie przyrzeczenia małżeńskiego". Babcia w staromodnej, podobnej do tej ze starego zdjęcia sukience, dziadek w srebrnym smokingu.
    Dopiero po śmierci dziadka babcia opowiedziała mnie i mojej siostrze całą historię. Wtedy dowiedziałam się, że tam w Przemyślu, księża przywieźli akt zgonu Emilii- pierwszej żony dziadka i że to był ich upragniony ślub...
    Przeżyli ze sobą 47 lat i zostawili w moim sercu ślad pięknej i wielkiej miłości- po grób.
  4. Mam ich stare ślubne zdjęcie, wisi w sypialni mojej mamy.
    Nie mam scanera, więc nie wiem jak mam je dołączyć, ale musicie mi uwierzyć jest pięne :)
  5. Ja niedawno porozmawiałem w rodzinie o tym jak się poznali moje ciocie, wujki itp. Najbardziej zaciekawiła mnie opowieść cioci Haliny, którą tutaj chciałbym przytoczyć. Otóż moja ciocia pracowała w sklepie spożywczym w pewnej miejscowości. Niedaleko tego sklepu pracował również mój wujek (jej późniejszy mąż). Otóż wujek bardzo często przychodził do jej sklepu żeby kupić sobie drożdżówkę czy bułkę do pracy. W sklepie tym pracowała również koleżanka mojej cioci-Marta. Była podobna budową ciała do mojej cioci, kolor włosów miały takie same i nawet długość była bardzo podobna. Otóż mojemu przyszłemu wujkowi bardzo spodobała się Marta. Z racji tego że się nie znali z imion wujek w Walentynki chciał podesłać jej kartkę na której napisali żeby spotkała się z nim (Marta) o 20 w restauracji w mieści. Kartkę dał takiemu panu który również pracował w tym sklepie. Opisał jak wygląda kobieta i poprosił o przekazanie jej. Pan wziął kartkę i powiedział że przekaże. Jednak jak się okazało nie przekazał kartki Marcie tylko Halinie. Ciocia zadowolona przyjechała do domu i o wszystkim opowiedziała swojej siostrze, mojej mamie. Moja mama kazała jej iść na to spotkanie (ciocia wiedziała o kogo chodzi bo kolega z pracy jej opisał gościa-mojego wujka). Ciocia umalowana, ładnie ubrana poszła do restauracji. Podeszła do stolika gdzie siedział mój przyszły wujek i usiadła. Wujek bardzo był speszony i zapytał co robi to ciocia opisała mu całą sytuację. Wujek troszkę się pośmiał i też opowiedział cioci kto miał przyjść na spotkanie. Oboje jednak doszli do wniosku że nie warto już nic komplikować i spędzili ten wieczór razem. Poznali się lepiej i od razu wpadli sobie w oko. Potem kilka dni razem rozmawiali, spotykali się często w sklepie, w którym pracowała ciocia, i ogólnie lepiej się poznawali. We wrześniu byli już parą. Chodzili ze sobą dwa lata aż wujek po dwóch latach również w Walentynki zaprosił ciocię do tej samej restauracji. Tam też czekał na ciocię z bukietem kwiatów i się jej oświadczył. Ciocia była bardzo wzruszona i przyjęła oświadczyny. Rok później- tyle że w czerwcu stanęli na ślubnym kobiercu. Dziś są już małżeństwem 20 lat i mają czwórkę dzieci. Są szczęśliwi a w Walentynki zawsze wracają do tej niezapomnianej i śmiesznej sytuacji.
  6. Marta (koleżanka cioci) znalazła sobie po rok innego mężczyznę i również jest z nim do dziś.

    :)
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Zatwierdź

Dodaj komentarz
Dodaj imię
Dodaj e-mail
O nas  |  Kontakt  |  Prywatność  |  Poleć znajomym  |  Pomoc  |  Mapa strony
Copyright © 2012 MyHeritage Ltd., Wszystkie prawa zastrzeżone.