Wywiad z Panem Łukaszem Przelaskowskim, użytkownikiem MyHeritage

Komentarze1
Herb Srzeniawa

Dzisiaj prezentujemy Państwu wywiad z Panem Łukaszem Przelaskowski, lat 30. Pan Łukasz jest z wykształcenia mgr Historii Śląskoznawczej. W jego rodzie jest piątym archiwistą. Jego familia i jej historia liczy już ponad 500 lat. Pan Łukasz prowadzi stronę Rodu Przelaskowskich i utrzymuje kontakt z większością Przelaskowskich na całym świecie. Na co dzień Pań Łukasz zajmuje się, jako Prezes, prowadzeniem Fundacji Rodu Przelaskowskich Herbu Srzeniawa, a także zarządzaniem firmy: Poszukiwacze Przodków. W wolnych chwilach lubi podróże, szczególnie w góry i zwiedzanie starych pałaców, zamków.

Ponadto Pan Łukasz zajmuje się pisarstwem, poezją (wiersze białe, wolne, nieregularne, poezją konkretną) i książkami (gatunek: przygodowo-fantazy, thriller, opowiadania), które zamierza opublikować.

MH: Jest Pan bardzo młodą osobą, od kiedy zaczęła się Pana pasja genealogiczna?

ŁP: Urodziłem się w Kamiennej Górze, gdzie wychowali się moi dziadkowie, a potem obecni rodzice. Kiedy miałem roczek wyjechałem z rodzicami do Ząbkowic Śląskich, które, jako ciekawostka, do 1945 roku nosiły nazwę Frankenstein. Tutaj się wychowywałem, dorastałem i skończyłem Technikum Budowlane.

Na moją pasję genealogiczną z pewnością miało wpływ wiele czynników czasem zależnych lub też nie ode mnie. Z pewnością mogę wymienić kilka osób, które dały temu początek. Temat zainteresowania samą historią dominował już u mnie od podstawówki. Z pewnością każdy, kto obejrzał słynny film Poszukiwacze Zaginionej Arki ze słynnym archeologiem dr Indiana Jones’em chciał się wcielić w tę postać i wyruszyć na odkrywanie podobnych tajemnic, pełnych przygód. Drugą osobą, która pokazała mi świat niedalekiej przeszłości, pełnej zagadek pośród wojen, był Pan Bogusław Wołoszański i prowadzony z pełnym kunsztem przez niego program: Sensacje XX wieku.

W 2004 roku dostałem się na studia historii do Instytutu Historii na Uniwersytecie Opolskim, liczyłem, że uda się mi dostać na specjalizację: archeologia. Niestety Instytut, co pewien czas wprowadza pewną formę zmian, aby nie wyedukowało się za dużo naukowców w jednej specjalizacji. Musiałem więc wybrać coś innego, padło na: Śląskoznastwo. Śledziłem na bieżąco różne koła naukowe w tym archeologiczne. Poznałem wiele wspaniałych osób z różnych części Polski pełnych energii, pasji chcących zrealizować swoje marzenia. Udało się mi wyjechać na dwa wyjazdy, jeden z grupą archeologiczną do Ryczyna, niedaleko Brzegu, gdzie w lesie mieści się jeden z najstarszych grodów w Polsce, który datuje się na połowę IX wieku. Grupą młodych i starszych archeologów opiekuje się po dziś dzień Pani dr Magdalena Przysiężna-Pizarska, pracownik Instytutu Historii. Zrozumiałem wtedy, że bycie archeologiem wymaga w pierwszej kolejności dużo cierpliwości połączonej z wiedzą oraz posiadaniem przysłowiowego nosa detektywa, aby wiedzieć, gdzie i jak szukać np. przykrytych grubą warstwą ziemi tajemnic przeszłości. Drugi wyjazd związany był z odwiedzeniem starych pałaców i zamków w ternie województw opolskiego i dolnośląskiego. W ten sposób stanąłem pod szkieletem wspaniałego pałacu w Kopicach. Ten zabytkowy obiekt przebudowany w 1864 w stylu neogotyku z elementami neorenesansowymi należał dawniej do hrabiego Hansa Ulryka Schaffgotscha z Cieplic, którego żoną została Joanna Gryzik von Schomberg-Godula. Historia Joanny to niesamowita, prawdziwa opowieść rodem na wzór słynnego kopciuszka, tyle, że już Śląskiego. Obrońcą rozgrabianego pałacu i jego historii przez poprzedniego właściciela był Rektor Uniwersytetu Opolskiego prof. zw. dr hab. Stanisław Sławomir Nicieja, dziś pełniący ponownie te zaszczytne stanowisko. Prof. S. Nicieja włożył bardzo wiele pracy, energii, siły i woli walki o uratowanie ostatnich rzeźb, pomników z Kopic, które po dziś dzień zdobią Wzgórze Uniwersyteckie przy Collegium Maius w Opolu. Polecam odwiedzić to miejsce każdemu, na pewno nikt się nie zawiedzie. Prof. S. Nicieja obudził we mnie zainteresowanie do historii Śląska Opolskiego i dbanie o obiekty zabytkowe pełne tradycji i pamiątek przeszłości.  Dodatkowo rektor prof. S. Nicieja podczas swoich wykładów, form działania np. udział w rekonstrukcji Cmentarza Orląt Lwowskich we Lwowie, wydanych pozycji naukowych np. Kresowa Atlantyda, odsłonił przede mną inną ważną zamierzchłą przeszłość, którą należy pielęgnować, jest to pamięć o przodkach z dawnych ziem kresowych, z których pochodzimy. Mieszkańcy woj. dolnośląskiego mieszkają przecież na ziemiach, które określa się jako: odzyskane, ale jednocześnie nowo nadane. Na podstawie badań statystycznych wiemy, że ponad 47% z woj. dolnośląskiego wie i przyznaje się, że ich przodkowie pochodzili ze Wschodnich Kresów, a 30% z woj. opolskiego.

W tym właśnie momencie studiów, gdy poznawałem te wszystkie niesamowite osoby i miejsca pojawił się list od Pana Jana Przelaskowskiego z Kalisza, który będąc najstarszym archiwistą rodu Przelaskowskich odsłonił przede mną przeszłość dawnych korzeni w postaci kser wywodów, małych drzew rodzinnych, krótkich informacji o herbie Srzeniawa, dawnych ziemiach rodu, kim byliśmy dawniej. Gromadził to przez ponad dwadzieścia pięć lat. Zawsze Tato wspominał, że nasi przodkowie byli wyjątkowi, ale powtarzał to samo, co powiedział mu jego ojciec. Mój dziadek, zmarł przed wprowadzeniem zmian w 1989 roku. Prawdopodobnie nie chciał poruszać tych tematów kiedy Polska była jeszcze pod wpływem komunizmu, a tym bardziej w momencie walk przełomowych o wyzwolenie się spod rosyjskiej władzy. Bardzo możliwe także, że sam niewiele wiedział ponieważ jego ojciec, a więc mój pradziadek służył w Legionach Józefa Piłsudskiego, a takie osoby były też represjonowane po 1945 roku.

Pierwsze materiały więc o rodzinie, jakie zacząłem gromadzić związane były z fotografiami i ich podpisywaniem dzięki opowieściom babci Ireny, mamy mojego taty na początku studiów w 2004 roku. Babcia przyjechała ze swoimi rodzicami, jako młoda dziewczynka do Kamiennej Góry ze zniszczonej po wojnie i Powstaniu Warszawskim Warszawy. Zawsze powtarza, że dużo osób wyjechało ponieważ nikt nie wierzył, że ogrom tak potężnych zniszczeń będzie do odbudowania w tak szybkim czasie, jak się miało to później okazać. Spotkanie z Panem Janem, członkiem Zarządu Kaliskiego Towarzystwa Genealogicznego ‘Kalisia’ i poznanie dużo szerszej wiedzy o historii rodu w 2007 roku pozwoliło mi napisać, a dalej obronić pracę magisterską: Ród Przelaskowskich Herbu Srzeniawa w świetle archiwów rodzinnych. W 2010 roku rozpoczęła się budowa strony rodu www.rodprzelaskowskich.com, która, co chwila ulega przebudowom, poprawkom wobec poszerzających się informacji o przodkach z różnych części świata, a także postępu technologii cyfrowej i medialnej.

Obecnie mogę podsumować, że zajmuje się tematem genealogicznym i poszukiwań przodków od dziesięciu lat i jestem piątym, najmłodszym archiwistą rodu Przelaskowskich liczącego sobie udokumentowane ponad 500 lat wspaniałej historii.

MH: Prosimy o wyjaśnienie, dlaczego właśnie genealogia, co w tym tak fascynującego?

ŁP: Genealogia jest dla mnie wyjątkową formą nauki, która dostarcza cennych informacji, nie tylko o historii rodziny, jaki miała herb, jakie pełnili funkcje poszczególni przodkowie, jakie przechodziły koleje losu kolejne pokolenia, gdzie mieszkali. Pamiętajmy, że w każdym z nas, bez względu na stan społeczny, wierzenia, poglądy tkwi obowiązek dbania o pamięć historii przodków. Naród bez wiedzy o swojej przeszłości skazany jest na upadek, zapomnienie. Dodatkowo osoby bez wiedzy o swoim pochodzeniu mogą zostać bardzo łatwo wykorzystane poprzez wmówienie im nieprawd, czego przykładem był system nazistowski wprowadzony przez Hitlera opierający się o tzw. wyższej i czystej rasie, pochodzeniu z wymyślonymi korzeniami przodków aryjskich. Nasz naród próbowano zniszczyć, na różne sposoby już od czasów zaborów poprzez np. tzw. rusyfikacje polegające na wyeliminowaniu języka polskiego ze szkół, wywozy na daleką Syberię powstańców lub mordowanie tysięcy osób z grup inteligencji np. symboliczny Katyń. Od 1772 roku przetrwaliśmy 118 lat zaborów, dwie wojny światowe i komunizm. W końcu 1989 roku nastał czas pokoju, nie toczymy wojen, mamy wolność, żyjemy od dwudziestu pięciu lat w kraju demokratycznym, gdzie króla zastąpił Prezydent, posiadamy własną Konstytucję, jesteśmy członkami NATO i Unii Europejskiej. Oczywiście nie możemy ukrywać faktów, trwa czas kryzysu, upadło wiele strategicznych w kraju zakładów i fabryk, zwiększyła się liczba bezrobotnych, setki tysiące osób opuszcza Polskę udając się ponownie na emigrację, jak podczas zaborów, z całymi rodzinami. W mojej ocenie na osobach, które uważają się tzw. patriotami, czy to przez posiadanie krwi szlacheckiej, czy przez wybitne postacie z rodziny, pielęgnujące piękne tradycje Polski oraz swoich rodzin, a szczególnie zasiadające na stanowiskach politycznych, pewnych urzędach powinno dać to pretekst do wspólnego realizowania się, ale poprzez stanowcze, dające efekt formy działań zapobiegawczym do takich zastanych sytuacji. Badania genealogiczne przedstawiają dokładnie w moim rodzie, jak wiele naszej krwi i wiary zostało oddane dla wolności nie tylko Polaków, ale innych narodów. Do czasów pierwszego zaboru w 1772 roku przodkowie pełnili funkcje poruczników wojsk Wielkiego Księstwa Litewskiego, a potem walczyli, jako powstańcy, żołnierze. Stanowiliśmy potężną unię Polski z Litwą pod nazwą Unii Lubelskiej z 1569 roku z podziałem na Koronę i W. Ks. Litewskie,  a potem zwaną Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Skąd brać wzorce i przykład ktoś spyta, jeśli nie ze swoich przodków? Przykładem jest wybitna postać szlachcica, inżyniera fortyfikacji [projektanta i budowniczego słynnego fortu West Point w USA] polskiego oraz  amerykańskiego generała Tadeusza Kościuszki herbu Roch III, prawdziwego wzorca walki o wolność i niepodległość. W 1769 roku wyjechał ze szkoły rycerskiej do Paryża, a wszystko dzięki wsparciu polityka, artysty, mecenasa sztuki, generała lejtnanta Adama Kazimierza Czartoryskiego herbu Pogoń Litewska, jako królewski stypendysta. Gaius Cilnius Maecenas, żył w I w. p. n. e., jako rzymski polityk, jego to właśnie nazwisko stało się synonimem protektora sztuki i nauki. Wielkim mecenasem sztuki w Polsce był ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski herbu Ciołek. Jak zatem widzimy pomoc stypendialna, czy w formie mecenatu istnieje od setek lat wśród różnych grup np. szlachciców, generałów, polityków, króli. Odpowiedzialność zatem, jaka ciąży na każdym z nas powinna wychodzić z serca i chęci niesienia pomocy osobom zasługującym na ich wsparcie, a wtedy mówimy o czyimś szlachetnym sercu. Wierzę, że wielu polityków, znających swoją genealogię odkryje w sobie takie szlachetne serce i zacznie częściej, a także prężniej uczestniczyć w byciu np. mecenasem, darczyńcą.

Genealogia i pielęgnacja historii rodów powinna więc wyzwalać w nas też pewne obowiązki wobec kraju, zmuszać do działań niesienia pomocy i wsparcia na różne dobre sposoby. Badania genealogiczne pozwalają poznać swoją rodzinę, a w tym przypadłości chorobowe. W ten sposób medycyna i lekarze mogą pomóc danej osobie szybciej zdiagnozować chorobę, zacząć leczenie, która może być np. dziedziczna. W przyszłości poznanie DNA i powikłań rodzinnych pozwoli wyzbyć się takich dolegliwości oraz szybciej i skuteczniej pomagać osobom podatnym na takie zagrożenia.

Genealogia przede wszystkim zmusza do myślenia, a to dobry znak. Człowiek poddany na myślenie musi się skoncentrować, a kiedy czegoś nie wie musi poszukać, a więc np. nawiązać kontakt z kimś, kto może doradzić, kiedy czegoś nie rozumie musi doszukać się sposobu na odczytanie tego przekazu np. nauczyć się danego języka. Poprzez badania uczymy się czytania map, języków, komunikowania z innymi ciekawymi osobami, pasjonatami, naukowcami, a szczególnie rodzinami, których wcześniej nie znaliśmy, co buduje dobre relacje i wzmacnia naszą osobę w poczuciu, że jest ktoś do kogo możemy się zwrócić w potrzebie, poradzie, wsparciu. Zmusza to do ruszenia się z domu i podróżowania, a co za tym idzie poznawania świata i ludzi, wyminie informacji, nawiązywaniu kontaktów rodzinnych, międzynarodowych. Genealogia jest więc łącznikiem między pokoleniami, które mogą nauczyć się budować właściwe relacje nie tylko między swoimi rodzinami, ale także krajami w stosunkach politycznych, gospodarczych, kulturalnych i społecznych.

Dlatego założyłem Fundację Rodu Przelaskowskich Herbu Srzeniawa, która ma za zadanie dbać o tradycję oraz pamięć przodków, a także spełniać inne zadania wedle przyjętych celów statutowych np. renowacja, rekonstrukcja obiektów zabytkowych np. zamki, pałace, dworki, kamienice, cmentarze, pomagać kulturalnie i społecznie, gdzie poza siecią Hoteli i SPA chcemy otworzyć Centra Nauki i Kultury – miejsca spotkań dla młodych wynalazców, naukowców, pomagać im realizować swoje marzenia, cele, pomysły, a jednocześnie uczyć się relacji międzykulturowej i międzynarodowej. Z zainteresowanymi uczelniami nawiążemy współpracę poprzez założenie tam oddziałów/filii Fundacji, gdzie studenci będą mogli się rozwijać przez staże, a po studiach móc podjąć współpracę z Fundacją oraz Firmą.

Dodatkiem wspierającym Fundację została założona firma Poszukiwacze Przodków, gdzie liczymy dać pracę nie tylko dla historyków, archiwistów, ale także m.in. lingwistów, informatyków, handlowców, biznesmenów.  Zapraszam wszystkich chętnych do współpracy, pomocy, jako wolontariusze lub sponsorzy, darczyńcy, partnerzy do tworzenia nowej historii Polski dającej ostoję dla kolejnych pokoleń, które nie będą musiały już emigrować, a spokojnie rozwijać się w kraju ze swoimi marzeniami, celami, pomysłami, tworzyć wielkie dzieła dla dobra narodu i ludzkości.

MH: W jaki sposób szuka Pan przodków i rodziny?

ŁP: W oparciu o zebrane materiały archiwalne poprzednich archiwistów, dalej w postaci podpisanych fotografii, zapisków prywatnych, zebranych materiałów archiwalnych z różnych krajów np. Mińsk, który odwiedziłem latem 2013 roku, materiałów z archiwum w Sankt Petersburgu, Londynu, a także z polskich instytutów, bibliotek, archiwów, rodzinnych opowieści i dostarczonych kopii metryk chrztów, urodzeń, zgonów, klisz, listów, kontaktom ze stowarzyszeniami genealogicznymi, innymi organizacjami szlacheckimi i wieloma poszukiwaczami własnych rodzin. Dużą pomocą stał się Internet, który pozwolił szybciej dotrzeć do informacji i różnych osób z rodziny, niż podróż, która kosztuje dużo drożej i nie zawsze wiadomo, w którą stronę od razu jechać. Niestety czy tego chcemy czy nie poświęcenie się genealogii jest kosztownym zajęciem i na całe lata, a także kolejne pokolenia. Kiedy raz się zacznie, trudno porzucić to wszystko z czystym sercem i powiedzieć mam dość.

MH: Jaką rolę dla Pana pełnią współczesne technologie przy poszukiwaniach i tworzeniu genealogii?

ŁP: Rolę oczywiście pomocniczą, naukową, dydaktyczną. Na pewno formę ułatwiającą szybsze wyszukanie, dotarcie do źródeł i informacji dostępnych w miejscach, zbiorach często w innych krajach, gdzie dojazd jest zbyt kosztowny i czasochłonny. Internet np. Skype, a po nim drukarki, skanery, aparaty, ksera, cała technologia cyfryzacji np. kamery otwierają przed genealogią, jako nauką nowe pole badań, zapisu informacji archiwalnych, danych, katalogowania, przekazywania materiałów dalej lub ich otrzymywania. Nie wspomnę już o transporcie samochodowym, pociągach czy samolotach. Dziś świat stał się możliwy do odwiedzenia go w każdym zakątku w ciągu zaledwie kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. Możemy sporządzać potężne drzewa genealogiczne na setki różnych sposób, zdobić je, okrajać, upiększać, wymieniać stare zdjęcia, dodawać nowe, robić korekty, a na koniec zawieszać na ścianach w domach. W moim przypadku chce to wykorzystać do formy prezentacji naukowych jako tzw. Wystawy Rodowe, pierwsza zaplanowana jest na marzec 2014 roku w Instytucie Historii, ale nie mogę potwierdzić jeszcze, że się odbędzie, ponieważ wymaga to odpowiednich przygotowań. Wtedy pojawia się prasa, media i reklama, które pomagają dotrzeć z tą informacją do milionów osób na świecie, aby zaprezentować im w tym przypadku historię danego rodu od strony badań genealogicznych. Cieszę się, że mogę żyć w tych czasach, ale aż mnie ciekawi co mnie ominie w przyszłości, bo to dopiero początek XXI wieku dającemu pełne pole do popisu w rozwoju poszukiwań i badań genealogicznych wraz z rozwijającymi się technologiami, które z pewnością będą ewoluować.

MH: Prowadzi Pan stronę Ród Przelaskowskich, jaki jest cel tej strony?

ŁP: Celem jest po pierwsze dbanie o historię, pamięć i tradycje po przodkach poprzez gromadzenie materiałów archiwalnych dotyczących rodu w postaci skanów książek powiązanych z rodem, fotografii, klisz, filmów, wywodów, metryk, innych zapisków archiwalnych. Drugim celem jest utrzymanie więzi i jej wzmocnienie dla Przelaskowskich poprzez wspólne drzewo genealogiczne, gdzie osoby mogą się zarejestrować i pilnować swoich linii, uświadomić wspólne pochodzenie. Trzecim powodem jest szybsze nawiązanie kontaktu z pozostałymi Przelaskowskimi poprzez forum, gdzie są rozstrzygane różne tematy np. kiedy i gdzie zorganizować zjazd rodowy, co poprawić na stronie, udzielenie pomocy komuś z rodziny, powiadomienie o planowanych urodzinach  lub ślubie.

MH: Co dla Pana daje publikacja drzewa genealogicznego w Internecie?

ŁP: Nie traktuje tego, jako pokazanie się, jak model na wybiegu. Oczywiście drzewo musi mieć swoją formę prezentacyjną, łatwą i czytelną w obsłudze, zrozumieniu. Samo jednak jego służenie to forma szybszego porozumienia się z rodzinami tymi bliższymi, jak i dalszymi poprzez pokazanie kim jesteśmy dla siebie, gdzie mamy wspólnych przodków, kim byli, co zrobili, jak wyglądali, gdzie mieszkali, a także odpowiedzenie na pytania dlaczego nastąpiło w pewnym momencie rozejście się w różne strony i zanik kontaktu. Oszczędza to setek wyjazdów, czasu, kosztów, a tak forma zapisu w Internecie i to w dodatku, tłumaczonego na wiele języków stanowi szybszy pomost międzypokoleniowy.

Wyobraźmy sobie, że muszę wydrukować drzewo szerokie na 5 m i wysokie na półtorej, zwinąć w rolkę, schować w tubę, kupić bilety w dwie strony do Mińska za tysiąc złotych, mieć przygotowane drugie tysiąc  na dwa tygodnie dla siebie i opłacić hotel, żeby na koniec wyjaśnić każdego z osobna przodka dla wszystkich tam osób po białorusku lub rosyjsku. A teraz weźmy pod uwagę, że do 1998 roku w samej Polsce odnotowano ponad 118 osób noszących nazwisko Przelaskowski, a poza Polską, Białorusią, do odwiedzenia jest jeszcze m.in. Litwa, Rosja, USA, Tajlandia, Niemcy, Holandia, Ukraina. Kiedy więc wszystko się przedstawi na Internecie w postaci drzewa łatwiej jest je omówić przy spotkaniach lub np. przez Skype.

MH:
Jak daleko cofnął się Pan w przeszłość poszukując własnych przodków i ilu ich Pan odkrył dotychczas?

ŁP: Dzięki poprzednim archiwistom, a potem moim badaniom, które to potwierdziły, dotarliśmy do wspólnego rodowego przodka, tzw. protoplasty rodu Przelaskowskich o imieniu Wasyl Przelaskowski, któremu przypisana jest data urodzenia 1560 rok, a więc dziewięć lat przed Unią Lubelską w 1569 r. Odnotowany jest w szóstej, grodzieńskiej księdze z Mińska ze swoimi synami Samuelem i Konstantym, porucznikami Wojsk Księstwa Litewskiego jako szlachcice stanu dworzańskiego, którzy otrzymali z inną szlachtą tj. Dobrowolskimi, Piastreckimi [być może chodziło o Piaseckich], Dłużniewskimi przywileje od króla Zygmunta III [1566-1632] we władanie częściami miejscowości Paczynak, Brujew i Paczynak Szeracz nad rzeką Praszagoską ‎(gmina Szaszacka, woj. smoleńskie)‎.

Te przywileje zostały potwierdzone przez króla Władysława IV Wazę ‎(1595-1648)‎, a następnie potwierdzone 10 czerwca 1664 r. przez kolejnego króla Jana Kazimierza ‎(1609-1672)‎ z dodaniem we włodarzenie jeszcze 20 włók ziemi ‎[1 włoka = 30 mórg]‎ Trzy linie Przelaskowskich łączy wspólny przodek Paweł Przelaskowski [ur. 1716], którego ojciec Jan [ ur. po 1680 – zm. 1756 r.] stopień Rotmistrza wojsk W. Ks. Litewskiego otrzymał od Adama Jurkowskiego. Nadany został przez Hetmana Polnego W. Ks. Litewskiego Stanisława Denhofa. Paweł miał trzech synów: Franciszka [ur. 1747], Stanisława [ur. 1753] i Jana [ ur. 1762]. Ja pochodzę z drugiej linii, a więc od strony potomków Stanisława. Reprezentuje 14-e pokolenie, a więc podsumowując wszystkich Przelaskowskich z trzech linii od Wasyla z 1560 roku do dziś, daje to wynik ponad siedmiuset pięćdziesięciu osób.

MH: Czy w Pana drzewie są jacyś sławni przodkowie lub jakieś interesujące ciekawostki?

ŁP: Wspomniałem już o osobach, które pełniły służbę, jako wojskowi w stopniach poruczników Wojsk Księstwa Litewskiego oraz o Rotmistrzu.

Mój pradziadek po służbie w Legionach Józefa Piłsudskiego dostał pracę na PKP, jako kolejarz w Grodnie, dalej w Oranach. Potem jego syn Henryk pracował na kolei, jako nastawniczy w Marciszowie. Na sam koniec, wedle tradycji, moja Mama również pracowniczka kolei, jako kasjerka w Kamiennej Górze, Piławie Górnej i potem w Jaworzynie Śląskiej przez trzydzieści pięć lat.

Najstarszym więc zdjęciem, jakie posiadam z mojej linii, jest fotografia pradziadka Stanisława Przelaskowskiego podczas ślubu z żoną Józefą z domu Głowacz w 1925, ubranego w mundur legionisty.

Najstarszy grób z 1855 r., jaki znalazłem w wakacje 2013 roku na Białorusi pod Mińskiem powiązany jest z moją linią, a dokładnie dwie mogiły:

– Kajetan Przelaskowski [ur. 1792 – zm. 1855 r.], brat mojego 4x prapraprapradziadka Wiktora [ur. 1801 r.] pochowany w Dudziczach na Białorusi.

– córki Kajetana, Wiktorii [ur.1838- zm. 1883 r.]

Niedawno bo w 2013 roku, po ponad pół roku oczekiwania, otrzymałem dokumenty z archiwum w Sankt Petersburgu, w których zamieszczone są dwa cenne materiały:

Pierwszy, jest to dokument z 1806 roku, w którym Mińska Izba Urzędowa wydała świadectwo iż na ziemi Mińskiej w majątkach i zaściankach własności książąt Radziwiłłów i Czartoryskich zamieszkiwała Familia Franciszka i Stanisława [ur. 1753] Przelaskowskich wraz z dziećmi.

Stanisław to mój 5x praprapraprapradziadek, a Franciszek to jego brat.

Drugi dokument to drzewo w kolorach do wywodu z 4 listopada 1833 r. przedstawiające IX pokoleń.

Podczas pisania pracy magisterskiej nie wiedziałem, że mój pradziadek Stanisław był w Legionach Józefa Piłsudskiego. Dowiedziałem się o tym niedawno od Cioci Lodzi, a więc córki pradziadka. Powiedziała, że dawniej, w trakcie wojny oraz po, lepie było się tym nie chwalić. Strona rodowa zaczęła powstawać w 2010 roku, dopiero na niej udało się mi zamieścić tzw. dział pod nazwą Znani Przodkowie. Także do tego czasu informacje, które udało się mi ustalić na temat najbliższej osoby spokrewnionej z mojej drugiej linii rodowej przy pracy magisterskiej dotyczyły osoby:

Stanisław Przelaskowski ur. 7.07.1912 r. w Molodecznie na terenie dzisiejszej Białorusi. Ojciec i rodzeństwo byli bardzo represjonowani przez komunistów w 1932 r i 1937 r. za swoją zamierzchłą przeszłość przynależności do stanu szlacheckiego. Prawdopodobnie zostali zamordowani w 1941 r. Stanisław w jakiś, nieznany sposób ocalał od represji i trafił do wojska polskiego, a dokładnie do kawalerii, gdzie do 1938 roku pełnił funkcje młodszego oficera baterii 11 Dywizjonu Artylerii Konnej. Następnie został skierowany na VI Kurs aplikacyjny oficerów obserwatorów w samolotach, w Dęblinie, gdzie w 1939 roku otrzymał awans do porucznika. Dnia 28.06.1939 r. wcielono go do 5 Pułku Lotniczego, gdzie służył do 1.09.1939 r. w 55 Eskadrze Bombowej w funkcji obserwatora. Dnia 1.9.1939 r. został wcielony do 55 Samodzielnej Eskadry Bombowej w miejscowości Marynin z funkcją obserwatora na samolotach PZL.23 Karaś. Poprzez powierzone zadania wykazał się wielką odwagą i zdobył cenne informacje dla wojska poprzez loty zwiadowcze podczas zaciętych potyczek z oddziałami Niemieckimi. W dalszych zawikłaniach wojennych dostaje rozkaz wycofania się i ewakuację. Prof. S. Nicieja w książce Kresowa Atlantyda, Tom III, s. 130, zamieścił cenną informację z toczących się wydarzeń podczas wojny obronnej w 1939 roku na ternie miasta Kosów [dzisiejsza Ukraina]:

„(…)13 września 1939 roku (…)w tym czasie w sanatorium Tarnawskiego zatrzymało się wielu polskich lotników, którzy mieli być przerzuceni do Francji (…)”.

Przedostaje się przez Morze Śródziemne, Sycylie do Francji, po upadku, której dostaje się do Anglii. W ostatnim bastionie Europy, wciąż opierającemu się Hitlerowi, Stanisław otrzymuje przydział  do 301 Dywizjonu Bombowego. W wyniku swoich bohaterskich, a przede wszystkim zdecydowanych poczynań w walce z wrogiem i pomyślnie wykonywanych misji zostaje odznaczony Krzyżem Srebrnym V klasy orderu wojennego Virtuti Militari. Stanisław nie miał dzieci, tylko żonę Jane Watkin, umarł w Anglii w 1993r. Dużo pomocnych materiałów otrzymałem z Polskiego Instytutu i Muzeum im. Gen. Sikorskiego. Wiem, że są jeszcze pewne dokumenty w archiwach RAFF, które także zamierzam odwiedzić, trzeba bowiem stawić się tam osobiście, takie wymogi. Ponad dwa lata temu odezwał się do mnie mailowo brat żony Stanisława, Jane Watkin, który był zainteresowany historią rodziny, ale nie odezwał się ponownie, może uda się nawiązać z nim kontakt. Chciałbym złożyć kwiaty i zapalić świecę na grobie bohatera z rodu Przelaskowskich, ale nie wiem, gdzie dokładnie jest pochowany. Inny bohater z Pierwszej Linii, Przelaskowski Wilhelm spoczywa na południu Europy, na Polskim Cmentarzu w Bolonii, który odwiedził sam święty Papież, Jan Paweł II. Przeniesiony został służbowo z Wołożyna ‎ [ Korpus Ochrony Pogranicza ]‎ do Krotoszyna. Zostaje Kapitanem WP – 56 pułk piechoty wielkopolskiej. W 1939 r. zamieniona na Armię „Poznań” gen. Kutrzeby. Następnie jest ranny w obronie Warszawy. Jako jeniec zostaje skierowany do obozu Oflag Murnau ‎[ Bawaria ]‎. W 1945 r. podczas zaciętych walk ginie w Riccionie, Płn. Włochy. Pochowany na wojskowym polskim cmentarzu w Bolonii, Włochy. Bohaterem jest także zmarły archiwista z Białorusi, Arkadii Arkadiewicz Przelaskowski, także z Pierwsze Linii, nie tylko od strony gromadzenia dokumentów i poszukiwań. Arkadii był w komisji białoruskich naukowców, którzy pojechali na Ukrainę w 1986, gdy wybuchł Czarnobyl, aby pomóc powstrzymać skażenie.

Inna ciekawostką jest pewna przygoda z książką „Z pamięci” Marii Iwaszkiewicz, córką wielkiego polskiego pisarza Jarosława Iwaszkiewicza. Rodzina Iwaszkiewiczów mieszkała do w willi Stawisko w Podkowie Leśnej, gdzie obecnie mieści się Muzeum. W czasie okupacji i po Powstaniu Warszawskim willa była miejscem ukrywania się, schronieniem wielu Polaków i Żydów m.in. gościł tam Krzysztof Kamil Baczyński. Warszawę i Podkowę Leśną połączyła kolejka, nad której budową czuwał, również z Pierwszej Linii – Przelaskowski Felicjan Wiktor, inżynier elektryk, wykładowca Politechniki Warszawskiej, współtwórca elektryfikacji kolei w Polsce. Do 1945 roku był kierownikiem technicznym i wicedyrektorem Elektrowni Kolei Dojazdowych (EKD) w Warszawie. We wspomnianej książce Maria Iwaszkiewicz zamieściła fotografię na s. 124, gdzie pojawia się autorka z grupą znajomych, a wśród nich zostaje oznaczony: Bohdan Przelaskowski (siedzi drugi od prawej w okularach) i jego kuzyn Chrzanowski ? (siedzi obok, pierwszy od prawej). Zakupiłem tę książkę z powodu znalezionego innego wywiadu z Marią Iwaszkiewicz.

Maria Iwaszkiewicz wspomina w wywiadzie dla Podkowiańskiego Magazynu Kultury ‎[*1]‎ , na temat dobrych kontaktów Jej rodziny z Państwem Przelaskowskich:

„‎(…)‎Na tyłach pensjonatu jest taka drewniana willa w stylu zakopiańskim. Mieszkał tam Karol Bretoni – dyplomata. Naprzeciwko parku jest taka drewniana willa państwa Futasewiczów. To śliczny dom wewnątrz. Bywałam tam jako dziecko. Pan Futasewicz był, zdaje się, urzędnikiem kolejki, inżynierem. Oni byli bezdzietni, mieli wychowanicę i myśmy się tam bawiły. Pan Tadeusz Baniewicz był generalnym dyrektorem kolejki, ale inżynierem technicznym był pan Przelaskowski. Państwo Przelaskowscy też należeli do grupy naszych bliskich znajomych, podobnie jak inżynier Krzemiński ‎(…)‎”.

*1. Wspomnienia Marii Iwaszkiewicz ‎[przyp. aut.: córki Jarosława Iwaszkiewicza]‎ z Podkowy Leśnej podczas rozmowy z Bogdanem Wróblewskim ‎[przyp. aut.: historyk, dziennikarz Gazety Wyborczej]‎, wydane w Podkowiańskim Magazynie Kulturalnym.

Wiem na pewno, że Wiktor Felicjan Przelaskowski miał syna Bohdana [ur. 1921 – zm. 1948] więc bardzo możliwe to on jest na tym zdjęciu. Nie wiem jeszcze kim był kuzyn Chrzanowski.

W Podkowie Leśnej mieszka obecnie rodzina Przelaskowskich. Czy są spokrewnieni z wymienionym wyżej Wiktorem Felicjanem P.? Oczywiście, bratem inżyniera i wicedyrektora EKD był Jan Krzysztof Przelaskowski, od którego się wywodzi ich linia.

Pan Łukasz zaprasza na stronę www.rodprzelaskowskich.com na pewno odkryją Państwo tam więcej informacji o kolejnych wybitnych przodkach z rodu, a także wiele innych, cennych informacji.

Niedługo Pan Łukasz opublikuje zdjęcia z Narodowego Muzeum Historycznego w Mińsku na Białorusi, gdzie znajduje się Skarb Rodu Przelaskowskich, którego waga srebrnych i złotych przedmiotów wynosi ponad 13 kg.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Łukasz Przelaskowski


    Marzec 9, 2014

    Dziękuję bardzo za zamieszczenie artykułu.

    Z uszanowaniem
    Łukasz Przelaskowski