73166558191022014_05_image002

Trzy gry, które kochali również nasi dziadkowie!

Komentarze15

Gry Nintendo Wii, Playstation, czy przenośne na IPadzie lub IPhonie. Nic z tych rzeczy. To gry popularne dzisiaj.

Podwórka i ulice kiedyś pełne były skaczących, biegających czy tańczących dzieci. Dzisiaj gry komputerowe, coraz to popularniejsze wśród dzieci i młodzieży sprawiają, że zabawy i gry sprzed lat – te, które z pewnością nasze dziadki bez wątpienia nadal pamiętają –  idą powoli w zapomnienie. Dzieci potrzebują więcej ruchu i świeżego powietrza! Oto trzy gry popularne od wielu pokoleń:

1. Gra w klasy

Do gry potrzebujemy kredy, chodnika i kamyczka! Mały kamyczek należy przesuwać czubkiem buta, aż do samej mety.

Fot. zlotowskie.pl

2. Gra w podchody

Gra terenowa, do której potrzebujemy wyłącznie wyobraźni, no i być może kartki papieru i długopis. Już samo słowo podchody kojarzy nam się z przygodą, poszukiwaniem. Właśnie o to chodzi! Drużyna szukających musi za pomocą wskazówek i znaków, które zostawiła drużyna uciekających, odnaleźć ją.

Fot. zhpotwock.pl

3. Wyścig w workach

Dużo śmiechu, radości, a przy tym aktywności fizycznej! Potrzebne są tylko worki, pozytywne nastawienie i jesteśmy gotowi do wyścigu w workach.

Fot. gofeminin.de

Czy pamiętasz te zabawy ze swojego dzieciństwa? Czy Wasze dzieci, wnuki w nie grają? Jakie inne zabawy pamiętasz z okresu swojego dzieciństwa? Podziel się z nami w komentarzach poniżej.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Emilia Broczkowska


    Czerwiec 24, 2014

    Dziekuję za przypomnienie gier z przed lat. Nasze pokolenie po wojnie zabawiało się w różne gry, z piłką w Walkę narodów, z grubszym sznurkiem w Skakankę, w Zośkę, w którą grywali przeważnie chłopcy, młodsi i starsi, byli w tej grze mistrzami. Zaletą tych gier, był ruch na świerzym powietrzu.

  • Andrzej


    Czerwiec 24, 2014

    Bawiliśmy się w Króla Lula, a także ,a także graliśmy w Kepkę

  • PaniB


    Czerwiec 24, 2014

    Zabawy z lat mojego dziecinstwa:cymbergaj, szajba, palant, Zoska, dwa ognie, wyscig fajerek,

  • Leszek


    Czerwiec 24, 2014

    No przede wszystkim berek i w chowanego.

  • Mika


    Czerwiec 25, 2014

    Doskonale pamiętam grę lub zabawę w gumę, do której, jak sama nazwa wskazuje, potrzebna była guma do wciągania (inaczej mówiąc popularnie „do majtek”) ok. 2,5 metra i minimum troje uczestników. Zakładało się ją najpierw na kostki i skakało według zasad. Później podnosiło się na łydki lub od razu na kolana, następnie na uda (tu na ogół już były kroki chodzone, ale nie zawsze). Najzabawniejszą grą z czasów dzieciństwa był „pomidor” albo „głuchy telefon”. Szkoda, że nasze dzieci i wnuki nie interesują się już tymi zabawami.

  • krysiek


    Czerwiec 25, 2014

    kto pamięta zasady gry w palanta i kiepe

  • Małgorzata


    Czerwiec 25, 2014

    Najczęściej graliśmy w państwa-miasta, gdzie rysowało się patykiem po ziemi koło zaznaczając granice danego Państwa, gdzie jeden gracz zajmował (wybierał) jedno Państwo…
    Poza tym dwa ognie, raz dwa trzy baba jaga patrzy i oczywiście gra w gumy, która, słyszałam, chyba przetrwała na niektórych podwórkach do dzisiaj.

  • dorcia.chojnacka@wp.pl


    Czerwiec 25, 2014

    ja i dzisiaj bawie się w chowanego,oczywiscie z moimi wnukami

  • wiesława


    Czerwiec 25, 2014

    Pamiętam bawiliśmy się w skakanki,klasy różnego rodzaju,dwa ognie,zbijanego,w noża tzw pikuta,w państwa gry w piłkę różnego rodzaju,polo,berek ganianego,chowanego,królu lulu,w wilka i owce;głuchy telefon,pomidor i wiele,wiele innych gier i zabaw na świeżym powietrzu.Dzisiaj tylko komputer i telewizja.

  • Krzysiek


    Czerwiec 25, 2014

    W mojej młodości bawiliśmy się głównie na dworze. Były to gry często nie wymagające żadnego sprzętu. Popularny „berek” polegał na uciekaniu przed osobą goniącą. Goniący dotykał kogoś mówiąc „berek” i wówczas zmieniały się role: dotknięty stawał się „berkiem” i gonił pozostałych. Być może gra ta ma podłoże ksenofobiczne ale my tego wówczas tak nie odbieraliśmy.

    Wieczorem popularna była gra „w chowanego”, w moich stronach nazywała się „w skrytko”. Wylosowana osoba odwracała się i zakrywała czy licząc do dziesięciu. W tym czasie pozostali szukali kryjówek. Potem szukający starał się wypatrzeć kogoś by go „zaklepać”, by to on potem szukał. W tym czasie można było dobiec do miejsca „zaklepywania” i samemu się „zaklepać” co dawało prawo ukrywania się w następnej turze gry. Oczywiście „berek” i „szukający” byli traktowani jak „ofiary losu” i wyśmiewano się z nich ale tylko w czasie zabawy.

    Inne gry wymagały prostych rekwizytów jak wymienione „klasy” czy „klipa”(dwa kijki) lub „ślepa babka” (szalik).

    To tylko niektóre z wielu gier na wolnym powietrzu.

  • Jan


    Czerwiec 25, 2014

    Ulubione gry mojej młodości podwórkowej to gazda, pikuty,podchody no i oczywiście zośka i rowerowe sztuczki(jazda tyłem, stójki, podskoki itp) , a także wszechwładna noga na jedną lub dwie bramki. W szkole na przerwach cymbergaj. Także ścianki , kupki oraz na boisku różne sporty.

  • babcia61


    Czerwiec 26, 2014

    Moja ulubiona zabawa z rodzeństwem to lot do CHicago na drzewie zwalonym przez burzę, wszystkich huśtałam, bo byłam najstarsza i miałam najwięcej siły a kto się słabo trzymał ten wyleciał z pokładu.Z siostra mieliśmy lalkę z kukurydzy, której pletłysmy piękne warkocze, miała takie źółte włosy, dzieci nie miały zabawek, ale umialy się bawić bo pracowała wyobraźnia

  • iryska


    Czerwiec 30, 2014

    typowa szczegolnie dla dziewczynek gra w gume..

  • zoltar


    Czerwiec 30, 2014

    Ja pamietam gre w kluche .Rzucalo się kawelkiem Patryka zaostrzonego po obu stronach z okręgu druga osoba zabawy musi ala go chwycić ,prawa lub lewa ręką,następnie musical z tego miejsca wrzucić kluche do kola .za wszystkoliczylo się punkty.

  • Beata Tomecka


    Lipiec 5, 2014

    Bardzo dużo gier tu wpisano, poza kluchą(?) znam wszystkie, ale pominięto serso, czyli rzucanie i łapanie kółek z łyka szpadkami. Szpadki, czyli patyki były ok. 45 cm długie i dość giętkie, dzięki czemu nikt krzywdy sobie nie mógł zrobić, oczywiście miały jak w szpadzie zaznaczony odcinek dla dłoni, a kółka o średnicy ok. 20 cm. zaczepiało się o czubek szpadki i po lekkim jego napięciu wystrzeliwało w kierunku drugiego gracza, a on musiał go przechwycić na swoją szpadkę. Wszystkie złapane na szpadkę kółka dawały umowne punkty. Najweselszą jednak grą była „Ciuciubabka”, czyli ślepa babka. W większych grupach był „Ojciec Wergiliusz”, Król Lul, Mało(potem dużo) nas do pieczenia chleba, także jak ktoś już wspomniał gra w wojnę i zabór ziemi, gra chłopców w monety popychane grzebieniem, gra pudełkiem od zapałek na punkty na krawędzi stołu, czy krawężnika, albo płotu – pudełko ustawiało się tak, by kawałek wystawał i podbijało się palcem trzymanym poziomo, tak – by przefikołkowało i spadło jak najdalej. W zależności od tego na którym boku stanęło, dostawało się punktów dużo, gdy ustawiło się pionowo na małej ściance(koniec szufladki), średnio – gdy na drasce lub mało, gdy na płasko. Było jeszcze więcej, np. gry lekką piłką w ścianę z różnymi utrudnieniami i inne, chłopięce, ale nie pamiętam ich na tyle, by je opisać. Ale także w czasie deszczu, w domach, gdy zeszło się więcej dzieci, były gry towarzyskie np. z zajmowaniem krzeseł na sygnał(zawsze o jedno krzesło mniej niż uczestników),uczestnicy odpadali jeden po drugim, aż został ostatni i dostawał np. cukierek, pisanie karteczek w odpowiedzi na zadawane pytania przez prowadzącego na zasadzie tworzenia wesołej opowieści z przesuwaniem kartek w jedną stronę do następnego po wpisaniu odpowiedzi i zawinięciu do środka, by następny nie wiedział, co poprzednik napisał, na zasadzie : kto, z kim, gdzie, w jakich okolicznościach, co robił i co z tego im wyszło. Można to rozbudowywać dodatkowymi pytaniami, ale nawet krótkie opowieści są bardzo śmieszne. Graliśmy też w wojny morskie z zatapianiem okrętów, albo w kartofla (łączenie kolejnych numerowanych punktów bez przecinania już narysowanych linii(jeśli się zaczepi lub przetnie, umowne punkty karne). Moje wnuczki rzadko używają komputera – tylko, gdy muszą na nim odrobić lekcje i telewizora – gdy rzeczywiście jest coś wartościowego wg oceny rodziców. Wcale nie uważają tych przedmiotów za bezwzględnie konieczne do życia, bo mają mądrych rodziców. A jednak wygrywają olimpiady!