Gościnny blog: Dzieci nieślubne…
Dzisiaj mamy dla Was gościnny Blog dotyczący już znanego Wam topiku, a mianowicie dzieci nieślubnych (oparty o przykłady) - tym razem napisany przez Pana Jerzego Kochmana, który jest Wam już znany miedzy innymi z przedstawienia historii swojej rodziny.
______________
W nawiązaniu do niezwykle ciekawych artykułów pani Małgorzaty Nowaczyk o nieślubnych dzieciach chciałem się podzielić z fanami MyHeritage swoimi doświadczeniami związanymi z tą tematyką.
W mojej przygodzie z genealogią i historią rodziny dwukrotnie spotkałem się z nieślubnym pochodzeniem moich antenatek na ponad 500 odszukanych bezpośrednich przodków. I w obu tych przypadkach szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi się odnaleźć ojców. Stało się to dzięki przechowywaniu w archiwum kościoła farnego w Rzeszowie do tej pory wszelkich nawet 200-letnich dokumentów potrzebnych do zawarcia małżeństwa m. in. świadectw chrztów. Jak więc widać, warto również szperać w innych dokumentach niż księgi metrykalne, gdyż dzięki temu można dowiedzieć się dużo więcej zapomnianych w rodzinie szczegółów z życia naszych pradziadów.
Czytaj dalej "Gościnny blog: Dzieci nieślubne…" »

Gościnny blog: Pater ignotus czyli dzieci nieślubne (cz.3)
Poniższy wpis jest kontynuacją dwóch gościnnych wpisów, jakie opublikowaliśmy w ostatnim czasie, a który został sporządzony przez Panią Małgorzatę Nowaczyk. Jak wiecie post dotyczy nieślubnych dzieci. Rozwiązania, argumenty oraz wnioski Pani Małgorzaty bardzo nam się spodobały! Mamy nadzieje, że Wam również i spodoba Wam się już ostatnia jego część!
W wielu publikacjach na temat dzieci nieślubnych podaje się, że dawano im ośmieszające imiona; choć Kościół nigdy nie odmawiał im chrztu świętego, czasami duchowieństwo wyrażało w ten sposób swoją dezaprobatę. W moich skromnych poszukiwaniach jeszcze takich imion nie znalazłam - być może za ośmieszające uważano imiona Kunegunda, Kornelia, Konstancja i Karolina, które spotkałam w księgach galicyjskiej wioski z końca XIX wieku. Natomiast imiona Filipina, Nepomucena, Wilhelmina, Paulina (parafia radzionkowska 1810-1850), Juliana (dosyć nietypowe imię dla chłopskiego dziecka w roku 1768) czy też bardziej prozaiczne Antonia lub Franciszka mogły w końcu być imionami derywatywnymi od imion ich ojców. Choć z reguły dzieci nieślubne znane były pod nazwiskiem matki, nierzadko nadawane im nazwiska odzwierciedlały niepewne pochodzenie: Pokrzywnik, lub dzień znalezienia: Poniedziałkowski, Niedzielski. Oczywiście, zdarzało się to w wypadku najbiedniejszych kobiet z najniższych warstw społecznych wiejskich czy miejskich, bogatsi rodzice panien z dzieckiem mogli się wypłacić i postarać o lepsze nazwiska lub imiona zapisane w Liber Natorum.
Czytaj dalej "Gościnny blog: Pater ignotus czyli dzieci nieślubne (cz.3)" »

Po co nam genealogia?
Ciekawe pytanie, prawda? Czy zastanawiamy się nad nim ślęcząc nad mikrofilmami? Szperając w starych dokumentach, przeglądając indeksy, czytając stare akta, zapisując dane o dawno zmarłych ludziach, których nigdy nie poznamy? Chodząc w błocie po zapomnianych cmentarzach i robiąc zdjęcia starym domom, gdzie mieszkali przodkowie? Po co nam to wszystko? Dla wielu niewtajemniczonych nasza fascynacja genealogią jest zupełnie niezrozumiała; twierdzą, że powinniśmy się z tego otrząsnąć i znaleźć sobie bardziej praktyczne hobby!
Parę lat temu na usenetowym forum pl.soc.gen (już zamarłym) pojawił się wątek pod tym tytułem. Można było w nim wyraźnie prześledzić dwie opinie: genealogów amatorów i genealogów zawodowych czyli historyków.
Dr Marek J. Minakowski napisał: “Zaczynając ten wątek chciałem powalczyć z magicznym podejściem do genealogii, bliskim zwłaszcza początkującym genealogom, którzy genealogię traktują jako cel sam w sobie – zbudowanie drzewa, żeby powiesić je na ścianie. […] Do tego piłem, mówiąc, że dla badacza życia kardynała Wojtyły jego genealogia to tylko ciekawostka (bo osoby w tej genealogii znane są tylko z tego, że były przodkami Jana Pawła II). Zaś badając genealogię kardynała Oleśnickiego badamy związki rodzinne między przedstawicielami elity politycznej Polski XV wieku”.
Dr Minakowski zajmuje się genealogiami elit polskich m.in. potomków członków Sejmu Czteroletniego oraz wydaniem autorytatywnego herbarza polskiego „Wielkiej Genealogii Minakowskiego”. W swojej wypowiedzi dr Minakowski podkreślił, że dla historyków (a do takich się zalicza) genealogia jest nauką pomocniczą historii. Dla historyków nie jest ważne zrozumienie więzów biologicznych czy też społecznych jednostki, lecz o zrozumienie w jaki sposób te więzy oddziaływały na historię. Nie podziela naszej fascynacji losami naszych przodków – pojedynczych, nieważnych historycznie. Jego praca i zainteresowania znajdują się na innej płaszczyźnie. Ale większość z nas nie posiada szlacheckich przodków i nasze zainteresowanie leżą gdzie indziej. Chcemy wiedzieć jak nasi przodkowie żyli, jaka była ich codzienność, z czego się cieszyli, co ich dręczyło, jak kochali i jak umierali. Nigdy nie będziemy tego znali dokładnie, bo, jak napisałam w mojej książce „większość chłopskich (lub mieszczańskich, dopisek mój) rodzin nie zaistniała w historii lub polityce. Nie zostawiała po sobie pomników, dworków pałaców, ksiąg pamiątkowych lub zapisów w kronikach.” Dlatego musimy używać wyobraźni, wypełnić te luki i białe plamy na kartach historii naszych rodzin. Historia powszechna niewiele nam pomoże w zrozumieniu szczegółów ich życia, choć pozwoli nam w zrozumieniu ich tła.
Czytaj dalej "Po co nam genealogia?" »
