68664775239352012_04_rozbitki

100. rocznica Titanica: wasze historie

Komentarze2

Jako, że cały świat upamiętnia 100. rocznicę tragicznego zatonięcia Titanica na rodziny wciąż ma wpływ 15 kwietnia 1912 roku.

Wielu członków MyHeritage posiada osobiste więzi z tą tragedią. Zaprosiliśmy ich do dzielenia się swoimi historiami związanymi z Titanikiem właśnie w tym poście.

Dziękujemy wszystkim, którzy podzielili się z nami swoimi osobistymi historiami.

Jedna z dryfujących szalup z rozbitkami, zdj. Wikipedia

Marek Jankowski, Polska

Historię mojej rodziny zacząłem spisywać przed 20 laty, kiedy zorientowałem się, że odchodzą moi bliscy, którzy w mojej młodości starali się mi coś o rodzinie opowiadać, przekazywać jakieś informacje, a ja je tylko rejestrowałem w pamięci.

Moje bezpośrednie kontakty z przodkami to moi dziadkowie ze strony ojca i matki, których pamiętam (odeszli w latach 60-tych ub. wieku) i od nich właśnie najpierw, a później od mego ojca i jego siostry usłyszałem historię mojego pradziadka (Jankowski), który prawdopodobnie zginął w katastrofie Titanica.

Rodzina mego dziadka, Józefa Jankowskiego, pochodzi z miejscowości Koźminek koło Kalisza.

Dziadek mój, przedwojenny łódzki policjant, przeprowadził się do Łodzi tuż przed pierwszą Wojną Światową.

Był to już czas, gdy nie miał już żadnych wiadomości o swoim ojcu.

Ostatnia była kartka pocztowa, która nadeszła z Anglii na przełomie kwietnia i maja 1912, że mój pradziadek a jego ojciec, nie znalazłszy dobrej pracy w Anglii (gdzie jak wielu w tamtym czasie „wyjechał za chlebem”), wyrusza do Ameryki.

Na pocztówce napisał, iż wypływa do Ameryki na wielkim nowym statku.

Pocztówka, niestety, zachowała się wyłącznie w pamięci mojego dziadka.

Ponieważ nigdy później nie skontaktował się z pozostawionymi w Polsce żoną i dziećmi sądzimy, iż zatonął na Titanicu. Na pewno należał do pasażerów klasy III, a spośród nich było przecież najwięcej ofiar.

Trudno uwierzyć, że gdyby przeżył nie próbowałby kontaktu z pozostawioną w Polsce rodziną.

Dlatego kojarząc daty i fakty sądzimy, iż był jedną z ofiar tej katastrofy.

25-letni w tym czasie mój dziadek, wraz ze swoją matką i czterema braćmi opuścili rodzinny Koźminek i przeprowadzili się do Łodzi (gdzie i ja się urodziłem prawie 40 lat później). Szybko rozwijająca się w tym czasie aglomeracja, centrum polskiego przemysłu włókienniczego, dawała możliwości pracy i utrzymania rodziny.

Można tylko przypuszczać, że gdyby pradziadek do Ameryki dotarł i osiągnął mniejszą lub większą stabilizację, dalsze losy moich przodków toczyłyby się ”za oceanem”.

Najpewniej wówczas jednak nie spotkaliby się moi rodzice, oboje łodzianie, którzy po kolejnej wojnie znaleźli się w 1947 w poszukiwaniu pracy w jednym małych miasteczek Dolnego Śląska, skąd po półrocznym pobycie już jako małżeństwo wrócili do Łodzi. Los sprawił, że przed 30 laty wróciłem przypadkiem w to miejsce i mieszkam tu do dziś z synami i wnukami. Ale to już zupełnie inna historia.

Henry W. Gradidge, Anglia

Pan Ernest Edward Gradidge, 32, Southampton, zginął w katastrofie Titanica. Jego ciało zostało odzyskane przez Mackay-Bennett i została pochowany na Fairview Cemetery, Halifax, Nowa Szkocja w dniu 6 maja 1912.
To opis:
Numer. 276. – Mężczyzna. – Szacowany wiek, około 30 lat. Bardzo jasne włosy i wąsik.
ODZIEŻ – Zielony garnitur; koszula flanelowa.
ZNALEZIONO przy nim – kluczyki, kłódkę, portfel, trzy szylingi; Książkę British Seafarer Book Union, nr 560.
Strażak.
NAZWISKO – C. GRADIAGE
Miał na sobie wstęgę żałobną dla swojego brata Stephena Jana Gradidge który utonął wraz z Rotal Mail Shop Thames w Buenos Aires 26 grudnia 1911 r.
Ich brat William Charles popłynął na olimpiadę „siostrzanym statku od Titanica”

Emily Smith, Kanada:

Moja historia związana z Titanikiem nie jest taka z której jestem dumna, ale utkwiła mi w pamięci odkąd byłam małą dziewczynką.

Moja babcia, Emily A. Verity, podróżowała do Anglii z dwójką dzieci, Cecil and Alice, by dołączyć do męża, który pracował tam przez pewien czas. Nie jestem pewna co do nazwy na jakiem statku podróżowała, ale opowiadała jak jej statek zbliżył się do wybrzeży Anglii, przepłynął obok Titanica, który ruszył w dalszą drogę. Statki znalazły się na tyle blisko siebie, że pasażerowie z obu pokładów machali do siebie przez kilka minut.

Oczywiście, nikt nie wiedział, że w ciągu zaledwie kilku dni Titanic i większa cześć jego pasażerów znajdzie się na dnie morza. Zawsze chylę czoła Titanicowi i jego pasażerom. Niech odpoczywają w pokoju.

Brian Jennings, Republika Południowej Afryki:

George Green urodzony w 1871, mąż Teresy Green, a mój pra-pra-dziadek, pochodzący z Coventry, postanowił wyemigrować do Ameryki i zarezerwował bilet na Titanicu. Chciał dotrzeć do Lead City w Dakocie Południowej.

George zapłacił 8 funtów i 1 szylinga za swój bilet w trzeciej klasie. On i jego rodzina zamieszkiwała Dorking od kilku lat. Pani Teresa Janet Green i trójka jej dzieci przeprowadzili się do Coventry z rodzicami, podczas gdy George miał szukać szczęścia w Ameryce. Pani Green miała dołączyć do męża w USA w drugiej wyprawie Titanica – niestety nigdy to się nie stało.

Pani Green otrzymała kilka listów napisanych przez męża w trakcie podróży. W wieczór katastrofy, jedno z dzieci pisało list do tatusia.

George’a szwagrem był E. A Morris z Coventry. Pani Gren wysłała mu zdjęcie Titanica z wymiarami i komunikatem „Wspaniałe Żeglowanie”.

W wyniku śmierci męża, troje dzieci zostało ostatecznie wysłanych do różnych domów, ponieważ Pani Gren miała zbyt mało pieniędzy na rzecz wychowania dzieci – mimo, że Teresa i jej dzieci zostały nagrodzone cotygodniową rentę z Mansion House Titanic Relief Fund.

Raport wykazały, że George pozostawił po sobie około 45 funtów dla rodziny. Do tej pory wciąż nie udało się odnaleźć jednego z dzieci.

Ciało George’a nigdy nie odnaleziono, a jego miejsce śmierci jest rejestrowane jako Lat 41deg 16 N, Long 50 deg 14 W.

Dee Johnson, USA:

Żona najstarszego brata mojej babci miała zarezerwowany bilet na Titanica – jednakże zachorowała i musiała odwołać swoją rezerwację!

Derval Cleland:

Podczas pracy nad moim drzewie genealogicznym, dowiedziałem się, że mój dziadek, Will Boland, był w Cork oglądać wypłynięcie Titanica. Machał pasażerom na statku i myślał sobie w duchu, jakie szczęście mają wszyscy którzy znaleźli się na statku i płyną by zacząć nowe życie.

John Joseph Pozega III, USA:

Mój dziadek John Joseph Pozega urodził się w Chorwacji w 1886 roku i przybył do Nowego Jorku w dniu 29 maja 1912 roku, na pokładzie Carpathii. Wsiadł na Carpathię w Fiume 11 maja 1912 roku. Z list pasażerów, wierzę, że była to pierwsza podróż Carpathii do USA, po tym jak uratował on część ludzi z Titanica w kwietniu.

Joseph Weber, Kanada:

Podczas prowadzenia badań rodziny, najmłodsza siostra mojej babci opowiedziała mi historię o mojej prababci, Teresie Simon. Jak wielu innych na początku 20. wieku, Teresa porzuciła rodzinę w Polsce i przyjechał do Kanady, aby zarobić pieniądze na ich utrzymanie. Teresa pracowała jako pomoc domowa w słynnym uzdrowisku w Kitchener. Ostatecznie zarobiła wystarczająco dużo pieniędzy i kupiła bilet na powrót do Polski. Miała kupić bilet na Titanica, jednakże nie zdążyła jako, że statek zatonął.

Jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy przesłali nam historię. Brian Jennings – otrzymuje kopię książki dr Nick Barratt’a – Lost Voices from the Titanic, a Pan Marek Jankowski 1 roczną subskrypcję Premium – gratulujemy!

Jeśli chcecie się z nami podzielić jakoś historią rodziny lub związaną z Titanikiem prosimy o przesłanie maila na justyna@myheritage.com

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Mariola


    Kwiecień 16, 2012

    To fantastyczne,że są jeszcze osoby,które potrafią się podzielić historią rodziny związaną z Tytanikiem,przecież to 100 lat temu temu zdarzyła się ta tragedia.Dostaję gęsiej skórki czytając te historie.Uczcijmy chwilą modlitwy tych wszystkich,którzy wtedy odeszli.

  • Jurek Plieth


    Kwiecień 17, 2012

    Moja prababka po kądzieli to Anastazja zd. Kroplewska. Wieść rodzinna niesie, że jej rodzona siostra Weronika *1867 będąca gosposią u księdza, tak dobrze wypełniała swoje obowiązki, że aż zaszła z nim w ciążę. Rodzina księdza ponoć przejęła opiekę nad dzieckiem i kiedy było ono już „odchowane” sfinansowała podróż Weronice za Ocean w poszukiwaniu lepszego losu. Kobieta zaokrętowała we Francji w roku 1912 na wielkim, nowoczesnym statku, i od tego momentu słuch o niej zaginął…