52681162143912012_05_c

Historia rodzinna: Kiedyś i dziś…

Komentarze2
Mała Jolanta na zdjęciu z siostrą Bogną

Tyle pięknych historii rodzinnych mają nasi wspaniali użytkownicy! Wystarczy je tylko odkryć i liczy się chęć podzielenia się nimi z nami wszystkimi. Dzisiaj na Blogu kolejne wspomnienia znanej Wam już z poprzednich historii Pani Jolanty Tackakiewicz – Lipińskiej!

W 1945 roku Tato wsiadł W Krakowie do towarowego pociągu z zamiarem „wysiąść” w Gdańsku, ale pociąg tak krążył, krążył, aż w końcu zatrzymał się we Wrocławiu i tam Tato wysiadł i został. I tak zamiast nad morzem, znalazł się w morzu…. gruzów. My, to znaczy mama, moja siostra Bogna i ja, dojechałyśmy do niego pod koniec 1946 roku.
Jeszcze z Brzozowa w połowie 1946 roku, Mama pisze do brata Staszka do Anglii:

„…………co do nas… dużo przeszliśmy, bardzo i znów jesteśmy rozdzieleni. Ja w Brzozowie, Włodek we Wrocławiu. Staramy się połączyć, może się uda. Pytasz jak teraz z moim nosem, niestety całkiem na dół, nic nie posiada, nawet całych butów, urządzenia zostały we Lwowie, ale mam przekonanie, że wrócę jeszcze do dawnego i będę jeszcze wyżej nosić. Mam teraz dwie córki, Bognę, którą znasz i Zośkę maleńką, której znać nie możesz, bo ma dopiero 1 ½ roku. Co do Babci to właściwie nie ma butów, bo te, co nosiło się przed wojną na wysokich obcasach tylko. Babcia nosi nr 37 i zupełnie prawie bez obcasów, a poza tym wzdycha do czekolady, bo niestety tego jej kupić nie mogę. Wiesz, czego jeszcze nie ma, to bielizny, bo sukieneczki ma jeszcze wystarczające.

A teraz mocno Cię całuję Hapciu. Zauważyłam, że dużo ładniej piszesz i pisz znów,
Danka

Tato przybył na teren Wrocławia 12 lutego 1946 roku. Tak to zgłosił gdzie trzeba było Rozpoczął pracę na ul Kościuszki 33 w biurze instalacyjnym Jana Szulca, jako buchalter. Rozejrzał się po okolicy, zawędrował aż na Krzyki i zalazł dla nas wymarzony domek, po czym rozpoczął kusić Mamę wizjami:

Kochana Danuśka! Wrocław 4.06.1946 r.

Jestem strasznie zaniepokojony Twoim milczeniem, już tak dawno nie miałem wiadomości z domu. Z początku to wiedziałem, że masz lekcje, więc nie przejmowałem się wiedząc, że nie masz czasu na pisanie-, ale dziś już drugi dzień Zielonych świąt a tu ani listu, ani Ty nie przyjeżdżasz, nie wiem już, co myśleć, czy się, co stało, czy co?  Ja tu siedzę jak na szpilkach, bo tu trzeba coś zadecydować – a jeżeli chodzi o dom, to bez Ciebie nie chcę nic postanowić- a boję się, że albo, kto inny zajmie albo go rozkradną do reszty a dom jest śliczny, że warto się pomęczyć- zaczynają już naprawiać tramwaj na głównej alei, więc do miasta będzie połączenie za miesiąc już na pewno, będzie woda, a może i elektryka- gaz już też niedaleko robią.

Dom tak wygląda:

1.śliczna kuchnia, wykładana białymi kafelkami, 2.spiżarka; 3.WC; 4.przedpokój; 5.pokój, cała jedna ściana zabudowana szafą czarną; 6-7) dwa pokoje połączone sklepionym łukiem zamiast drzwi z wyjściem na werandę; 8. zimowy ogródek maciupeńki z maleńką studzienką i  żabka tryskająca wodą; 9. wejście; 10. schody do piwnicy i na 1 piętro;11. kominek ;* dziura w ścianie na 50 cm średnicy

I piętro:

1. łazienka cudowna wykładana zieloną kafelkom; W- wbudowana w kafel wanna duża; U-marmurowa umywalka jeszcze ma kubki podwójne w środku trzecia maciupka do płukania zębów. B- bidet cały; K-kanapka (zdarte pokrycie) ;R-stojak ogrzewany na ręczniki;2- pokój nie wiadomo czy to była ubieralnia czy sypialnia ze zwężeniem.; 3- drzwi na balkon wpuszczany w dach; 4- cała ściana same szafy, jeszcze są, choć bez zamków;5- schody na strych; 6- mały pokoik, może być dla dziewczynek (okno wywalone, ale rama jest nietknięta 7- schody z dołu na nich leży szafa do naprawienia; 8- drugi mniejszy pokoik; 9-Wc; LLLLLL – ściana mansardowa. Ogródek mały, ale szlachetne drzewa od A do B gruszki i jabłonie, narożnik koło A obrośnięty pnącymi różami, z werandy trzy schodki do ogródka, schodzi się schodami z czymś, co przypomina jałowce, w rogu ogródka płacząca wierzba a za nią alejka ze szpalerem drzew owocowych rozpiętych na płasko na specjalnych drutach. Mamusia z Bogienką są już w Krakowie. Czy do mnie Bogienka przyjedzie to nie wiadomo – bo jak pisze Wujko „miała wypadek bardzo ciężki przed dwoma tygodniami, obecnie poprawia się”. Nie wiem, co to mogło być- obawiam się czy ją gdzie nie zgwałcili- Bidula- ale Adaś odezwał się i przysłał paczkę- choć to dobre. Ucałuj dzieciaki od Tatusia i koniecznie przyjedź, są różne bardzo ważne kwestie do obgadania.

Całuję Cię mocno,
Włodek

Tato zajął ten domek z nadzieją, że uda mu się go dla nas zatrzymać. Ja nie wiem, na jakiej ulicy. Tylko raz był tam z Grzesiem. Zawędrował na Krzyki, aby wnukowi pokazać, co mogło być nasze. Ale wnuk nie zapamiętał tego miejsca.

Nie udało się Tacie zatrzymać domu, bo pojawił się ktoś inny i silniejszy, lepiej uzbrojony. Ha, trudno. Pierwsza kartka wysłana do taty nosi datę 21.06.1946 roku i jest adresowana na ul. Kościuszki 33.

Kiedyś
To ten budynek dzisiaj
A tak wyglądała w tym czasie ulica

Trudno się dziwić mojej Mamie, że nie zdecydowała się na zamieszkanie na Krzykach, bowiem drogę przez morze gruzów musieliby pokonywać, co dzień, aby dostać się tam, gdzie Tato miał pracę i wszystko się tam skupiało.  W nocy było słychać strzelaninę. Kto, do kogo? Nie wiadomo.

Ulica Powstańców Śląskich, wyglądała  jak wielkie gruzowisko. Tak i też przez długie lata wyglądała ulica Pereca i jej otoczenie i taki obraz mi pozostał w pamięci z pierwszych lat mojego dzieciństwa. Powrót do domu z centrum, gdzie skupiało się odradzające życie miasta, wieczorem po ciemku, gdzie jedynie księżyc w dnie pogodne, dostarczał odrobinę światła, kiedy nie jeździły jeszcze tramwaje, był po prostu niebezpieczny.

Zamieszkaliśmy na ul. Gajowej 72/7, za dworcem głównym, na drugim piętrze, po lewej stronie. Niewiele zapamiętam, tapety, pluskwy i balkon gdzie słuchając radia obcięłam sobie nożyczkami spory kawałek sukienki, ku wielkiej rozpaczy mamy.

Podobno był tam pożar, zapaliła się drewniana klatka schodowa, a Bogna ze mną, tylko 2-letnią, była sama w mieszkaniu. Ale ja tego nie pamiętam.

W tamtym czasie mieliśmy tak zwaną działkę pracownicza, na której moja siostra Bogna wykopała skarb, czyli skrzynie ze słoikami fasolki. Niemcy w obawie przed głodem takie robili sobie zapasy. Zresztą w wielu domach odnajdowano zamurowane pod schodami skarby po poprzednikach, którzy nie byli w stanie, lub wręcz nie mogli zabrać swoich rzeczy ze sobą.

Siedzę tu na balkonie z panią, tak mi się coś kolebie po głowie, że to była Niemka z tego Zamieszkaliśmy na ul. Gajowej 72/7, za dworcem głównym, na drugim piętrze, po lewej stronie. Niewiele zapamiętam, tapety, pluskwy i balkon gdzie słuchając radia obcięłam sobie nożyczkami spory kawałek sukienki, ku wielkiej rozpaczy mamy.

Podobno był tam pożar, zapaliła się drewniana klatka schodowa, a Bogna ze mną, tylko 2-letnią, była sama w mieszkaniu. Ale ja tego nie pamiętam.

W tamtym czasie mieliśmy tak zwaną działkę pracownicza, na której moja siostra Bogna wykopała skarb, czyli skrzynie ze słoikami fasolki. Niemcy w obawie przed głodem takie robili sobie zapasy. Zresztą w wielu domach odnajdowano zamurowane pod schodami skarby po poprzednikach, którzy nie byli w stanie, lub wręcz nie mogli zabrać swoich rzeczy ze sobą.

Siedzę tu na balkonie z panią, tak mi się coś kolebie po głowie, że to była Niemka z tego  mieszkania, ale…?  To jest ta sukienka, granatowa w kropeczki, którą sobie obcięłam.

Wkrótce kontynuacja historii…

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Halina Bulas


    Czerwiec 1, 2012

    Przepieknie opisana historia z lat powojennych.Wiele ludzi musialozmienic adres zamieszkania.To wojna przyniosla na ludzi takie trudne wybory.Ja w roku 1948 bylam w miescie Nysa i tam widzialam ogrom zniszczen i ludzi ktorzy na nowo chcieli,miec swoj dom.Cieszyli sie ,ze odzyskali dla siebie nowy adres i mogli na nowo zyc,pojednac sie z rodzina,czuc sie u sibie.Dlugo to tak naprawde trwalo.Ciagle sie bali zeby ich,nie usuneli dawni wlasciciele……..czekam na zapowiedziana kontynuacje tej pieknej historii rodzinnej.

  • Jola Lipińska


    Czerwiec 1, 2012

    A ja od 40 lat mieszkam w Nysie. Może następny odcinek będzie , jeżeli Justyna się zgodzi, nie dalsza opowieśc o Wroclawiu a początek mojego życia w Nysie.