9487358436000stats

Wywiad z genealogiem Stanisławem Pieniążkiem

Komentarze4

Dzisiaj na Blogu przedstawiamy wywiad z Stanisławem Pieniążkiem. Stanisław Leszek Pieniążek rocznik 1939, marynarz, genealog, poeta.”40 lat pracy na morzu pływając na statkach PLO i PŻB po całym, prawie świecie. Od wielu lat zapalony genealog. Jak sam twierdzi: „Każdy z nas genealogów jest szeregowym twórcą historii”. Był jednym z inicjatorów i współzałożycielem Polskiego Towarzystwa Genealogicznego oraz założycielem Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego, którego przez pierwsze lata był prezesem. W bardzo poważnym wieku odkrył u siebie zdolności przelewania wierszem na papier swoich rozmyślań i refleksji. Kilka wierszy było wyróżniane na krajowych konkursach. Wiele z nich jest publikowane na internetowych stronach rodzinnych i na portalach genealogicznych. Wraz z kolegą Włodzimierzem Stefani napisał słowa do „Hymnu Genealogów”, który stał się oficjalnym hymnem wszystkich poszukiwaczy korzeni rodzinnych.

Ile lat minęło odkąd zaczął się Pan interesować genealogią? Czy na zamiłowanie do genealogii miało wpływ jakieś konkretne wydarzenie?

SP: Genealogią interesowałem się jeszcze w wieku młodzieńczym. Rodzina Pieniążków była bardzo zintegrowana. W Radości pod Warszawą, gdzie żyli moi dziadkowie, co roku odbywały się spotkania rodzinne. Z czasem rodzina się powiększała i już w 1955 na 50 lecie ślubu dziadków odbył się I Zjazd Rodzinny na który zjechało ponad 100 osób z rodziny. Właśnie te spotkania spowodowały zainteresowanie się przeszłością rodziny. Początkowo były to notatki z rozmów z najstarszymi z rodu a dopiero od zejścia na emeryturę w 1996 można było pojeździć po parafiach i archiwach by uzupełniać dane. Proszę mi wierzyć, że pierwsze wyprawy robiłem wożąc w bagażniku stacjonarny komputer z monitorem i skanerem. W parafiach nie było ksero a kopie metryk trzeba było jakoś utrwalać.

Przed 10 laty w pisemnym wywiadzie dla polskiego Newsweeka napisałem:

„Moja pasja genealogiczna to nie zwykłe hobby.
To chęć zaistnienia dla przyszłych pokoleń
i pozostawienia po sobie jakiegoś trwałego śladu.
To strach przed odejściem w zapomnienie
tak jak odchodziło wielu moich przodków,
których historię po wielu latach dopiero poznaję”.

Jaka jest najciekawsza informacja, którą odkrył Pan poznając historię swojej rodziny?

SP: Podczas pierwszej wizyty w kolebce Pieniążków, Górznie k/Garwolina, od pierwszych spotkanych ludzi dowiedziałem się, że we wsi żyją koło siebie dwa rody Pieniążków. Jedni tutejsi, a drudzy panie – gdzieś zza Buga. Nawiązałem kontakt z jednymi i drugimi. Ci zza Buga nie wiedzieli skąd pochodzili ich przodkowie. Dopiero głębsze badanie metryk kościelnych potrafiły rozwiązać zagadkę pochodzenia obydwóch rodów. 7 pokoleń wcześniej mieli wspólnego przodka, który po śmierci pierwszej małżonki ponownie się ożenił. Tak z pierwszą jak i z drugą żoną miał po kilkoro dzieci. Podejrzewam, że rodziny jego żon były skonfliktowane i napuszczały jedne dzieci na drugie. Gdy po roku znowu odwiedziłem rodzinną kolebkę pokazałem jednym i drugim na wykresie rodzinnym, że są jedną rodziną.

Spowodowało to, że jak dotychczas mówili do siebie np. Panie Franku, to po mojej akcji już zwracali się per Kuzynie Franku, jednak z ironicznym uśmiechem. Chyba nie wierzą do dzisiaj, że są blisko spokrewnieni.

Od kilku lat Internet staje się już miejscem, gdzie znaleźć można wszystko. Również nie ominęło to genealogii. AGAD online, Family Search, Gen-baza, mnóstwo cyfrowych bibliotek…To zaledwie kilka stron, gdzie publikowane są zdigitalizowane materiały archiwalne. Za kilka, kilkanaście lat może stać się tak, że będziemy mogli odnaleźć swoich przodków w kilka minut. Czy taki stan rzeczy nie zabije ducha genealogii? Szczególnie mam tu na myśli przyszłych genealogów – amatorów.

SP: Komputeryzacja i nowoczesne techniki utrwalania i publikowania obrazów spowodowały zainteresowanie genealogią. Większość regionalnych TG za cel swojego działania wzięło fotografowanie i indeksowanie archiwalnych metrykalni. Indeksy metrykalne poza wymienionymi bazami można spotkać także na wielu prywatnych stronach WWW. Łatwy dostęp do danych powoduje, że wielu początkujących poszukiwaczy „robi genealogię” nie odchodząc od komputera. Nie widzą potrzeby by odwiedzić i poznać osobiście okolice gdzie rodzili się i żyli ich przodkowie. Produkują grafiki a nie robią genealogii.

Każdy z genealogów wypracował sobie jakiś styl prowadzenia poszukiwań. Jak wygląda to u Pana? Czy poszukuje Pan wyłącznie swoich przodków, czy może także ich krewnych i/lub powinowatych?

SP: Początkowo zajmowałem się tylko swoją najbliższą rodziną. Z czasem gdy uzyskałem dostęp do metrykalni zacząłem coraz bardziej rozszerzać swoje badania by w końcu po zindeksowaniu całej parafii od końca XVII wieku stworzyć genealogię parafii. Parafia obejmuje tereny oddalone od traktów komunikacyjnych a więc także i od przemarszu wojsk w  XIX I XX wieku podczas wielu wojen i zbrojnych potyczek, które te lata nawiedziły Polskę.

Ludność z tych terenów rzadko emigrowała na inne tereny kraju czy zagranicę . Badając księgi stwierdziłem , że prawie 70% ludności było ze sobą w jakiś sposób spowinowacone. Jedna Wielka Rodzina. Stworzyłem więc drzewo genealogiczne całej parafii na ponad 40.000 osób.

Jaki na dzisiaj jest Pana priorytet we własnej genealogii?

SP: Po wielu latach stwierdziłem, że w swojej genealogii już nie wiele mogę odnaleźć. Od przyjaciół i znajomych otrzymuję od czasu do czasu wiadomości o małych „gniazdeczkach” Pieniążków. Szukam więc z miernymi wynikami powiązań rodzinnych. Są Pieniążkowie na Podhalu (h.Odrowąż), Podkarpaciu, w okolicach Bełchatowa i Gostynia, nad jeziorem Żarnowieckim na północnych Kaszubach, w sieradzkim i białostockim. Chyba nie uda się mi ich powiązać gdyż braki metryk kompletnie nie umożliwia poznania ich pochodzenia.

Przeglądając Internet przeczytałem, że był Pan jednym z inicjatorów powołania Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego (dalej PTG), a także jego pierwszym prezesem. Co skłoniło Pana do podjęcia decyzji o utworzenia Towarzystwa Genealogicznego na tym terenie i jak funkcjonowało PTG w pierwszych miesiącach?

SP: Przez kilka lat, uczestnicząc w forach internetowych, robiłem próby zainicjowania powstania Polskiego TG. Po dwukrotnej, nie udanej akcji zdecydowałem się zainicjować powołanie regionalnego Pomorskiego TG. Zebraliśmy się w kilka osób zainteresowanych genealogią Pomorską i takie Towarzystwo powstało. Przed nami (nie licząc kilku herbowych) istniało tylko jedno ogólnie dostępne Śląskie TG, Grzesia Mendyki. Można śmiało powiedzieć, że był naszym ojcem chrzestnym. Pomorskie TG wystartowało w połowie 2005 roku z hasłem:

„Jeśli chcesz by ktoś zrobił coś dla Ciebie, zrób najpierw coś dla innych”

Za ogromny sukces Pomorskiego TG uważam, że jako pierwsi w Polsce całkowicie sfotografowaliśmy wszystkie księgi Archiwum Diecezji Pelplińskiej i wszystkich parafii tejże Diecezji (poza utworzonymi po wojnie). Wyposażyliśmy z naszych składek w komputery i monitory, powiązane w sieć. Powstała więc pracownia, pierwsza w Polsce, archiwalna całkowicie skomputeryzowana z możliwością przeglądania ksiąg metrykalnych na ekranach monitorów oraz kopiowania poszczególnych metryk na nośniki pamięci. Po nas powstało kilka regionalnych TG w tworzeniu, niektórych miałem swój skromny udział. Nie było by tego gdybyśmy nie mieli w Pomorskiego TG „guru” fotografów metrykalni, Leszka Ćwiklińskiego, który sam sfotografował większość dostępnych dla poszukiwaczy ksiąg metrykalnych nie tylko z Pomorza, ponosząc przy tym ogromne koszta sprzętu i wyjazdów.

Rok potem udało mi się zainicjować powołanie Polskiego TG, którego także byłem współzałożycielem. Zebrałem kilkanaście osób z całej Polski i na spotkaniu w Błędowie nad Narwią postanowiliśmy powołać powyższe Towarzystwo, które miało by za zadanie integrować środowisko i inicjować wszystko co pozwoli na rozwój naszego hobby jakim jest historia naszych przodków – genealogia.

Na jednej ze stron genealogicznych znalazłem również informacje, że poszukuje Pan przodków dla osób z Polski i z zagranicy. Jakie było najciekawsze zlecenie jakie Pan dostał?

SP: W  2000 wraz ze stryjecznym bratem, zamieszkałym w Atlancie (USA) zarejestrowaliśmy po tamtej stronie oceanu firmę poszukiwań genealogicznych w Europie wschodniej. Moja sytuacja rodzinna, która powstała w 2007 spowodowała, że musiałem się zając domem i wychowywaniem dzieci a wyjazdy poza miejsce zamieszkania nie wchodziły w rachubę. Stąd jeszcze czasami prowadzę poszukiwania przodków na Pomorzu, blisko miejsca zamieszkania.

Prawie każde zlecenie było bardzo ciekawe. Najciekawsze? A zarazem najtrudniejsze było poszukiwanie przodków mojej koleżanki o nazwisku Budzisz. Jej przodkowie to rybacy, Kaszubi od pokoleń z miejscowości Kuźnica na półwyspie helskim. Tam, praktycznie, żyli sami Budzisze, którzy zawierali ze sobą związki małżeńskie. Proboszcz w metrykach zapisywał np. Kazimierz Budzisz I, Kazimierz Budzisz II czy Kazimierz Budzisz III. Ubogi słownik imion powodował skomplikowane sytuacje. Przodkowie mojej koleżanki to w IV pokoleniach sami Budzisz. Ojciec Budzisz i Matka z domu Budzisz. To samo z dziadkami, pradziadkami i prapradziadkami. Ogromne skomplikowana zarazem ciekawa ze względu na sytuację genealogia.

Od przeszło 10 lat organizuje Pan spotkania genealogiczne w Czarnej Wodzie na Kociewiu „Jak co roku na Wdzie”. Jakie korzyści płyną z takich spotkań genealogów-amatorów?

SP: W roku 2004 wraz z Krzysiem Borowskim zorganizowaliśmy I Ogólnopolski Spływ Kajakowy Genealogów – Wda 2004. Zebrało się nas koło 40 osób z rodzinami z całej Polski (plus jedna zza wschodniej granicy). Wspaniała udana impreza, która pozwoliła nam się poznać w realu. Dotychczas znaliśmy się  tylko z wymiany zdań na forach genealogicznych. Co roku na Wdzie już sam organizowałem spływy pod hasłem „Jak co Roku na Wdzie”. W tym roku już po raz 10. W międzyczasie: Brda, Rospuda, Czarna Hańcza, Pilica. Spływy są możliwością osobistego poznania się oraz zafascynowania członków naszych rodzin naszym hobby. Każde takie spotkanie bardziej integruje środowisko i udowadnia potrzebę takich luźnych spotkań. W tym roku poza spływem zorganizowałem także w Czarnej Wodzie, na mojej działce, indywidualne, „Wakacyjne Konsultacje Genealogiczne”. Odwiedziło mnie kilkanaście osób, z odległych od Pomorza terenów a będących w odwiedzinach na ojcowiznach, poszukiwaczy korzeni.

Wielogodzinne konsultacje oraz dostęp do moich obszernych baz danych pomorskich zapewne pozwoliło zainteresowanym znacznie przybliżyć się w poszukiwaniach własnych korzeni.

Jest Pan inicjatorem wielu projektów genealogicznych, który z nich był największy i wymagał najwięcej czasu i pracy? Jest Pan zadowolony z efektów własnej pracy?

SP: Chyba największym sukcesem było powołanie, inicjowanego 3 razy, Polskiego Towarzystwa Genealogicznego. Lata 2004/2005 środowisko było trochę skłócone poprzez różne projekty Statutu przyszłego Towarzystwa a także przez jego inicjatorów. Doprowadzenie w końcu do powołania PolTG, w którym miałem znaczny udział, to chyba największy mój sukces w tym temacie.

Jakie ma Pan rady dla początkujących genealogów? Od czego najlepiej zacząć przygodę z genealogią?

SP: Nie ma „początkujących genealogów”. Genealog to albo człowiek posiadający wykształcenie w tym kierunku albo mający ogromne wieloletnie doświadczenie w praktyce poszukiwania korzeni. Początkujący to tylko poszukiwacz korzeni albo popularnie „szperacz rodzinny”.

Poszukiwania genealogiczne koniecznie należy zacząć od utrwalania rozmów z najstarszymi w rodzie. Umiejętnie podejść do nich by się otworzyli i przypomnieli sobie wiele historii rodzinnych oraz swoich rodziców, dziadków czy pradziadków. Zdecydowanie, ludzie w starszym wieku nie pamiętają co jedli na obiad ale będą pamiętali kolor sukni ślubnej. W ich opowiadaniach czasem będzie trochę przeinaczeń ale pamiętajmy, jutro ich może nie być.

Wraz z nimi odejdą w niepamięć nieopisane stare zdjęcia, nie poznamy wielu rodzinnych historyjek a czasami i tajemnic rodziny. Samą tabelaryczną genealogię zaczynajmy od siebie i po kolei; rodzice, dziadkowie i do tyłu. Dziadka braci, siostry, ich małżeństwa i dzieci zostawmy na następny etap. Ruszmy się z przed komputera. Pojedźmy do miejscowości w których się rodzili przodkowie. Starajmy się poznać co robili, jak żyli, kim byli. Zawsze pamiętajmy, że w naszych żyłach płynie krew przodków, niezależnie kim byli: szlachtą czy zwykłymi chłopami. Genealogia nie zna granic społecznych!

Wywiad opublikowany dzięki uprzejmości More Maiorum oraz Pana Stanisława Pieniążka. Bardzo dziękujemy.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Roma


    Listopad 11, 2013

    Pozdrawiamy serdecznie . Mieszkamy na Pomorzu .Od lat obserwujemy Pana dokonania . Poznawanie historii dziejów naszych przodków jest również naszą pasją .Oczywiście nie posiadamy takich dokonań jak Pan , jednak dzięki współpracy naszej kuzynki , która zajmuje się genealogią od lat i jest tłumaczem łaciny , rosyjskiego i niemieckiego , ponadto pracując na Uniwersytecie Łódzkim i ma kontakt z wieloma osobami interesującymi się tym tematem nasze dokonania są niemałe . Pozdrawiamy serdecznie Roma i Mieczysław Wesołowscy

  • Eva Stopczyk-Tucker HADA/EVITA


    Listopad 11, 2013

    Na szczęście DHRP to nie jedyna Firma genealogiczna w kraju – zdrowa konkurencja wzmaga kreatywność oraz wpływa dodatnio na rozwój danego przedsiębiorstwa.
    Dr Eva Stopczyk-Tucker HADA

  • leszek


    Grudzień 7, 2013

    Eva Stopczyk-Tucker HADA/EVITA napisała”
    Listopad 11th, 2013 – 10:54
    Na szczęście DHRP to nie jedyna Firma genealogiczna w kraju – zdrowa konkurencja wzmaga kreatywność oraz wpływa dodatnio na rozwój danego przedsiębiorstwa.
    Dr Eva Stopczyk-Tucker HADA”

    Nie rozumię zupełnie Pani komentarza. Czy może mi Pani na emaila wyjaśnić dokładniej o co Pani chodzi?
    Stanisław Leszek Pieniążek (piesta@hot.pl)

  • Grażyna Drobek – Bukowska


    Grudzień 25, 2013

    Czy można z bardzo nikłych dokumentów odtworzyć drzewo ze strony mamy? Mama wmawiała nam, że była jedynaczką. Zmarła 20 lat temu i mam tylko jej metrykę, próbowałam dowiedzieć się o jej matce, ale doszłam tylko do tego, że jej matka Katarzyna urodziła się w Budapeszcie. Dalej nie mogę ruszyć, nie znam innego języka ( węgierski, niemiecki). Mama moja Janina Bukowska ur.6.01.1916 r. w Jaśle rodzice Katarzyna i Kazimierz dziadkowie; Magdalena z domu Chowaniec. Takie mam tylko dane żadnych dokumentów. Jest jakaś nadzieja na znalezienie brakującej łamigłówki?
    Pozdrawiam …