22734573070492013_11_Listonosz

Genealogia: Zawody naszych przodków i krewnych

Komentarze2

Na historię rodziny składa się przede wszystkim codzienne życie naszych przodków, ich wzloty i upadki, zwyczaje i obrzędy, to jak prowadzili swoje życie, co jedli, jak zarabiali na życie, na co chorowali, w co wierzyli i kogo kochali. Jednakże genealogia to również teraźniejszość zbudowana na podstawach historii.

Na przełomie XIX i XX wieku, a w większości rejonach Polski do początków XX wieku wieś polska była samowystarczalna, co oznacza, że w większości gospodarstw wszystkie prace, takie jak budowa domu, szycie ubrań i inne czynności były wykonywane w ramach rodziny i tzw. pomocy sąsiedzkiej.

Czy potraficie wymienić wszystkie zawody swoich przodków? Czy wiedza osób starszych lub też inne źródła genealogiczne pomogły Wam w ich ustaleniu?

Na Blogu Pani Małgorzaty Nowaczyk czytamy: Mój tata był listonoszem w Lasku pod Luboniem. Było to w latach 1956-69, gdy chodził zaocznie do Liceum w Poznaniu. Zawsze opowiadał z dumą o tej pracy. Według jego opowieści, jeszcze w latach 2000 – nych żyli ludzie, którzy pamiętali go jako listonosza. „Już nigdy potem poczta nie przychodziła tak punktualnie” mówili.


Oprócz poczty i prasy Tata doręczał także renty. Kiedyś naczelnik poczty – a był to chyba pierwszy raz, gdy powierzył Tacie pieniądze, wręczył mu o paręset złotych za dużo.  Tata mu je oczywiście po powrocie z trasy oddał i potem mówił, że zdał egzamin.

Roznosząc listy Tata zawsze miał przy sobie książkę do czytania.  Czasami bywał to „Pan Tadeusz” – jego ulubiona lektura, czasami książka z matematyki. Ludzie pamiętali, że po zadzwonieniu stał przy furtce i coś zawsze czytał.

Tata parę razy opowiadał mi, jaki miał w Lasku rejon. Oczywiście nigdy tego nie zapisałam i po jego śmierci było mi bardzo głupio. Dopiero tego roku kuzyn Jerzyk opisał mi dokładnie, gdzie Tata rozwoził pocztę. Gdy Tata był listonoszem, to Jerzyk jeszcze mieszkał z rodzicami w domu dziadków. Dobrze pamięta, jak ciągle pytał: „Wuja, a jest << Świerszczyk>>?”
Oto rejon mojego Taty, gdy był listonoszem w Lasku.  Od Topolowej na północy do Krętej na granicy z Wirami, od Jana III Sobieskiego aż na Kocie Doły.

Jaki najstarszy zawód udało Wam się ustalić w Waszym drzewie genealogicznym? Czy potrafcie przybliżyć nam opis danego krewnego i tym czym się zajmował?

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Sianin


    Listopad 27, 2013

    Pierwszą pracę dziadek Wincenty podjął w 1900 roku w Dominium Rychłocice w powiecie wieluńskim w charakterze pisarza podwórzowego. Miał wówczas 17 lat i zapewne niezłą umiejętność w pisaniu i rachowaniu.
    Posiadłość należała wówczas do rodu Nekanda-Trepków, którzy gospodarzyli nań już w wieku XVIII. W 1770 r. ówczesny dziedzic Rychłocic, Aleksander Trepka, choć sam był kalwinem, erygował kościółek drewniany pw. Zwiastowania NMP w miejsce świątyni wzniesionej w 1445 r., którą strawił pożar w sześć lat później. Istniejąca do dzisiaj świątynka kryta gontem powstała w 1918 r. staraniem fundacji Lucyny Trepki.
    Zachował się też w Rychłocicach klasycystyczny dwór wzniesiony w pierwszej połowie XIX w., w którym dziadek zapewne bywał. Dwór dotrwał do dzisiaj i dzierżawią go nadal potomkowie dawnych właścicieli, prowadzący w okolicy gospodarstwo rolne. Po dwóch latach pracy dziadek Wincenty zasłużył sobie na słuszną rekomendację skreśloną piórem zarządcy majątku, którego familii – niestety – odcyfrować nie sposób.
    „Dominium
    RYCHŁOCICE
    p. Widawę
    Zarządca
    1 – LIP. 1902
    Świadectwo
    Zawiadamiamy niniejszym, że Wincenty Bednarski przebył w dobrach tutejszych od 1 lipca 1900 do daty dzisiejszej na posadzie pisarza podwórzowego. Przez te dwa lata sprawował się bardzo dobrze i okazał duże zdolności w tym kierunku.
    Odchodzi od nas na własne żądanie dla poprawienia sobie bytu, mogę go więc rekomendować jako pracowitego i zdolnego funkcjonariusza, do podwórzowego gospodarstwa.
    Zarządzający majątkiem (-)”

    Do roku 1909 trudno dociec co porabiał nasz protoplasta. Wiadomo, że uczestniczył w wojnie rosyjsko-japońskiej 1904-1905. Być może wcześniej wzięto go w rekruty. Z zachowanej fotografii z dziadkiem w carskim mundurze (cokolwiek uszkodzonej) trudno dociec jaką posiadał szarżę i w jakiej formacji służył. Wiadomo tylko, że w bojach pod carskimi sztandarami Kitajcy odstrzelili mu połowę palca wskazującego prawej dłoni. Dziadek w Masłowicach
    1 lipca 1909 roku Wincenty Bednarski zatrudnił się w charakterze pisarza podwórzowego w Masłowicach w powiecie wieluńskim.
    Masłowice odnotowano w źródłach pisanych z roku 1294. Odnaleziono tam resztki kopca uznane za pozostałość po dworze obronnym, rezydencji rodu Masłowskich, datowanej na wiek XIV. Archeolodzy odkryli tam również groby szkieletowe, a także ozdoby ze szkła, fluorytu, bursztynu oraz żelazne noże, krzesiwo, tudzież monety bite przez Ottona i Bolesława Kędzierzawego. Z Masłowic pochodził też urodzony w 1805 r. wybitny chemik prof. Józef Bełza (współzałożyciel Szkoły Farmaceutycznej w Warszawie, spec od cukrownictwa i chemii rolnej, zwłaszcza browarnictwa i gorzelnictwa), ojciec Władysława, poety neoromantycznego, znanego ze słynnego zawołania „Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój?…” itd.
    Majątek za czasów dziadka należał do rodziny Kręckich, cenionych w okolicy hodowców koni. Podpis ówczesnego właściciela widnieje na świadectwie pracy dziadka, opatrzonym lakową pieczęcią z herbem, noszącym datę 1 lipca 1910 roku, w którym czytamy, że: „Przez cały czas pełnienia obowiązków był wierny, trzeźwy, na spichrzu i w podwórzu utrzymywał porządek należyty, słowem zachowywał się bardzo dobrze i był dbały o inwentarz tak żywy jak i martwy”.
    Jednak dziadek po roku pracy opuścił swego chlebodawcę „litylko dlatego, żeby los swój polepszyć przez przyjęcie wyższego obowiązku” – czytamy w dokumencie.
    Pewnie powodem był fakt, iż 24 kwietnia 1910 r. w pobliskiej Rudzie, pojął był Wincenty za małżonkę dwudziestoletnią pannę Józefę Władysławę Lamecką, córkę Józefy z Rydlewskich i Władysława Fortunata Lameckiego, z zawodu ogrodnika. I to zapewne było głównym powodem poszukania sobie bardziej intratnej posady.
    Kręcki dziadkowi z odejściem wstrętów nie czynił, bo w rzeczonym świadectwie na zakończenie dodał: „Śmiało i sumiennie rekomendować mogę każdemu Bednarskiego Wincentego jako człowieka porządnego”.
    Ze znamienitszych budowli, które zapewne dziadek odwiedzał, po dziś dzień zachował się w Masłowicach dwór eklektyczny z 1820 r. z murowaną kaplicą w stylu klasycystycznym i podworski park z pomnikowymi okazami drzew.
    Z Masłowic wyruszył dziadek ze świeżo poślubioną małżonką ku Dąbrówce Sieradzkiej, gdzie objął posadę urzędnika gospodarskiego w majątku Strzeszewskich, na której wytrwał lat trzy.

    Dąbrówka Sieradzka
    12 maja 1910 roku Dziadek podpisał umowę z właścicielem Dąbrówki Sieradzkiej na objęcie posady urzędnika gospodarskiego, którą miał sprawować od 1 lipca tego roku. Jak wiemy poprzedni pracodawca wystawił Wincentemu bardzo dobrą rekomendację, która pewnie ułatwiała znalezienie korzystniejszego zajęcia.
    Nic jednak nie wiadomo w jaki sposób Dziadek znalazł nowy „obowiązek”. Czy pośredniczyli w tym przedsięwzięciu teściowie Wincentego, właściciele gospodarstwa ogrodniczego w Sieradzkiem? A może rodzina Bednarskich – choć jej udział budzi wątpliwość, zważywszy iż nie zaakceptowali oni ponoć związku syna z Władysławą Józefą. Kim byli Bednarscy nie uchowało się w przekazie rodzinnym. Nie wiadomo, czy Dziadek miał rodzeństwo. Rzecz wymaga zbadania w archiwach, zwłaszcza archidiecezjalnym w Łodzi, gdzie przechowuje się zindeksowane akta metrykalne parafii Rychłocice, dziś Brzyków (Księga małżeństw z lat 1905-1928 w języku polskim zawiera indeks nazwisk, mikrofilm 627).
    W umowie zawartej ze Stefanem Strzeszewskim zapisano, że Dziadek otrzymywał będzie rocznej pensji rubli 120 oraz różnego dobra w naturze mierzonego ówczesnymi korcami.
    „Wincenty Bednarski przyjął obowiązki urzędnika gospodarczego u niżej podpisanego w Dąbrówce Sieradzkiej (!) od 1 lipca 1910. Będzie wykonywał ściśle dyspozycje moje, które chętnie spełniać przyrzeka.
    Wynagrodzenie roczne brać będzie jak następuje:
    Pensyi rocznej 120 rubli,
    Pszenicy 2 korce
    Żyta lub jęczmienia do wyboru 12 korców
    Grochu 1 korzec
    Kartofli gotowych (!) 30 korców
    przez lato na wczesne 10 redlin. Krów 2 na oborze.
    w Dąbrówce 12 Maja 1910 r. Strzeszewski
    świadectw z poprzednich obowiązków sztuk 4 zostawił”.
    Zachowały się dwa dokumenty z poprzednich miejsc pracy: świadectwa z Rychłocic i Masłowic. Jakich zajęć dotyczyły pozostałe nie wiadomo.
    To bardzo ciekawy przykład umowy o pracę. Obok gotówki ważną pozycję, jak się wydaje, stanowiło wynagrodzenie w naturze. Trudno dziś ocenić czy dziadek był wówczas materialnym krezusem. Robotnik w Petersburgu w 1913 r. zarabiał średnio 355 rubli. W porównaniu np. do kosztów nauki w tamtych latach nie było to wiele. Roczne wydatki w szkole państwowej wynosiły od 50 do 100 rubli, a w szkołach prywatnych na czesne trzeba było odłożyć od 100 do 250 rubli. Warto dla porównania dodać, że za 2 włóki i 2 morgi ziemi w 1882 r. płacono 3.400 rubli (włóka=16,7928 ha, a morga=0,55976 ha). Wynagrodzenie w płodach rolnych, jak udało mi się ustalić z pomocą portalu Polskiego Towarzystwa Genealogicznego, mierzono wówczas w korcach (1 korzec=128 litrów). Biegłym w rachunkach pozostawiam wyliczenie ich dzisiejszej wartości rynkowej.
    Nie wiadomo też w jaki sposób młodzi małżonkowie Bednarscy dotarli do Dąbrówki odległej od Masłowic niespełna 50 km. Czy były pracodawca wynajął im podwodę? Dziś wędrówka zajęłaby zapewne niewiele ponad godzinę asfaltowym traktem. Sto lat temu pokonanie tej odległości wraz z dobytkiem wymagało sporej mitręgi.
    W Dąbrówce, w poniedziałek 20 lutego 1911 r., przyszła na świat pierwsza córka Bednarskich Irena.
    Trzyosobowa rodzina wytrwała w służbie u Strzeszewskich równe trzy lata.

    28 marca 1913 r. Stefan Strzeszewski wydał Wincentemu dokument, w którym zapewnia, że „Świadectwo konduity wydane mu zostanie po ukończeniu terminu obowiązku…”.
    „Obowiązek” ów kończył się Wincentemu 1 lipca tegoż roku. Tę datę nosi więc ostatni dokument z autografem „pana na Dąbrówce”, w którym wystawia swemu byłemu rządcy wysokie referencje: „Przez cały czas obowiązki swe spełniał pracowicie, chętnie i gorliwie i dla tego jako sumiennego pracownika śmiało polecić go mogę”. I w ostatnim zdaniu dodał: „Zmienia obowiązek na własne żądanie w celu poprawienia sobie losu”.
    Co rzeczywiście sprawiło, że Wincenty podjął taką decyzję pewnie nigdy się już nie dowiemy. Termin rozstania musi zastanawiać, boć sam środek lata to w majątku huk roboty i żniwa na karku. Gorliwy i sumienny rządca chyba wart był zatrzymania.
    Pierwsze wzmianki o Dąbrówce sięgają 1407 r. W drugiej połowie XVIII w. należała do Sucheckich h. Poraj. Przedstawiciel rodu, Daniel Suchecki (Daniel z Suchczyc Suchecki herbu Poraj, syn Ignacego), sprzedał wieś w 1816 r. Teresie z Podczaskich Morawskiej h. Korczak. Ta przekazała majątek synowi Teodorowi Morawskiemu (1797-1879), działaczowi politycznemu, publicyście i historykowi, związanemu z opozycją kaliską Niemojowskich. Podczas powstania listopadowego był dyplomatą desygnowanym do rozmów z rządem francuskim, a w rządzie gen. Krukowieckiego objął tekę ministra spraw zagranicznych. Po upadku powstania musiał uciekać z kraju. Dąbrówkę władze carskie skonfiskowały. Na emigracji związał się politycznie z księciem Adamem Czartoryskim (Hôtel Lambert), a uczuciowo z wdową po francuskim płk. Mallet’cie. Zmarł bezpotomnie we wrześniu 1879 r. i spoczywa na paryskim cmentarzu Père-Lachaise.
    Wieś na publicznej licytacji wykupiła siostra Teodora Konstancja z Morawskich Parczewska. W 1838 dobra te odsprzedała Feliksowi Podczaskiemu.
    Po dwudziestu latach właścicielem Dąbrówki został Leopold Strzeszewski (zmarł 29 listopada 1893 r. w Kaliszu). Majątek przetrwał w ich rękach do wybuchu II wojny światowej, choć w międzyczasie ulegał parcelacji pomiędzy sukcesorów Leopolda. Ostatnim właścicielem dworu i majątku (557 ha gruntów) był Tadeusz Strzeszewski. XVIII-wieczny dwór rozebrano około 1975 r.
    Dziś leżąca nad niewielką rzeczką Żegliną (30 km nurtu) odległa 4 km od Sieradza Dąbrówka liczy około 260 mieszkańców, a w 2007 r. pozbawiono ją drugiego członu nazwy.
    Tymczasem los rzucił Bednarskich ku Dominium Zielencice.

    Zielencice
    1 lipca 1913 roku Dziadek podjął pracę w Dominium Zielencice w powiecie łaskim. Przez dwa lata pełnił „obowiązek zarządzającego”. Około 1915 r. został powołany do wojska rosyjskiego. Brał udział w pierwszej wojnie światowej w stopniu podoficera. Tak wynika ze świadectwa pracy noszącego datę 1 stycznia 1922 r., wystawionego przez ówczesnego dziedzica Zielencic Włodzimierza Sulimierskiego.
    Zachował się też dokument w języku niemieckim, datowany 5 czerwca 1918 r. w Dünaburgu, pisany odręcznie z okrągłą pieczęcią. W tekście występuje nazwa miejscowości Dünaburg. Dziś to łotewskie miasto Daugavpils (Dwinsk, Двинcк). Tam – jak wynika z tego dokumentu – przebywał Dziadek w obozie jenieckim i pewnie tam zakończyła się dla niego wojna. Dokument zaś stanowił przepustką na powrót do domu, stąd w tekście nazwy miejscowości: Zielencice (skąd wyruszył na wojaczkę), Lask i Petrikau (Piotrków). Na pieczęci nazwa OSTERODE, czyli Ostróda (dziś woj. warmińsko-mazurskie), kiedyś w granicach Prus Wschodnich, stąd dokument w języku niemieckim (poniżej jego tłumaczenie dzięki uprzejmości Tadeusza Dzwonkowskiego z portalu Polskiego Towarzystwa Genealogicznego).
    „Zaświadczenie o zwolnieniu. Jeniec wojenny Wincenty Bednarski ur. 22 .01. 1883 r. jest zwolniony w celu powrotu do miejsca urodzenia Zielencice pow. Łask, gubernia piotrkowska na mocy zarządzenia Cesarsko-Niemieckiej Komendantury Dünaburg nr Ib 1609 z 20.05.1918 r.
    Dünaburg 5.06.1918
    kapitan i szef (podpis)”

    Po powrocie z wojny trafił Dziadek na powrót do folwarku Sięganów wchodzącego w skład Dominium Zielencice, gdzie pełnił nadal funkcję zarządzającego. Jak wynika z dokumentu miał na tym stanowisku sporą samodzielność.

    W Sięganowie przepracował jeszcze cztery lata. Tu 16 kwietnia 1914 r. (więc jeszcze przed mobilizacją) przyszedł na świat pierworodny syn Wincentego Marian. Tutaj też powiększyła się rodzina Bednarskich o kolejne potomstwo: 4 kwietnia 1919 r. urodziła się Maria, a 22 lutego 1921 Helena.
    Zielencice (dziś Zielęcice) nie mają wielkiej historii. Z kronik odnoszących się do tej miejscowości wynika, że w 2. połowie XVI w. funkcjonował tu młyn wodny nad rzeczką Grabią, a w 1826 r. tutejszy młyn handlowy przerabiał ok. 3,5-4 ton ziarna w ciągu doby. Do dziś funkcjonuje w Zielęcicach młyn prywatny wzniesiony w 1947 r., stanowi on, wraz z podobnymi obiektami, atrakcję turystyczną zwaną „Szlakiem Młynów nad Grabią” (znakowanym na żółto).
    Wiadomo, że 15 sierpnia 1863 r. pod Zielencicami doszło do walk pomiędzy oddziałami powstańczymi gen. Taczanowskiego a 70 Kozakami i dwoma rotami piechoty rosyjskiej dowodzonymi przez mjra Stefanowa. Zginęło wówczas 3 powstańców i 2 żołnierzy rosyjskich. Wiadomo też, że ok. 1916 r. w miejscowym dworze Włodzimierz Sulimierski zakwaterował oddział Polskiej Organizacji Wojskowej odbywający w okolicy ćwiczenia bojowe.
    Z innych pozostałości po świetności Zielęcic to zrujnowana świetlica kryjąca w sobie relikty dawnego dworu i zdewastowany park dworski w stylu angielskim.
    Od kiedy Sulimierscy herbu Lubicz władali Zielencicami nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Włodzimierz Sulimierski ożenił się w 1922 roku z Henryką z Brochockich Karpińską. Dla Włodzimierza rozwiodła się ona z Franciszkiem Karpińskim, z którym miała troje dzieci, m.in. Światopełka Karpińskiego znanego w międzywojniu poetę i satyryka zaprzyjaźnionego z Iwaszkiewiczem.
    Dziadek zwolnił się u Sulimierskiego 1 stycznia 1922 r. „…na własne żądanie, chcąc poszukać większego warsztatu pracy. Każdemu Go mogę polecić, gdyż przez tyle lat i podczas wielkich kataklizmów dziejowych okazał się człowiekiem godnym zaufania” – napisał W. Sulimierski w liście -świadectwie polecającym.
    1 kwietnia 1922 Dziadek objął posadę zarządzającego w majątku Gołygów. Majątek należał do T[adeusza?] Sulimierskiego (taki podpis figuruje pod Świadectwem wystawionym Dziadkowi 1 kwietnia 1923 r.). Być może T. Sulimierski był krewnym (bratem?) Włodzimierza z Zielencic.
    Tu przyszła na świat 22 września 1922 r. czwarta córka Bednarskich – Zenobia.
    Po niespełna roku z bardzo dobrymi referencjami Dziadek opuścił Gołygów, jak zaznaczono w dokumencie: „jedynie dla braku odpowiedniego mieszkania”.
    Dziś Gołygów, to wieś w województwie łódzkim, w powiecie łódzkim wschodnim, w gminie Tuszyn.

    Po doświadczeniach z Sulimierskimi osiadł Dziadek w Dziwlach w majątku Janusza Zaremby. Pełnił tam obowiązki rządcy.
    Tutaj 21 maja 1924 roku urodziła się najmłodsza córka Wincentego i Władysławy Józefy – Zofia.
    Taka data widnieje zarówno w urzędowym akcie urodzenia, jak i świadectwie chrztu wystawionym przez Parafię św. Benedykta w Srocku.
    I tu ciekawostka! Aliści w „Pamiątce” od chrzestnych, stoi jak byk!: „Na pamiątkę Chrztu świętego swojej chrześniaczce chrzczonej 8/VI 1924 r. Zofiji urodzonej w Dziwlach dnia 21/IV 1924 r. Chrzestny Edmund Lamecki, Chrzestna Janina Lamecka”.
    Ktoś się najwyraźniej kropnął! Albo wielebny „połknął” kreseczkę i o miesiąc odmłodził „Zofiję”, albo chrzestni cokolwiek w rachowaniu miesięcy nietęgawi…
    Murowany kościół Świętego Benedykta i Świętej Anny w Srocku powstał w latach 1764-66 r. i był ufundowany przez Stanisława Małachowskiego. W latach 1909-13 świątynia została całkowicie przebudowana i powiększona (m.in. dodano dwie wieże). Autorem projektu był warszawski architekt Konstanty Wojciechowski. Obok znajduje się kaplica pw. św. Mikołaja. W tej oto świątyni ochrzczono Zofię 8 czerwca 1924 r. i Prawdopodobnie tu pomylono datę urodzenia.
    Na terenie wsi Dziwle znajdują się pozostałości zespołu dworskiego z XVIII-XIX stulecia, którego elementem jest park wpisany do rejestru zabytków, pochodzący częściowo z XVIII stulecia, a przekształcony w XIX w. Po wojnie dwór odremontowano.
    W dziwleńskich dobrach wytrwał Dziadek przez lat cztery i 1 kwietnia 1928 r. postanowił pożegnać pryncypała. I tym razem powód był jednaki: brak odpowiedniego mieszkania, czemu dziwić się nie sposób przy tak licznej rodzinie. W wystawionym świadectwie Zaremba podkreślał wysokie kwalifikacje Dziadka, jak i jego sumienność i pracowitość.
    Jak wynika jednak z następnego dokumentu, Dziadek w Dziwlach pozostał. W Świadectwie datowanym 5 czerwca 1934 r. inż. agr. Janusz Zaremba pisze: „Pan Wincenty Bednarski przez dziewięć lat pełnił w majątku Dziwle obowiązki rządcy, często samodzielnego, ku zupełnemu zadowoleniu właściciela”.
    Co sprawiło, że Dziadek postanowił w Dziwlach pozostać do roku 1934 nie wiadomo. Być może ułożył się z chlebodawcą i ten zaspokoił potrzeby mieszkaniowe podwładnego. Tajemnicą pozostanie pewnie decydujący powód rozstania się Bednarskich z Zarembą i Dziwlami, bowiem dokument kończy się jedynie stwierdzeniem sławiącym cnoty Dziadka: „Jest bezwzględnie uczciwy, życzliwy dla pracodawcy, spokojny i taktowny”.
    Następnym wyzwaniem zawodowym Dziadka był majątek w Mzurkach.

    Mzurki, to dziś wieś położona w województwie łódzkim, w powiecie piotrkowskim, w gminie Wola Krzysztoporska. W XVIII w. wieś stanowiła własność komornika Bierskiego.
    W latach 1953-1954 Mzurki były gminą wiejską, która została zniesiona 29 września 1954 roku wraz z reformą wprowadzającą gromady w miejsce gmin. Jednostki nie przywrócono 1 stycznia 1973 roku po reaktywowaniu gmin, a jej dawny obszar podzielono pomiędzy nowoutworzone gminy: Wolę Krzysztoporską i Drużbice.
    Z zabytków zachował się dwór drewniany i park z 1830 r.
    W Mzurkach spędził Dziadek ostatnie lata przed wybuchem wojny oraz okres okupacji. Majątek został nabyty przez Majerhofa, Niemca pochodzącego z Łodzi, wywodzącego się z rodziny tamtejszych przemysłowców. Ożeniony był z Polką pochodzącą z Piotrkowa Trybunalskiego.
    Niestety, nie zachował się żaden dokument z tego okresu odnoszący się do zawodowych doświadczeń Dziadka. Natomiast rodzinne życie wypełniały ważkie wydarzenia. W 1939 miały miejsce dwa weseliska: córki Ireny z Wacławem Kwiatkowskim i syna Mariana z Janiną Pokrzywą.
    Rok ten okazał się dramatycznym: wybuchła II wojna światowa. Już w pierwszych dniach wojny wydarzył się w obejściu Bednarskich ponury epizod. Niemiecki żołdak zastrzelił na oczach domowników ich wiernego psa Fircusia.
    Dziadek nie został zmobilizowany (miał wówczas 56 lat) i całą okupację przebywał w majątku Mzurki. W czasie wojny zmarł jego pryncypał, z którym Dziadek miał – jak się wydaje – poprawne stosunki. Łączyła ich nawet – pomimo różnic narodowościowych i statusu materialnego – pewna zażyłość. A może tylko lojalność? Otóż schorowany dziedzic prosił Dziadka, aby ten po śmierci przewiózł jego szczątki do Łodzi, gdzie życzył sobie zostać pochowanym. Dziadek spełnił wolę swego chlebodawcy.
    Rodzinę czekały jednak dalsze wojenne dramaty. W połowie 1941 r. dwie najmłodsze córki: Zenobia i Zofia, zostały zesłane na przymusowe roboty w głąb Niemiec (Neindorf). Spędziły tam całą okupację pracując w fabryce konserw.
    Wojnę przeżyli wszyscy, ale rodzina rozpierzchła się po kraju.
    12 lutego 1945 r. otrzymał Dziadek polecenie od piotrkowskiego Pełnomocnika Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych administrowania majątkiem Mzurki. „Czynię go osobiście odpowiedzialnym za stan gospodarstwa rolnego oraz za inwentarze żywe i martwe” – napisał pełnomocnik i zaznaczył, że „Powyższy majątek jest administrowany przez Zarząd Państwa i wszelkie rekwizycje są surowo wzbronione”. W ten sposób stał się Dziadek organem państwowym i rozpoczął w Mzurkach budowę socjalizmu.
    Nie wiadomo dokładnie, jak długo Dziadek był lojalnym funkcjonariuszem nowego porządku. Można domniemywać, że swoje zawodowe życie zakończył w 1948 r. osiągnąwszy wiek emerytalny. Zamieszkał wówczas w Piotrkowie Trybunalskim dokonawszy żywota 27 grudnia 1968 roku w wieku 85 lat. Doczekał się czternaściorga wnucząt.
    Babcia Władysława Józefa przeżyła małżonka o lat osiem i zmarła 10 listopada 1976 roku w wieku 86 lat. Oboje spoczywają w grobowcu na piotrkowskim cmentarzu)*.

    * Na podstawie zachowanych dokumentów, donosów rodzinnych i wieści internetowych.

  • Agata


    Maj 1, 2016

    Wiem ze przed wojną pradziadek Józef Picur był szewcem prowadził zakład w Roźwienicy ale żadnych wzmianek w dokumentach nie napotkałem. Z kolei jego siostra Ludwika Homka była pokojową w dworze Górskich