Wywiad z Panem Andrzejem de Lazari – wykładowcą i miłośnikiem genealogii

Komentarze0
fot. Mariusz Kazmierski

Pan Andrzej de Lazari urodził się w 1946 roku. Do września 2016 roku, pracował w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Łódzkiego i kierował tam Katedrą Studiów Europejskich, Interdyscyplinarnym Zespołem Badań Sowietologicznych oraz serią wydawniczą Idee w Rosji. Jest autorem wielu publikacji na temat historii Rosji, jej kultury i stosunków polsko-rosyjskich, m.in. „Poczwiennictwo”: z badań nad historią idei w Rosji”, „Mentalność rosyjska: słownik”, „Polacy i Rosjanie we wzajemnej karykaturze”, „W kręgu Fiodora Dostojewskiego”. Więcej o życiorysie i publikacjach Pana Andrzeja można przeczytać tutaj. W wywiadzie, Pan Andrzej opowiada o swojej przygodzie z genealogią, i wydanej książce na podstawie zapisów swojego dziada (książkę online można znaleźć tutaj).

MH: Od kiedy interesuje się Pan genealogią?

AL: Dopóki żyła moja mama, Irena de Lazari (1919-1992), losem przodków mało się interesowałem. To fascynowało mamę. Co prawda, w końcu lat 70. przyjechał z Leningradu (Petersburga) na Uniwersytet Łódzki wykładowca literatury rosyjskiej, profesor Nikołaj Sokołow (1915-2000) i bardzo mnie zadziwił, gdy pewnego razu oświadczył: „A wie pan, panie Andrzeju, że moja córka wyszła za mąż za Andrieja Delazari…”. Przekazałem tę wiadomość mamie; okazało się, że Andriej Delazari (1952) jest praprawnukiem aktora i śpiewaka-gitarzysty Konstantego de Lazari (pseudonim Konstantinow, 1838-1903), brata mojego pradziada. Później, w połowie lat 80., gdy zbierałem materiały do habilitacji, „zesłano” mnie na staż do Kalinina (Twer), a ja potrzebowałem biblioteki i archiwum Domu Puszkina – Instytutu Literatury Rosyjskiej RAN w ówczesnym Leningradzie. Pieniędzy na hotel oczywiście nie miałem. Zamieszkałem u ojca Andrieja, u Jewgienija Delazari (1924-1992). W Polsce mieliśmy wówczas stan wojenny. Ktoś doniósł, że pracuję w Domu Puszkina nielegalnie (wcześniej pracowałem tam pół roku nad doktoratem, nie byłem więc dla rosyjskich kolegów osobą anonimową) i zostałem odesłany przez bezpiekę do Kalinina, a petersburscy Delazari mieli nieprzyjemności. „Imienno-nazwiskowych” zbieżności jest w naszych rodzinach więcej: panieńskie nazwisko mojej żony (Elżbiety) oraz żony Jewgienija (Iriny) brzmi Rusakow, ale tu wspólnych korzeni jeszcze nie odnaleźliśmy.

MH: Jak się to stało, że takie zainteresowanie zrodziło się u Pana? Czy coś lub ktoś zainspirował Pana do poszukiwań korzeni?

AL: Przypadkowo, szukając w rosyjskim Internecie tłumaczenia mojego tekstu, znalazłem na portalu http://smolbattle.ru/threads/%D0%9D%D0%B8%D0%BA%D0%BE%D0%BB%D0%B0%D0%B9-%D0%9D%D0%B8%D0%BA%D0%BE%D0%BB%D0%B0%D0%B5%D0%B2%D0%B8%D1%87-%D0%B4%D0%B5-%D0%9B%D0%B0%D0%B7%D0%B0%D1%80%D0%B8.5075/#post-474729 zadziwiającą notatkę: „Ktoś na forum wspomniał o marmurowej płycie z tekstem w języku francuskim we wsi Dubasiszcze w powiecie glinkowskim. Postanowiłem sprawdzić; okazało się, że napis jest po rosyjsku: «Generał-major Nikołaj Nikołajewicz de Lazari. Urodził się w 1834 roku 21 marca. Zmarł w 1901 roku 24 lutego». Według miejscowych, na początku lat 90. leżał tu jeszcze jeden taki pomnik, ale niestety zniknął”. Niżej ktoś zamieścił zdjęcie „płyty”. A ktoś inny dopisał: „Widziałem tę płytę już 11 lat temu… również się zainteresowałem… Dziwne, że jej nikt jeszcze nie podiwanił…”. W domu odnalazłem dwie przedrewolucyjne fotografie. Na obu znajduje się mój dziad Konstanty (1869-1930) przy mogile swojego ojca. Po sporym cmentarzu i cerkwi pozostał tylko jeden kamień z płyty nagrobnej mojego pradziada. Czy mogłem pozostać obojętny?

MH: Jak daleko sięgają Pańskie odkrycia historii rodziny, Pańskie poszukiwania?

AL: W 1996 roku (mojej mamy i ojca Andrieja już na świecie nie było), w nowej rzeczywistości politycznej, spędziliśmy z żoną w domu petersburskich Delazari dwa tygodnie, tym razem bez meldunkowych problemów. Wtedy poszliśmy do Archiwum Senatu i znaleźliśmy tam dokument z 1804 roku. Dowiedzieliśmy się z niego, że Dmitrij, dziadek Nikołaja z płyty nagrobnej, „pochodzący z greckiej wyspy Dezante”, zaciągnął się na służbę do Katarzyny II na wojnę z Turcją do Pułku Greckiego w 1770 roku. Byliśmy oczywiście na wyspie Zante (Zakintosie), ale niestety nie udało nam się dowiedzieć, kto był ojcem Dmitrija, znaleźliśmy natomiast w tamtejszym muzeum rodzinny herb – gałązkę oliwną nad morską falą.

MH: Czy bliska rodzina wspiera Pana w odkryciach historii rodziny?

AL: Niezbyt aktywnie, ale mi kibicuje.

MH: W 2014 roku wydał Pan książkę „Szkice na papierze”, dostępnej online, w której opisane są odkrycia Pańskiej rodziny, podparte przepięknymi, starymi fotografiami. Prosimy o kilka słów o książce?

To są wspomnienia mojego pradziada. Rękopis leżał w szafie. Mimo dobrej znajomości rosyjskiego nie byłem w stanie poradzić sobie z odręcznie pisanym tekstem. Pomogła mi daleka krewna – Rosjanka. Ja przełożyłem tekst na polski i poprzedziłem go historią rodziny. Pomógł mi w tym również mój dziad, choć zmarł 16 lat przed moimi narodzinami. Był zapalonym fotografem i zachowało się kilkaset jego zdjęć na szkle z przełomu XIX i XX wieku. Książka jest dostępna w internecie po polsku i po rosyjsku. Prócz archiwów petersburskich, przez kilka lat przeszukiwałem również archiwa moskiewskie i symferopolskie. Pradziad urodził się w Karasubazarze (Biełogorsk) na Krymie i z Symferopola przywiozłem sporo kopii dokumentów.

MH: Co uważa Pan za swój największy sukces w genealogii dotychczas?

AL: Właśnie tę książkę. Napisałem ją i wydałem dla wnuków – Jasia i Zosi.

MH: Czy ma/miał Pan w swoich odkryciach zagadki z kategorii „nie do rozwiązania”. Która z nich jest „najtwardszym orzechem do zgryzienia”?

AL: „Twardym orzechem” była wyspa „Dezante”. Na żadnej mapie nie mogliśmy jej znaleźć. Dopiero nasz przyjaciel przypomniał sobie niemiecką piosenkę, w której pojawia się wyspa Zante, czyli Zakintos. Kolejnym „orzechem” jest imię ojca Dmitrija. Muszę znaleźć pomocnika z dobrą znajomością greckiego. Wówczas może uda mi się dotrzeć do przodków z Wenecji, gdyż wyspa Zante była kiedyś kolonią wenecką, a Lazari to po włosku Łazarz i w weneckiej książce telefonicznej są dwie strony z de Lazari.

MH: Jeśli mógłby Pan wybrać jedną osobę ze swojego drzewa genealogicznego, której historia najbardziej zapadła Panu w pamięci, kto by to był, i dlaczego?

AL: Oczywiście mój pradziad Nikołaj. Tłumaczenie jego pamiętnika dało mi możliwość prześledzenia całej jego drogi życiowej – od Karasubazaru, poprzez Symferopol, Odessę, Petersburg, Wilno, Połtawę, Krzemieńczuk, Grójec, Warszawę, Radom, Erewań, Omsk, do majątku Rudłowo pod Smoleńskiem i pochówku we wsi Dubasiszcze. Drugą osobą jest mój dziad Konstanty i jego zdjęcia na szkle. Zamierzam wydać album „Jedwabny szlak Konstantego de Lazari”, w którym zamieszczę jego zdjęcia – od Chin, poprzez Kazachstan, Rosję, Ukrainę, Polskę, Austro-Węgry do Włoch. Czekam na decyzję o grancie na wydanie albumu z National Geographic.

MH: Dlaczego – według Pana – warto interesować się genealogią?

AL: Na okładce wspomnień Nikołaja napisałem: „Pradziadowie trwają w pamięci potomnych, albo słuch o nich ginie. Mój przetrwał, bo «rękopisy nie płoną», a pradziad zostawił wspomnienia, dziad zaś masę zdjęć z przełomu XIX i XX wieku. Niech więc pamięć o przodkach trafi teraz do wnuków, a w przyszłości dzięki tej książce również do kolejnych pokoleń…”

MH: Obecnie jest Pan emerytem. Pańska kariera zawodowa potoczyła się w kierunku akademickim, tzn. był Pan między innymi profesorem nauk humanistycznych, jak również wydał Pan wiele książek. Czy profesja wykonywana przez Pana w jakikolwiek sposób przyczyniła się do zamiłowania genealogią? Czy w którejś z innych Pana publikacji przytacza Pan temat genealogii i przodków?

AL: Oczywiście moje przygotowanie filologiczne i historyczne oraz możliwość i umiejętność pracy w archiwach bardzo mi ułatwiły pracę. Elementy genealogii zamieściłem wcześniej w książce „Polskie i rosyjskie problemy z rosyjskością” (Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2009; rozdział Moja „rosyjskość”). Moje badania przedstawiłem kilka lat temu na konferencji zorganizowanej przez Tatarów Krymskich w Biełogorsku (Karasubazarze). Wykorzystali je również m.in. autorzy „Spacerownika – Rosyjskimi śladami po województwie łódzkim” (Joanna Podolska i Michał Jagiełło, Łódź 2012) oraz Wioletta Wiernicka w książce „Prawosławni w Łodzi” (Łódź 2015). W książce „550 lat państwowości Kazachstanu. Szkice z dziejów” pod redakcją Bartłomieja Garczyka i Mariusza Marszewskiego (Poznań 2016) zamieściłem 21 kazachskich zdjęć mojego dziada z lat 1895-1896 poprzedzonych „wstępem” zatytułowanym „Z Lepsinska do Łodzi”. Ambasada RP w Astanie zorganizowała kilka wystaw zdjęć dziada w kazachskich miastach. Trzy wystawy były też w Łodzi.

Serdecznie dziękujęmy Panu Andrzejowi za czas poświęcony na ten wywiad, i za podzielenie się z nami swoją pracą, i zamiłowaniem.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony