Nasze historie: Zagadka Wuja mojego Dziadka

Komentarze6

Ta historia została napisana przez Panią Sarę Lewandowską (25 l.). Pani Sara jest mężatką z piecioletnim stażem. Urodziła się w Bielawie (dolnośląskie), gdzie również się wychowywała. Od ponad 5 lat mieszka we Wałbrzychu. Pani Sara od dziecka miała potrzebę przechowywania wspomnień, dlatego od 10 do 20-tego roku życia pisała pamiętniki.

W późniejszym czasie odszukała możliwości odkrywania swoich korzenii, i sama o sobie mówi, że jest „detektywem przeszłości”. Pani Sara jest użytkowniczką MyHeritage!

Genealogią zajmuję się na poważnie od około czterech lat. Mogłabym dużo opowiadać o odkryciach genealogicznych bo to moja pasja, ale dzisiaj chciałabym opowiedzieć o czymś co zdarzyło się około trzy lata temu i co bardzo mnie poruszyło. Do dzisiaj gdy wspomnę te chwile, nadal się nimi ekscytuję.

Moja opowieść zaczyna się na początku XX wieku. W 1909 roku wuj mojego dziadka, jak i wiele innych mieszkańców wioski Góra Motyczna (woj. podkarpackie), wyemigrował do Detroit w stanie Michigan, USA. Paweł Piękoś, bo o nim mowa, był wówczas dwudziestoletnim kawalerem. Na obczyźnie był w stałym kontakcie listownym z rodziną, ale już nigdy nie wrócił do Polski.

Mój dziadek starał się utrzymywać z nim kontakt, ale zerwał się on z niewiadomych przyczyn w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku.

Babcie Weronika z Dziadkiem Józefem

W latach 80 XXw. moja mama napisała w imieniu dziadka do Pawła, ale nigdy nie otrzymała żadnej odpowiedzi.

Ja pojawiłam się na świecie na początku lat 90 i już jako nastolatka interesowałam się historią rodziny. Zaintrygowała mnie opowieść mamy o wuju dziadka. Zawsze chciałam rozwikłać zagadkę tego kontaktu, ale wtedy wiedziałam tylko o tym, że Paweł Piękoś mieszkał w stanie Michigan oraz miał córkę Esther (Esterę). Nie dało się tego nie zapamiętać, ponieważ zafascynowany tym imieniem dziadek Józef nazwał tak swoją najmłodszą córkę urodzoną w latach sześćdziesiątych. Cały czas pamiętał o swoim wuju.

Mając tak mało informacji, byłam przekonana, że nie jestem w stanie rozwikłać tej zagadki ani odnaleźć choćby potomków Pawła…

Jakże się myliłam!

W 2014 roku zaczęłam poszukiwania w internecie i przypadkiem znalazłam drzewo genealogiczne moich prapradziadków. Skontaktowałam się z autorką drzewa i okazało się, że jest to mieszkanka Howell w stanie Michigan,USA- Joann- moja kuzynka 4 stopnia 2 razy odsunięta! Jako 80-letnia fascynatka genealogii, przez 30 lat zajmowała się genealogią i doszła w poszukiwaniach aż do mojego pradziadka!

Joann z mężem

Był to ogromny przełom w poszukiwaniach Pawła, ponieważ okazało się, że miał on miał sklep spożywczy, do którego Joann chodziła razem z babcią! Mało tego, córka Pawła-Mary- była najlepszą przyjaciółką Stelli (matki Joann) i została nawet świadkową na jej ślubie! Nieprawdopodobne! To były emocjonujące dni!

Dzięki Joann dowiedziałam się, że Paweł mieszkał w Armadzie oraz miał jeszcze inne dzieci oprócz Estery i Mary : Alexander, Henryk i Paul Jr. Znalazłam wspólny grób Mary i Alexandra oraz akt zgonu Henryka (zmarł jako dziecko). Nie byłam w stanie określić ostatniego miejsca zamieszkania Esther i Paula oraz tego czy jeszcze żyją (dowiedziałam się, że Esther urodziła się w 1932r.). Poza tym Esther mogła zmienić nazwisko z powodu zamążpójścia…

Ślub Stelli i Thomasa (rodziców Joann), siedząca pani po prawej stronie to Mary – była ich świadkową i nie wiedzieli, że Thomas jest z nią spokrewniony, dopóki nie odkryła tego Joann po ich śmierci. Rok 1933, USA.

Postanowiłam napisać list na ostatni adres w Armadzie. Zaadresowałam do Paula Jr., ponieważ był najmłodszym dzieckiem Pawła i miałam nadzieję, że jeszcze żyje. Napisałam po angielsku.

List szybko dotarł, ale po upływie dwóch tygodni od dostarczenia straciłam nadzieję…

Jednak pewnego dnia otrzymałam e-maila od Paula Jr.! Tak, jako siedemdziesięcioczterolatek używa komputera!

Okazało się, że w Armadzie, w domu rodzinnym mieszka Esther a on mieszka w Haslett, jakieś 160 km od Armady.

Esther odebrała list i wysłała go na adres Paula i dlatego musiałam czekać dwa tygodnie na odpowiedź.

Był to wrzesień 2014 roku. Tak bardzo poruszyły mnie wówczas te wydarzenia, że przez kilka nocy cierpiałam na bezsenność.

Znalezienie Paula i Esther przyniosło wiele radości i odkryć genealogicznych.
Zagadka rozwiązana: wuj dziadka Paul zmarł w roku 1958, dlatego kontakt się zerwał. Nikt z dzieci nie znał już języka polskiego i dlatego moja mama nie otrzymała odpowiedzi na swój list.

Nie mogłam uwierzyć, że udało się odnowić ten kontakt po ponad 60 latach!
Dziadek Józef już nie żyje, jestem przekonana, że byłby szczęśliwy, z powodu tego kontaktu.

Do dzisiaj jestem w stałym kontakcie z Paulem i Esther. Czasem nawet rozmawiamy na Skype. Stali mi się bliscy. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać twarzą w twarz.

Ta historia, opowiedziana w ogromnym skrócie, pokazuje jak wiele  fascynujących przeżyć może przynieść genealogia.

Napisałam o tych poszukiwaniach coś w rodzaju książki oraz przetłumaczyłam na angielski i wysłałam do rodziny w USA.
Są zachwyceni, ja również bardzo się cieszę z tych rezultatów.

Dziękujemy Pani Sarze, za opowiedzenie tej wspaniałej historii!

 

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Karolina


    Listopad 26, 2017

    WOW! Ale historia – niesamowita i wzruszająca… Gratuluję determinacji w poszukiwaniach, no i jej wspaniałych efektów 😉

  • Mariusz


    Grudzień 6, 2017

    Mogę się pochwalić podobną historią choć odnalezienie rodziny w US nie było proste ale jednocześnie dostarczyło nam, mam na myśli całą moją rodzinę, niesamowitej wiedzy historycznej. Poza tym, że odnalazłem dziadków ciotecznych żony to przy okazji także znalazłem również ich przodków łącznie z najmłodszym pokoleniem, które nie mówi już po polsku. Wymieniliśmy się fotografiami ze starych albumów i okazało się, że mamy jedną tę samą fotografię ale oczywiście w innym stanie zniszczenia. Ogólnie badając dzieje rodziny widać jak dokładnie wydarzenia rodzinne wplatają się w wydarzenia historyczne zarówno w Polsce jak i w USA. Dzięki temu zaraziłem pasją poszukiwania swoje córki, które kiedyś będą kontynuować dalsze prace..

  • Urszula Edyta


    Grudzień 6, 2017

    Pani Saro, bardzo Panią proszę o kontakt. Też mam drzewko i jestem aktywna. Mam 87 lat, napisałam książkę o mojej rodzinie uznaną przez Bazę Biblioteki Narodowej jako pamiętniki wojenne, biografię, a nawet literaturę piękną przez Biblionetkę.Opisdałam moje życie do 1963r. Ciąg dalszy będą pisać córki, gdy ja już odejdę. jestem pod wrażeniem Pani historii.

  • Urszula Edyta Błaszczyk


    Grudzień 6, 2017

    Pani Saro, bardzo Panią proszę o kontakt. Też mam drzewko i jestem aktywna. Mam 87 lat, napisałam książkę o mojej rodzinie uznaną przez Bazę Biblioteki Narodowej jako pamiętniki wojenne, biografię, a nawet literaturę piękną przez Biblionetkę.Opisdałam moje życie do 1963r. Ciąg dalszy będą pisać córki, gdy ja już odejdę. jestem pod wrażeniem Pani historii.

  • Jerzy


    Grudzień 7, 2017

    Pogratulować wytrwałości i pasji.. Wiem po sobie jaka radośc jest gdy odnajdujemy krewnych nie tylko w metrykach ale tych żyjących.. Podobną historię i to nie jedną sam miałem….!! 🙂

  • Joanna


    Grudzień 7, 2017

    Aż się popłakałam, niesamowita historia!