Historia użytkownika: Legendy rodzinne rozpalające wyobraźnię

Komentarze0

Autorem tej historii jest Bartosz Kozakiewicz (28 l.) genealogicznie związany z terenami dawnej ziemi nurskiej. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, obecnie właściciel agencji interaktywnej.

Od kiedy pamiętam fascynowała mnie historia – na początku starożytnego Egiptu oraz Rzymu, później bliższa sercu – historia Rzeczypospolitej. Jednakże genealogią mojej rodziny zająłem się dopiero w 2014 roku, gdy na pogrzebie babci otrzymałem od rodziny szkic drzewa genealogicznego, które na tamten moment liczyło około 30 osób. Od tego czasu w serwisie MyHeritage udało mi się rozbudować je do ponad 1750 osób. Okazało się, że są to w dużej części rodziny od pokoleń związane z ziemią nurską (jednostka terytorialna Księstwa Mazowieckiego oraz Korony Królestwa Polskiego), które osiedliły się na tych terenach na przełomie XIV i XV wieku.

Procesowi odnajdywania przodków towarzyszy chęć odkrycia ich historii, legend rodzinnych, czasami legend herbowych, bądź też poznanie kontekstu historycznego pojawienia się ich na danych terenach. Dzięki kolejnym informacjom możemy obudzić w sobie drzemiącą w nas od dziecka wyobraźnię i podążyć do czasów, w których nasi przodkowie żyli. Na przestrzeni ostatnich czterech lat udało mi się odnaleźć kilka niesamowitych ciekawostek rodzinnych, jednakże w dzisiejszym artykule skupię się tylko na jednej z nich.

W rodzinnym domu mojej babci Elżbiety Karpińskiej, z domu Klepackiej (1947-2014), krążyła opowieść o tatarskich przodkach, która w latach powojennych była często opowiadana przy piecu kaflowym. Wiarygodności tej rodzinnej legendzie nadawały orientalne cechy wyglądu, które jeszcze dało się zauważyć u starszych członków rodziny. Przełomem tej historii okazały się poczynione przeze mnie badania genealogiczne, dzięki którym dotarłem do mojego, pochodzącego z Podlasia, prapraprapradziadka – Mateusza Stankiewicza. Jego córka Franciszka wyszła za mojego praprapradziadka Józefa Klepackiego – tymczasowo urlopowanego żołnierza Armii Imperium Rosyjskiego, który pochodził ze szlacheckiego rodu Klepackich. Okazało się to być strzałem w dziesiątkę, gdyż w Rzeczypospolitej Obojga Narodów żyły dwie rodziny tatarskie o nazwisku Stankiewicz.

Ślub moich dziadków – Elżbiety Klepackiej z Janem Karpińskim

Zgodnie z informacjami podanymi w „Herbarzu rodzin tatarskich w Polsce”, który został opracowany przez Stanisława Dziadulewicza i ukazał się w Wilnie w 1929 roku, tatarskich Stankiewiczów można podzielić na dwa rody. Pierwszym rodem, który możemy znaleźć w herbarzu, są książęta (kniaziowie) Stankiewicze, którzy byli gałęzią potężnego rodu książąt kipczackich Jałoirów-Ałczanów. Byli oni potomkami władcy mongolskiego Batu-chana, który był wnukiem samego Czyngis-chana (Temudżyna). Ród ten pozostał przy wierze muzułmańskiej i prawdopodobnie w XVII wieku wyemigrował z Rzeczypospolitej. Od tego czasu w źródłach możemy znaleźć jedynie wzmianki o drugiej tatarskiej rodzinie Stankiewiczów, z której prawdopodobnie wywodzili się moi przodkowie.

Historia drugiej rodziny Stankiewiczów nie jest tak imponująca i nie łączy ich w prostej linii z Czyngis-chanem, ale jest równie ciekawa. Znajdziemy w niej również historię związaną z Temudżynem oraz wątek bitwy pod Grunwaldem. Zacznijmy jednak od przedstawienia początku całej historii.

Na przełomie XII i XIII wieku znany nam dobrze z kart historii Czyngis-chan dochodził do władzy podporządkowując sobie kolejne mongolskie plemiona. Wtedy też, jak podaje Stephen Pow w „The Last Campaign and Deadth of Jebe Noyan”, podczas jednej z bitew Chan został trafiony strzałą w szyję przez Zurgadaia. Po bitwie w obozie Temudżyna pojawił się Zurgadai i przyznał się do strzału. Powiedział wielkiemu wodzowi, że jeśli chce może z zemsty za to go zabić, ale jeśli go oszczędzi – zyska dzięki temu najlojalniejszego sługę. To szczere wyznanie zrobiło wielkie wrażenie na Temudżynie, który darował Zurgadaiowi życie i nadał mu nowe imię – Dżebe (Jebe), co w języku mongolskim znaczy „strzała”. Z perspektywy czasu możemy stwierdzić, że bardzo opłaciło się to Czyngis-chanowi, gdyż Dżebe został jednym z najznakomitszych dowódców jego wielkiej armii Imperium Mongolskiego. Co więcej, w zamian za pokonanie plemienia Najmanów otrzymał od Czyngis-chana tytuł Najman-bega, czyli księcia Najmanów.

Herb Bończa

Tę historię z rodziną Stankiewiczów łączy postać księcia Najman-bega – dowódcy chorągwi tatarskiej, który wziął udział w jednej z największych bitew średniowiecznej Europy, tj. bitwie pod Grunwaldem (w 1410 roku). Jego oddział był częścią pomocy wysłanej księciu Witoldowi przez Dżalal ad-Dina (późniejszego chana Złotej Ordy), który stał na jej czele. W tym starciu wojska tatarskie wraz z lekką jazdą litewską rozpoczęły walkę uderzając na artylerię oraz piechotę krzyżacką.

Najman-beg był najprawdopodobniej potomkiem wspomnianego wcześniej Dżebego (na co wskazuje jego tytuł księcia Najmanów). Jest on również protoplastą wielu polskich rodów tatarskich, w tym np. książąt (kniaziów) Oskiewiczów (pisanych również jako Okiewicz), których członek kniaź Stanko Oskiewicz dał początek tatarskiemu rodowi Stankiewiczów. Przeszli oni na katolicyzm i w XIX wieku członkowie tej rodziny wylegitymowali się przed deputacją wywodową mińską z herbem Bończa.

Czy zatem moim przodkiem w prostej linii był jeden z głównych dowódców Czyngis-chana – Dżebe? Tego prawdopodobnie nigdy nie potwierdzę w stu procentach, jednakże jest to historia niewątpliwie działająca na wyobraźnię, z której, jak z każdej opowieści, można wyciągnąć coś dla siebie. W tym przypadku – że szczerość popłaca.

W kolejnym artykule przedstawię Państwu historię innej gałęzi mojej rodziny – rodu Zarembów herbu Zaremba i ich domniemanych koligacji rodzinnych z legendarnym Ragnarem Lothbrokiem.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony