Spróbuj kogoś uszczęśliwić: O tradycji

Komentarze

Schelly Talalay Dardashti jest amerykańskim doradcą Genealogii dla MyHeritage.

W ostatnim roku przepełnionym konferencjami i podróżami, przypomniałam sobie że nawiązywanie znajomości, zadawanie pytań i mówienie o tradycji może nam dać wiele wskazówek dotyczących historii rodziny.

Lubię myśleć o genealogii, jako o długim korytarzu, przepełnionym pokojami z każdej strony. Niektóre drzwi otwierają się chętnie, oferując wiele informacji. Inne drzwi nie mogą zostać natychmiast otwarte i mamy nadzieję, że w końcu znajdziemy klucze do tych zamków. Jednak, zawsze będzie to dla nas przygodą, a być może po drodze uda nam się wyciągnąć wnioski, i nauczyć się czegoś.

Po ponownym nawiązaniu kontaktu z pewną osobą, którą poznałam w Kalifornii, a która teraz przebywała w New Jersey, zdałam sobie sprawę, że rodzina jej męża jest powiązana z pewną społecznością, która zamieszkuje obecnie przedmieścia większego miasta, w tym wschodnim stanie. Moja własna rodzina posiada powiązanie z tą grupą ludzi (rodziną).

Siostra mojej prababki i jej mąż osiedlili się w tym małym miasteczku wkrótce po przyjeździe w 1905 roku, natomiast moja prababka i jej rodzina zamieszkali w pobliskim wielkomiejskim Newark.

Zaryzykowałam i spytałam, czy mąż kobiety, której rodzina mieszkała tam od początku XX wieku, prawdopodobnie znał moich krewnych. To było bardzo ekscytujące, gdy dowiedziałem się, że siostra mojej prababki była opiekunką jej teraz już męża.

Nigdy nie spotkałam siostry mojej prababki, ale znałam jej syna i jego żonę. Dowiedziałam się od męża, że ​​oboje zmarli w ostatnich latach, ale mam nadzieję, że uda mi się spotkać z ich córką.

Ludzie mówią mi, że jestem jedną z tych osób, która porozmawiałaby nawet z latarnią, jeśli ta mogłaby dostarczyć informacji rodzinnych. Myślę, że to tylko kwestia empatii i autentycznego zainteresowania ludźmi.

Kiedy pracowałem jako dziennikarz, zawsze starałam się wykorzystywać pytania dotyczące historii rodziny, kiedy przydzielono mi wywiad. Pytałam, pomimo częstych przypomnień redaktora, że ​​”nie wszystko dotyczy historii rodziny”.

Nie zgadzałam się i nadal uważam, że była to ważna sposobność na połączenie się z kimś na tym poziomie.

Wszyscy zawsze chcą rozmawiać o swojej rodzinie, niezależnie czy posiadają więcej, czy mniej informacji. Rozmowy z wieloma osobami pozwoliły mi odkryć sporo interesujących powiązań.

Poza historią opisaną powyżej, często nawiązywałam do tematu historii rodzinnej ogólnie. “Oh, wiem wszystko o naszej rodzinie,” często słyszałam.

Jestem pewna, że szczerze myślała, że ​​wie wszystko o historii rodziny. Jednak jako genealog, założyłam oczywiście, że można odkryć znacznie więcej.

Po zapoznaniu się z nazwiskami i miastami oraz przejrzeniem niezbyt obszernych zasobów internetowych, zgromadziłam 22-stronicowy dokument z wieloma szczegółami na temat obu stron jej rodziny.

Tylko jeden przykład: odkryłam historię przybycia prababki jej męża do Filadelfii, który miał dołączyć do jej syna (dziadka męża). Ku zaskoczeniu nie wiedziała, że ​​rodzina kiedykolwiek tam mieszkała, więc to była niespodzianka! Były też zapisy dotyczące przylotów ze szczegółami, Spisy Ludności i wiele innych!

Dla jej rodziny odkryłam obszerne fragmenty informacji w polskich aktach – narodziny, śmierć, zapisy małżeństw – które z pewnością dodały wiele wartości do ​​historii ich rodziny.

Było to dla mnie doskonałym ćwiczeniem. Nie było to trudne, i sprawiło że spowodowałam wiele uśmiechów na twarzach wielu osób.

Do tamtej pory badania objęły wyłącznie wycinanie i wklejanie poszczególnych informacji do dokumentu w Wordzie; przez cały czas miałam na biurku gdzieś przed sobą imiona poszczególnych osób z rodziny, w celu porównania, przeglądając inne zasoby.

Oczywiście pomógł fakt, iż nie były to nazwiska pospolite.

Dla kobiety, moje polskie badania wykazały, że rodzina jej ojca i matki mieszkała w tych samych miastach mniej więcej w tym samym czasie przez lata, co zwiększyło prawdopodobieństwo, że oboje spotkali się, i ewentualnie pobrali.

Dodatkowo okazało się, że rodzina męża pochodzi z miejsca, które nie leży tak daleko od miasta mojego pradziadka na Białorusi.

Gdybym kontynuowała te badania, czy nie okazałoby się interesującym jeśli znalazłabym powiązanie tych dwóch rodzin?

Morał z tej historii: Spróbuj kogoś uszczęśliwić. Pomóż komuś rozpocząć badania. Wykorzystaj dotychczasową wiedzę, aby pomóc im w nauce własnej historii rodzinnej. Zapewne “po drodze” ulepszysz własne umiejętności i zdolności badawcze, jednocześnie zachęcając innych do podjęcia wyzwania.

Czy pomogłeś komuś w tak losowy sposób? Czekam z niecierpliwością na twoje doświadczenia.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony