Historia użytkownika: Historia starej fotografii

Komentarze

Autorem historii mojej rodziny i tego zdjęcia, oczywiście jest Życie. Ale opisałam to zdarzenie – ja, Anna Cybulska, mam 61 lat. Wychowała mnie babcia, która była moją Bohaterką przez całe życie! W wieku 29 lat została wdową „wroga narodu” z czwórką córeczek (11,9, 5 lat i 7 miesięczna). To ona opowiadała o Bogu, o swojej pięknej Ojczyźnie – Polsce. Uczyła czytać i pisać po polsku. Stąd i niesamowite uczulenie na wszystko co dotyczy Polski, kultury i obyczajów. Wychowałam i swoje dziecko w miłości do Polski.

Córka ukończyła Uniwersytet Wrocławski. Od 2011 roku mieszkamy na stale we Wrocławiu. Od tego czasu zajmuje się „drzewem rodziny” Przez internet w archiwum odnajduję dokumenty. Na co dzień pracuje w firmie.

„Wielokrotnie będąc w Warszawie i idąc ulicą Marszałkowską, podświadomie odczuwałam, że jest tu ktoś bliski. Wielokrotnie moja kochana babciunia Maria wspominała, że kiedyś mieszkała przy ul.Marszałkowskiej i martwiła się, że nie ma żadnych wiadomości od rodziny, która pozostała w Polsce. Na Ukrainie w Kijowie nasza rodzina była liczna – około 60 osób. Ale to było, jak się okazało, tylko jedna z trzech odgałęzień rodziny Jałojdów.

W tym odległym 1910 r. na fotografii jest  prababcia Zofia Osowska (z domu Jałojda), młoda żona wojskowego armii carskiej Adolfa Osowskiego. Są tu też i rodzice Zofii – Antoni i Antonina Jałojdowie. Ojciec  Antoni Jałojda był sierotą i został oddany do wojska zamiast syna szlachcica.

Odbywał służbę 25 lat. Gdy poszedł do rezerwy, nie miał domu i nie miał majątku, chociaż tyle lat oddał wojsku.

Oświadczył się Antoninie, nie bacząc, że był od niej starszy prawie na 20 lat. Został przyjęty. Dla dwóch starszych braci Antoniny ten mariaż był wygodny, bowiem wydali ją bez posagu.

W rodzinie Jałojdów urodziła się trój­ ka dzieci – Zofia, Józef, i Janina. Prababcia Zofia opowiadała, że urodziła się w Kaliszu. Gdzie mieszkała rodzina przed 1910 r. – niewiadomo. Zofia Jałojda już w 1907 r. była żoną wojskowego i urodziła pierwszą córkę Marię. Wówczas rodzina mieszkała w Warszawie przy ul.Marszałkowskiej.

Prababcia Zofia wspominała, że miała innego adoratora. I pradziadek był zaręczony z inną panną. Los jednak tak chciał, aby się spotkali i już po pierwszym spotkaniu Adolf Osowski oświadczył się Zofii Jałoj­dzie. Porzucona narzeczona rzuca klątwę – aby podczas ślubu zgasły im świece. Tak też się stało! Ta klątwa i wydarzenie zaciążyło na ich całym życiu.

W 1914 r. rodzinę Osowskich wysyłają do Rosji do Kostromy. Prawdopodobnie, gdy rozstawali się z córką i siostrą w rodzinie Jałojdów, nie przypuszczali, że to na zawsze.

Babcia Maria zapamiętała, jak w czasie zimy, podczas trzaskających mrozów całą rodziną przeprawiali się przez zamarzniętą Wołgę. Ojciec w otoczeniu żołnierzy, mama i ona, maleńkie – Maria (7 lat) i Aniela (4 lata) na furmankach. O życiu w Kostromie dlaczegoś nikt nie opowiadał, dziwnie wszystko wytarło się z pamięci. Gdy nadszedł krwawy 1917 r., żołnierze z szacunku do swego dowódcy Adolfa Osowskiego zaproponowali samemu zdjąć „pagony, aby jakieś licho je nie zdarło”Rodzina wówczas była już wielodzietna. Urodziły się jeszcze córki : Anna (zmarła do roku), Janina, Jadwiga, Feliksa i Elza.

Czy za daleko było docierać do Pol­ski, czy też z innych powodów, ale rodzina nie wróciła do Ojczyzny. Zdecydowała się przeczekać” trudne czasy na Ukrainie. Tam, w gubernii Żytomierskiej, Na Wołyce mieszkała rodzina i prawdopodobnie rodzi­ ce Adolfa. Zadomowili się we wsi Wczo­rajsze, przeżyli tam wszelkie trudy po rewolucji, wojny domowej, głód 1933–1936 lat. Dzieci wyrosły. Starsza Maria swój los znalazła w kole przyjaciół rodziny. Poznała Janka Jakubowskiego, często przychodził , odwiedzał ojca. Janek był o 11 lat starszy, podbił serce Marii tym, że sam wychowywał i opiekował się siostrami i bratem. Rodzice dawno umarli. Maria rozumiała, że jeśli Janek nie oddał dzieciaków nikomu, to i dla ich dzieci będzie dobrym ojcem. Szczęśliwi, kochający się, cieszyli się swymi czterema córeczkami: Haliną, Wilhelminą, Ireną i szczególnie maleńką Ritą, która urodziła się na wiosnę 1937 r.

Szczęście nie trwało długo – we wrześniu 1939 r. nocą ze swych rodzin zostali zabrani Adolf Osowski i Janek Jakubowski. Adolfa Osowskiego sparaliżowanego (skutek ran wojny domowej) wyniesiono na skonstruowanych na prędze noszach. By­ ła to akcja wyniszczania Polaków na Ukrainie. Wyrok brzmiał – „10 lat bez prawa korespondencji”. Nikt wówczas nie przy­ puszczał, że był to wyrok równorzędny rozstrzelaniu. I już w listopadzie 1937 r. nie żył mój pradziadek i dziadek. A żony wciąż jeździły do Berdyczowa i przekazywały jedzenie i odzież, bowiem nadchodziła zima.

W tym sedno matriarchatu w naszej rodzinie. Zostały bez mężów moja prababcia z 5 córkami i babcia z czterema – 11, 9, 6 i siedmiomiesięczna. Bez prawa do pracy, bez prawa na otrzymanie chleba jako żony „wrogów narodu”. Mimo to jakoś przeżyły, przetrwały. Całe swe życie czekały i łudziły się nadzieją, że oni wrócą, że uśmiechnie się szczęście i wyschną łzy w ich oczach. Cud się jednak nie zdarzył. Nie wyrzekły się swych mężów, nie wyrzekły się narodowości, wiary. Te kochane nasze kobiety potrafiły przekazać to, co najważniejsze w życiu – miłość, wiarę, i nadzieję swym dzieciom, wnukom i prawnukom.

Właśnie dzięki Nim znam historię naszej rodziny. Każda stronica tej historii – to kropla krwi ich życia. Każdy naród przeżył swój Holokaust. Dla Polaków Ukrainy – to represje 1937 r. Historię swej rodziny będę przekazywać swoim wnukom i prawnukom, jeśli pozwoli mi na to Bóg.

Po to, aby historia naszej rodzina nie pozostała wyłącznie w opowieści, razem z córką Anastazją pobudowałyśmy nasze drzewo genealogiczne. Doliczyły­ my się 178 osób. Zebrałyśmy fotografie i dokumenty, które cudem ocalały przez te wszystkie lata.

W polskiej wersji „nasza klasa” pewnego zimowego wieczoru odchodzącego 2009 r. Anastazja spróbowała odnaleźć nazwisko Jałojda. Nie liczyłyśmy na powodzenie. Zaskoczeniem było ukazanie się fotografii z podpisem Urszula Jałojda. Nie wierząc własnym oczom, ale z przeczuciem czegoś nadzwyczajnego, napisałam krótki liścik, w którym prosiłam panią Urszulę o wiadomość o starszym pokoleniu i czy ktoś z rodziny nie wyjechał do Rosji w 1914 r.

Tego samego wieczora otrzymałyśmy odpowiedź, że pani Urszula nosi nazwisko Jałojda po swym byłym Mężu. Ze wspomnień rodziny męża, jak przypomina sobie, wynikało, że część rodziny dawno wyjechała do Rosji, ktoś był wojskowym.Nie jestem w stanie przekazać tego, co czułam w ten moment, gdy otrzymałam tę wiadomość.

Moja Anastazja, jako jaskrawy przedstawiciel młodzieńczego maksymalizmu wciąż powtarzała, że za wcześnie na radość. Dopiero wówczas, gdy wszystko się sprawdzi, wówczas ona uwierzy, że to nasza rodzina.

A ja już nie wątpiłam. Wprost nie mogłam się doczekać kolejnego listu z Pol­ ski. Poprosiłam panią Urszulę dowiedzieć się więcej o rodzinie męża. Otrzymałam adres jego siostry. I oto mój pierwszy list do pani Ewy, której dziadek nazywa się Wiktor Jałojda. Pani Ewa posiada fotografię, która wisi na ścianie w mieszkaniu dziadka. Na fotografii z 1910 r. duża rodzina, gdzie na rękach mamy siedzi roczny jej dziadek – Wiktor Jałojda.

Piszę, a łzy spływają mi po policz­kach. Jestem już pewna, że stał się CUD, o którym marzyły moje kochane Zofia i Maria. Napisałam, że nie wątpię w naszą więź rodzinną i jeśli Ewa nie ma nic przeciwko temu, może nazywać mnie siostrą. Do listu dołączyłam fotografię.

Od lewej strony stoją: Daria Sobolewska, córka Michała; Adolf Osowski, syn Pawła (mój pradziadek); Janina Bilecka (Bielecka), córka Antoniego (z domu Jałojda) – poszukujemy jej rodziny w Polsce; Antoni Jałojda – mój prapradziadek; Józef Jałojda syn Antoniego – to jego potomków odnaleziono po 100 latach!; Anna Sobolewska, córka Michała.

Siedzą od lewa: Zofja Osowska, córka Antoniego (z domu Jałojda) – moja prababcia, na rękach siedzi Aniela Osowska, córka Adolfa; Antonina Jałojda, moja praprababcia; dziecko u jej nóg – Maria Osowska, córka Adolfa – moja najukochańsza Babciunia; Maria Osowska ­Sobolewska (z domu Jakowicka) – moja praprababcia; dziecko u jej nóg Kazimiera Jałojda, córka Józefa; Anna Jałojda, żona Józefa Jałojdy; na ręku trzyma Wiktora Jałojdę, syna Józefa – to jego wnuków znaleźliśmy po 100 latach!

Przyszła odpowiedź. Płaczemy wszystkie razem. Ewa pisze, że kiedy otworzyła list i zobaczyła fotografię taką samą, jak ta, co wisi u dziadka na ścianie, wstrząsnął nią dreszcz.

Tyle lat nie wiedzieli o naszym istnieniu. Dziadek Wiktor był jeszcze mały, gdy z Warszawy wyjechała część rodziny. Jego ojciec zmarł, gdy miał 5–6 lat. Mama o rodzinie męża praktycznie niczego nie wiedziała. I czas na wspomnienia był nieodpowiedni. W pamięci dziadka zachowała się wzmianka o tym, że ojciec wspominał siostry, które wyjechały do Rosji.

Odnaleziona przez nas rodzina nie przypuszczała, że tak liczną rodzinę mają na Ukrainie, w Kijowie.  Za wszystko, co się stało, dziękuję Bogu. To tak wspaniale, gdy część naszej dużej rodziny odnaleziona dzięki starej, zabytkowej fotografii, przechowywanej i przekazywanej z pokolenia na pokolenie w ciągu 100 lat.”

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony