Historia rodzinna: Genealogia kiedyś, dziś, i jutro

Komentarze

Ta historia rodzinna została napisana przez młodego genealoga Michała Kondrackiego (34 l.). Pan Michał rozpoczął poszukiwania genealogiczne w wieku 20 lat. To już druga historia rodzinna Pana Michała na naszym blogu. Od małego dziecka interesował się historią. Na Wszystkich Świętych zawsze z rodzicami odwiedzał groby zmarłych przodków – Chciałem więcej się dowiedzieć o osobach na których zapalałem znicze – powiedział Pan Michał. 

Publikacja mojej historii rodzinnej nie przeszła niezauważona. Wielu znajomych zaciekawiła krótka historia mojej rodziny. Wielu z nich pytało jak zacząć. Sami by chcieli wiedzieć coś o swoich bliskich ale przeraża ich myśl szukania aktów po archiwach. Te pytania skłoniły mnie do tego by napisać jak drzewo genealogiczne robiło się jeszcze 14  lat temu, jak robi się je dziś i w końcu jakie możliwości daje nam jutro. Czyli coraz bardziej popularna genealogia genetyczna. Pisząc ten artykuł będę raczej skupiał się jak zacząć? Co jest ważne? Gdzie są pułapki? I jakie rozwiązania daje nam technika i nauka. Natomiast zacznijmy od tego jak wyglądało to kiedyś i ile pracy było trzeba w to włożyć.

Tak jak pisałem w poprzednim artykule moja motywacją było dowiedzenie się czegoś więcej o osobach na których grobach zapalałem znicze wraz z moimi rodzicami jako dziecko. W wieku 20 lat wprowadziłem w życie swój plan. Zacząłem oczywiście od lektury. Kupiłem podręcznik genealoga i zacząłem go studiować. Zapoznałem się również z podręcznikiem nauk pomocniczych historii. Z rozdziałem „Genealogia”. Po nabraniu wiedzy w jaki sposób należy takie drzewo wykonać przystąpiłem do dzieła. Dowiedziałem się że jestem probantem i każdy mój przodek po rozrysowaniu na papierze drzewa ma swój numer. Nawet jeżeli nie mamy żadnych danych na jego temat. Następnie do każdego numeru tworzyłem fiszkę. Na fiszce umieszczałem wszystkie dane zebrane o przodkach. No dobrze ale skąd wziąć te informacje? Od czego zacząć? Polecił bym zacząć od najstarszych żyjących członków rodziny. Babcie, dziadkowie itp. Najzwyczajniej w świecie zapytać czy oni pamiętają swoich dziadków. Wypytać czym zajmowali się ich rodzice. Jak spędzali dzieciństwo? Gdzie mieszkali? Niby banał ale to już coś. I bardzo ważna rzecz. Nie należy ufać swojej pamięci. Trzeba robić notatki, a najlepiej nagrać rozmowę na telefon. Teraz o tym nie myślicie ale pomyślcie w ten sposób, że za 100 lat wasz potomek będzie mógł usłyszeć tą historię i wasze głosy.

Dziś Wam to zwykła codzienność dla niego może być perełką. Po zebraniu informacji od wszystkich żyjących. Udajemy się do tych którzy odeszli. Pomniki na cmentarzu są źródłem informacji. Możemy odczytać z nich daty urodzenia i śmierci. I co ważniejsze wiedząc na jakim cmentarzu spoczywają szczątki naszych przodków wiemy do jakiej parafii się udać w celu odszukania akt metrykalnych. Mamy trzy podstawowe akty: urodzenia, ślubów i zgonów. Najmniej wiarygodne pod względem genealogicznym są akty zgonu i trzeba o tym pamiętać. Dlaczego? Najczęściej o śmierci informował ktoś z sąsiadów. Rzadko robiła to rodzina. Przez co mogli popełnić błąd co do imienia ojca zmarłego czy nazwiska panieńskiego matki. I tu posłużę się przykładem w jednej z moich gałęzi w akcie zgonu było imię ojca Maciej. Mi udało się odnaleźć jak na razie akt urodzenia ów przodka, który w akcie urodzenia miał napisane ojciec nieznany. I nie mogę jednoznacznie stwierdzić czy jego ojciec miał tak na imię ba nawet nie mam jego nazwiska. Tu może pomóc akt ślubu, ale go jeszcze nie odnalazłem. Podaje ten przykład żeby uzmysłowić, że zyskujemy większą pewność przy całościowym zbadaniu metryk danej osoby. Kolejna przeszkodą zniechęcająca do poszukiwań jest język w którym sporządzany był akt. W moim przypadku był to język rosyjski.

Po powstaniu styczniowym 1864 zwiększyły się represje, a w związku z tym wprowadzono zapis metryk w języku rosyjskim. Na pocieszenie mniej więcej od 1810 do 1868 roku mamy metryki w języku polskim (zabór rosyjski). Wcześniejsze metryki są po łacinie. I niestety są ubogie w informacje metrykalne. Ale nie ma czym się martwić. Na chwilę obecną jest bardzo wiele grup na Facebooku czy stron dedykowanych genealogii gdzie pasjonaci pomagają nam w odczytaniu takiego aktu. Wspomnę tu przy okazji o stowarzyszeniu pod nazwą Jaminski Zespół Indeksacyjny gdzie ludzie z tą pasją stworzyli projekt mający na celu indeksację metryk z parafii otaczających Augustów. A więc bliskich mojemu sercu, bo z tych okolic pochodzi rodzina mojego taty. Tak więc dziś mamy komfort, że możemy w domu przed komputerem za pomocą wyszukiwarki możemy szukać interesujących nas krewnych.

Przy okazji wspomnę o możliwości dotowania tego stowarzyszenia lub pomocy przy indeksowaniu zbiorów. Jest to czasochłonne i nie zawsze znajdzie się na to czas bo sam indeksowałem księgę urodzeń z parafii w Augustowie z lat 1860-1863 i udało mi się naprawdę tylko zindeksować rok 1860. Nie chodziło o brak chęci ale czasu na połączenie wszystkich pasji. Możemy również korzystać bazy danych Mormonów. Posiadają oni gigantyczne zbiory mikrofilmów ksiąg metrykalnych z całego świat. „Kościół głosi możliwość zbawienia wszystkich ochrzczonych, niezależnie od tego, czy należeli kiedykolwiek do ich wspólnoty. Aby pomóc w zbawieniu, gromadzone są kopie wszelkich zapisów i rejestrów o urodzeniach i śmierci mieszkańców całej Ziemi. Gromadzone dane są wykorzystywane przez członków Kościoła przy dokonywaniu obrzędów za zmarłych, które muszą być dokonane za konkretne osoby. Zgromadzone dane archiwalne są udostępniane jednak nie tylko członkom wspólnoty, lecz wszystkim osobom zainteresowanym badaniami genealogicznymi . Stąd mamy możliwość przeglądania archiwaliów rejestrując się na stronie Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.

Wiele informacji znajdziemy również na stornie https://genealodzy.pl .  Po rejestracji mamy dostęp do wszelkich informacji genealogicznych. Poradników, wyszukiwarek i forum. Tak więc polecam tam zajrzeć. 

Dobrze przedstawiłem tu podstawy z czasem zyskacie doświadczenie i będziecie się w tym odnajdywać. Jak obiecałem dodaj trochę historii rodzinnej. Robiąc drzewo jak najdalej chciałem znaleźć przodków po mieczu czyli po nazwisku. I tu długi czas stałem w miejscu na moim prapradziadku Janie. Wiedziałem tylko tyle że zmarł w 1920 roku, a jego grób znajduje się w Augustowie. Spoczywał tam wraz z żoną Pauliną.  Akta metrykalne z parafii w Augustowie spłonęły, a w Urzędzie Stanu Cywilnego odsyłali mnie z kwitkiem twierdząc że nie mają takiego aktu zgonu. Myślałem, że nigdy się nie dowiem niczego więcej bo w sumie nie wiedziałem gdzie szukać. I tu po latach natknąłem się na stronę wcześniej wspomnianego Jaminskiego Zespołu Indeksacyjnego. I bach pełen sukces odnalazłem tam akt ślubu moich przodków i poszukiwania ruszyły pełną parą. Dziś ich wywód mam do XVIII wieku. I zrobiłem to znacznie szybciej niż się tego spodziewałem. Bo przed ekranem komputera Czasem z nostalgią wspominam  wcześniejsze poszukiwania gdzie spędziłem godziny w archiwum Arcydiecezjalnym. Dziś tak naprawdę zajmuję to chwilę. Nie mniej jednak cieszę się, że spędziłem tam te godziny bo to świetne wspomnienie. Przed komputerem nie czujemy zapachu ksiąg, jak i nie ma tego klimatu. No ale zdecydowanie jest łatwiej. Pamiętajcie tu, że nie wszystko jest zindeksowane. Tak więc jak nie ma tych rekordów nie znaczy, że temat jest stracony bo prace wciąż trwają.

No dobrze. Moje pierwsze drzewo rozrysowałem na olbrzymim arkuszu papieru i mam je do dziś. Natomiast dużo bardziej praktyczne jest zrobienie go na  witrynie internetowej. Ja wybrałem MyHeritage. Dlaczego? Dużym plusem jest to, że jest w niej wielu użytkowniku z całego świata. Co za tym idzie większa baza danych. Dodatkowo w opcji premium mamy dodatkowe rekordy. Możemy dowiedzieć się z nich wielu interesujących rzeczy. Na przykład  dowiedziałem się, że mój prapradziadek Franciszek przybył do Nowego Yorku 2 kwietnia 1894 na statku Roland z portu w Bremen. Skoro jestem przy Franciszku to zamieszczam w formie ciekawostki akt urodzenia i akt chrztu z USA. Proszę zwrócić uwagę na zapis imienia i nazwiska w obu aktach. Dodam, iż Prawidłowy zapis powinien być Franciszek Sićko. To też ważna wskazówka. Nie możemy zakładać tego, że w metrykach nazwisko będzie pisane w takiej formie jak dziś je znamy. Dotyczy to zapisów po angielsku czy rosyjsku.

Mamy też dostęp do przeszukiwania baz danych głownie USA typu gazety, spisy ludności itp. Jednak najbardziej pomocną funkcją jest SmartMatches. System automatycznie wyszykuje podobieństwa w naszym drzewie genealogicznym i informuję nas o możliwym podobieństwie. Musimy sami zweryfikować czy to ta sama osoba. Jeżeli tak, mamy opcje dodania faktów i krewnych tej osoby, o których na przykład nie mieliśmy pojęcia. Oprócz tego, że szukamy przodków to mamy niesamowitą możliwość poznania  naszych dalekich krewnych. Ja dzięki tworzeniu drzewa poznałem Serg’a z Francji, Patrycje i Stevena z USA, czy Justynę i Katarzynę z Polski. Dostajemy tu więc możliwość poznania osób o których nie mieliśmy pojęcia. Tak jak pisałem wyżej jest wiele grup na FB. Kilka tygodni temu dołączyłem do grupy Genealogia Podlaska. Znalazłem tam post Joanny w którym wymienione były nazwiska i miejscowości o których zbiera lub ma informacje. Wiele z nich pokrywało się z moim drzewem. Postanowiłem się odezwać. Nawiązaliśmy kontakt. Na chwilę obecną jeszcze nie udało się nam wykazać pokrewieństwa bo jest one prawdopodobnie w czasach poza metrykalnych, ale jej świetna praca którą wykonała doprowadziła mnie to ciekawego odkrycia. Joanna na czynniki pierwsze rozpracowała rodziny Gniedziejków z okolic Suchowoli. Jak się okazało moich przodków. Tak więc dzięki jej ciężkiej pracy udało mi się rozbudować linie, którą potraktowałem po macoszemu. A jest o tyle ciekawa, że wykazała, że jestem spokrewniony z błogosławionym Ks. Jerzym Popiełuszko. Mieliśmy wspólnego przodka w XIX wieku. Jak widzicie nawet nie jesteśmy w pełni świadomi jakie ciekawe rzeczy mogą nas spotkać. Nie zawsze sami musimy je odkryć. Wszystko zależy od nas i tego, aby zacząć. Nawet nie wiemy jak przygodą z genealogią może się skończyć.   

Genealogia przyszłości.

Nową formą genealogii niezwykle popularną teraz w USA jest genealogia genetyczna. Jak wiadomo Amerykanie to zlepek całego świata. Większość z nich jest tam od kilku kilkunastu pokoleń. I tak naprawdę nie wiedzą do końca skąd pochodzą. Ja sam jestem w przededniu wykonania badań DNA w celu jeszcze większej szansy na znalezienie przodków. Mamy kilka rodzajów badań. YDNA, mtDNA i DNA autosomalne. Czym się charakteryzują. YDNA mogą wykonać jedynie mężczyźni gdyż posiadają chromosom Y. Na podstawie mutacji chromosomu Y możemy odnaleźć pokrewieństwo w czasach poza metrykalnych. I jest to linia po mieczu (po nazwisku- dziedziczona tylko z ojca na syna)  Ciekawostka jest to, że badanie genetyczne udowodniły, że wszyscy mężczyźni na ziemi pochodzą od jednego mężczyzny Y-chromosomalny Adam.

Natomiast mtDNA mogą wykonać jedynie kobiety. Mitochondrium jest przekazywane z matki na córkę. Tu niestety Panie nie mają jednej wspólnej „matki” od której pochodzą. I w końcu mamy badania autosomalne, które bada wszystkie linie czyli pokrewieństwo. Niestety przy tym badaniu wskazuje realne pokrewieństwo do 6 pokoleń. Ma to związek z tym, że w każdym pokoleniu mamy 2 razy więcej przodków, a od każdego z nich mamy odziedziczone geny. Dlatego rada jeżeli chcemy wykonać testy autosomalne, nie róbmy ich na sobie a najstarszej osobie żyjącej w naszej rodzinie. Jeżeli będzie to babcia, dziadek to z automaty zyskujemy dwa pokolenia.

Dlaczego chcę wykonać te testy. Jak wcześniej wspomniałem jedną z przeszkód w szukaniu przodków są metryki w obcym języku. I tu znów mogę się posłużyć własnym przykładem. We wcześniejszym artykule pisałem o moim pradziadku zamordowanym w obozie koncentracyjnym. Z racji tego, że moja babcia miała wtedy 4 lata nie mogła go pamiętać, a tym bardziej jego ojca. I tu właśnie urywa się mój trop. Niestety metryki z parafii Sztabin z lat 1895-1900 nie dotrwały do naszych czasów. A wówczas urodził się mój pradziadek Mieczysław.  A z tego aktu potrzebuję informacji o nazwisku panieńskim jego matki. Dlaczego? W akcie ślubu Mieczysława (mojego pradziadka) w języku polskim napisane jest iż ojcem był Antoni Brzoznowski, a matką Teofila z domu Grześ. Wiem, że urodził się w Hucie. Udało mi się odnaleźć akty chrztu z Huty dzieci Antoniego i Teofilii (prawdopodobnie rodzeństwa mojego pradziadka). Problem polega na tym, iż osoby indeksujące metryki panieńskie nazwisko Teofili odczytuje jako Przesiak. To dlaczego ja doszukuje się podobieństwa pomiędzy Grześ, a Przesiak. W metrykach panieńskie nazwisko pisano z jakiego domu pochodzi więc nie jest ono w mianowniku. Po polsku zapisalibyśmy z Grzesiów lub z Grzesiaków. Już można zauważyć, że Przesiak zapisane było jako z Przesiów lub z Przesiaków. Różnią się tak naprawdę jedną literą.

Ci z Was, którzy znają cyrylicę wiedzą, że litera P i G, różni się jedynie jedną dostawioną kreską. Stąd nie mogę wykluczyć ani potwierdzić czy to moi przodkowie czy nie. A jest to wyłącznie kwestia jednej kreski w literze. Mogę posłużyć się też logiką. Bo ile mogło być małżeństw w niewielkiej wsi pod Sztabinem o takich samych imionach i nazwiskach. Mających dzieci przed i po dacie narodzin mojego pradziadka. Następną poszlaką jest to, że analizując występowanie Grześów w parafii Krasnybór wynika jednoznacznie, że takie nazwisko nie występuje przez ponad 100 lat. Skąd wiem gdzie mam szukać? A no stąd, że udało mi się odnaleźć akt zgonu Teofili z domu Grześ w księgach metrykalnych. Niestety w akcie zgonu nie ma imion rodziców. Natomiast był wiek i miejscowość urodzenia. To natomiast dało wzmocnienie teorii o tym iż zapisano ją wcześniej jako Teofilię Przesiak. Dlaczego? W akcie zgonu z 1930 roku mamy informację iż zmarła w wieku 70 lat, a urodziła się w Karolinach. Urodziła się więc koło 1860 roku. Natomiast z aktu małżeństwa Teofiili Przesiak wynika, że urodziła się  w Karolinach w 1860 roku. Zbyt dużo zbiegów okoliczności. No ale to nie koniec. Pomyślałem sobie, że może USC był bardziej skrupulatny i urzędnicy odnaleźli akt urodzenia lub ustalili imiona rodziców zmarłej.

Zdjęcie z aktu ślubu Teofili P(G)rzsiak
Zdjęcie z aktu chrztu Piotra Brzoznowskiego

Wysłałem więc prośbę o przesłanie zupełnego odpisu aktu zgonu na podstawie danych z ksiąg metrykalnych. Polecam założyć profil zaufany poprzez konto w banku aby można wszelkie sprawy urzędowe załatwiać przez internet. Skraca to czas poszukiwań i na pewno koszty. Czekam…   Ale dopóki tego nie potwierdzę zakładam, że to inna rodzina. Kolejnym argumentem jest to, że udało mi się odnaleźć w zbiorze Mormonów akt ślubu Piotra Brzoznowskiego (prawdopodobnie brat mojego pradziadka) z 1913 z USA gdzie osoba sporządzająca akt fonetycznie próbowała zapisać nazwisko panieńskie matki młodego w języku angielskim. Na początku jest litera G, a osoba tłumacząca zapisała „…Ophila Gezos”

Zdjęcie z aktu ślubu Piotra Brzoznowskiego, https://www.familysearch.org/ark:/61903/1:1:FCF9-MP7

Nie mniej jednak nie mam 100% pewności. I w takim przypadku mogą pomóc badania DNA. Muszę tylko wykonać badania DNA na sobie i ustalić, i odnaleźć żyjących potomków tychże Przesiaków.  Kto wie? Nie raz już poszukiwania genealogiczne pokazały, że potrafią zaskoczyć. Dlatego zachęcam do tego, aby zrobić drzewo genealogiczne swojej rodziny. Postaram się do Was wrócić po tym jak wykonam badania DNA. Mam nadzieję, że dostarczy ono wielu nowych ciekawych informacji i potwierdzi moje przypuszczenia.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony