Historia użytkownika: Drugie imię męskich potomków w mojej rodzinie

Komentarze2

Ta historia rodzinna została napisana przez Pana Mirosława Kazimierza Binkowskiego. „Mam 65 lat , mieszkam w Toruniu i od 2004 roku jestem emerytowanym nauczycielem. Do przejścia na emeryturę przez 26 lat pracowałem w wiejskiej szkole, najpierw jako rusycysta, a potem – pedagog szkolny. Pracując w szkole, od 1991 roku zacząłem dorabiać do skromnej nauczycielskiej pensji jak o zarządca nieruchomości i ten drugi mój zawód wykonuję do dziś. Zanim po studiach założyłem rodzinę i osiadłem na stałe w Toruniu, mieszkałem na Pałukach, w Żninie. Do dziś ogromnym sentymentem darzę moje rodzinne strony, a w szczególności powszechnie używaną tam w czasach mojego dzieciństwa  gwarę. Od 1996 roku zajmuję się jej propagowaniem, aby zachować pamięć o pałuckiej gwarze dla kolejnych pokoleń Pałuczan. Publikuję wiersze, piosenki i felietony w gwarze, prowadzę wykłady, prelekcje i warsztaty propagujące dawną mowę Pałuczan, a moim największym osiągnięciem w tym zakresie jest wydany w 2009 roku i bardzo popularny w moich rodzinnych stronach „Mój słownik gwary pałuckiej”, zawierający ponad 2,5 tysiąca słów i zwrotów pałuckich w tłumaczeniu na język polski.

W swej literackiej działalności podpisuję się dwojgiem swoich imion i nazwiskiem, z tym że drugiemu imieniu, Kazimierz, nadaję w tym przypadku pałuckie jego brzmienie, „Kaźmiyrz”. Do zajęcia się rodzinną genealogią zmobilizowały mnie narodziny, w 2007 roku, mojej pierwszej wnuczki Mai. Uznałem, że winien jestem przekazać moim wnukom wiedzę o ich przodkach. Pomocnym w tym względzie stał się portal „MyHeritage”, gdzie w 2010 roku zacząłem tworzyć, a potem uzupełniać drzewo genealogiczne. Z myślą o wnukach zapisuję też ciekawe fakty z historii mojej rodziny, a jeden z nich wiąże się z moim drugim imieniem.”

Moi starsi ode mnie, a nieżyjący już bracia Jerzy i Lechosław urodzili się w Żninie w czasie okupacji. Jerzy w 1942, a Lechosław w 1943 roku. Każdy z nich miał to samo drugie imię – Kazimierz. Ja urodziłem się kilka lat po wojnie i też mam na drugie imię Kazimierz. Kiedy byłem podrostkiem zainteresował mnie fakt, że wszyscy trzej bracia mamy to samo drugie imię, więc zapytałem kiedyś ojca skąd się to wzięło? Tata powiedział mi wtedy tylko tyle, że w czasie wojny trzeba było obowiązkowo każdemu polskiemu dziecku dać na drugie imię Kazimierz lub Kazimiera. Powiedział też, że kiedy ja się urodziłem (w 1954 roku) postanowili z mamą nadać mi takie samo jak moim braciom drugie imię. Zasugerował też, że nadawanie drugiego imienia Kazimierz męskim potomkom mogłoby stać się rodzinną tradycją.

Lechosław Kazimierz Binkowski, ur. 1943, brat Pana Mirosława 
Jerzy Kazimierz Binkowski, ur. 1942, brat Pana Mirosława

Wyjaśnienia ojca wystarczyły mi wówczas i nie interesowałem się tym więcej, ale później, już po śmierci rodziców, rozmawiając ze starszymi braćmi dowiedziałem się, że w czasie wojny istniał jakiś wykaz imion, które należało obowiązkowo nadawać polskim dzieciom. Pamiętali, że rodzice mówili im, iż zawierał on jakieś takie dziwne i śmieszne imiona, ale szczegółów moi bracia też nie znali. Kiedy upowszechnił się Internet, zacząłem szukać informacji o tych okupacyjnych zasadach nadawania imion polskim dzieciom i jakiś czas temu znalazłem. W 1939 roku Wielkopolska, na terenie której znajdowało się moje rodzinne miasto, wcielona została do Rzeszy Niemieckiej i utworzono na jej terytorium niemiecki land „Wartheland” (Kraj Warty), którym zarządzał odpowiednik naszego wojewody, zwany „namiestnikiem”. Tenże namiestnik w dniu 1 października 1941 roku wydał zarządzenie zatytułowane „Obowiązkowa lista imion nadawanych polskim dzieciom”.

W pierwszym punkcie tego aktu prawnego był zapis stanowiący, że: „Dzieciom, których oboje rodzice są Polakami, mogą być nadane tylko imiona z załączonego wykazu dla polskich dzieci, a poza tym muszą one zawsze otrzymać imię Kazimierz lub Kazimiera”. Podobne zarządzenie wydano w odniesieniu do dzieci narodowości żydowskiej, a celem tych regulacji prawnych było ułatwienie okupantowi identyfikację osób narodowości polskiej i żydowskiej oraz odróżnienie ich od zamieszkujących Wartheland osób narodowości niemieckiej. Zarządzenie dotyczące imion dzieci polskich rodziców należało rozumieć tak, że mogły one otrzymać jednoczłonowe imię Kazimierz lub Kazimiera, albo też można było wybrać inne imię, z załączonego do zarządzenia wykazu, ale wtedy należało nadać dziecku drugie imię: Kazimierz  lub Kazimiera. Tym samym wszyscy urodzeni w Kraju Warty od 1 października 1941 roku do wyzwolenia Polacy mieli na pierwsze lub na drugie Kazimierz albo Kazimiera.

Sprawdzałem to później przebywając w towarzystwie starszych ode mnie Wielkopolan i zawsze potwierdzało się, że ci moi rozmówcy, którzy urodzili się w czasie okupacji niemieckiej po 1 października 1941 roku w ówczesnym Kraju Warty, nosili pierwsze lub drugie imię Kazimierz albo Kazimiera i co ciekawe, mało kto z nich znał powód nadania mu takiego właśnie imienia. U moich braci Kazimierz był drugim imieniem,  ponieważ pierwsze imię rodzice wybrali im z listy namiestnika. Jak później sprawdziłem, wybór ten nie był łatwy. Z założenia władz okupacyjnych, te obowiązkowe imiona miały wskazywać na słowiańskie pochodzenie, więc obok niewielu swojsko brzmiących, takich jak: Lechosław, Jerzy, Jacek, Bogumiła, Jadwiga, Janina, Wojciech, Zbigniew czy Stanisław, znaleźć tam można było tak wymyślne imiona jak: Bądzisław, Bronimierz, Częstowój, Domosława, Tarsylia, Godzimierz, Grzymisława, Krzywosąd, Tworzysława, Niegomierz, Pęcisława, Rościmierz, Siecisława, Tęgomierz, Wrócisława, Zbroisław, Zdobysława, ale były też takie dziwolągi jak: Chleb, Prym, Słupnik, Zdzimierz czy Lękomierz.  Myślę, że niektóre z nich można by uznać, za wymyślone przez okupanta w myśl zasady: jak Niemiec wyobraża sobie słowiańsko brzmiące polskie imię.

Jędrzej Kazimierz Binkowski – ur. 1984, syn Pana Mirosława

Drugie imię moje i moich braci wiąże się więc z okupacyjną historią, która warta jest pamiętania i z uwagi na niegdysiejszą sugestię ojca, postanowiłem kultywować tę rodzinną, historycznie uwarunkowaną tradycję, nadając mojemu synowi Jędrzejowi drugie imię takie samo, jakie noszą jego ojciec i stryjowie. On z kolei obiecał, że jeśli tylko urodzi mu się syn, to rodzinny zwyczaj nadawania, jako drugiego, imienia Kazimierz, doczeka się kontynuacji.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Anna


    26 maja, 2020

    Mój mąż pochodzi z okolic Ślesina w Kościele był ochrzczony jako Waldemar. urodzony w grudniu 1941,
    Ale jak poszli zgłosić do urzędu, to powiedziano, że nie może mieć niemieckiego imienia i z wyznaczono mu imię Bolesław i obowiązkowo Kazimierz. Nikt do tego nie przywiązywał wagi, okupacja skończyła się do szkoły zapisany został jako Waldemar i funkcjonował tak aż do ukończenia szkoły podstawowej, gdzie była wymagana metryka, żeby otrzymać świadectwo jej ukończenia. I wtedy otrzymał metrykę z urzędu SC w Przewozie, że ma na imię Bolesław Kazimierz. Miał trochę z tym kłopotów, ale po założeniu własnej rodziny, stwierdził, że nie będą jego dzieci nosiły podwójnych imion. I tak zostało.

  • Michał


    4 czerwca, 2020

    W mojej rodzinie imiona były nadawane za pomocą następującego klucza:

    Pierwsze imię dziecka było przez nie przynoszone, czyli było to imię świętego patrona dnia, w którym przychodziło na świat. Wyjątki związane były ze szczególnymi, niemodnymi dziś imionami, jak np. Perpetua. Wówczas rozważaliśmy sugestie urzędnika stanu cywilnego.

    Drugie imię dziewczynki było pierwszym imieniem matki.
    Drugie imię chłopca było pierwszym imieniem ojca.