Wzruszjący WYWIAD: Pan Krzysztof Wacławski ku czci swoich przodków – Bohaterów II Wojny Światowej

Komentarze

Ten wywiad z Panem Krzysztofem Wacławskim został przeprowadzony na cześć jego ciotecznej Babci i Dziadka, którzy w czasie II Wojny Światowej ocalili żydowską dziewczynkę, przyjmując ją do swojego domu, jako swoją córkę. Przeczytajcie w wywiadzie, jaką rolę w uhonorowaniu tej historii odegrał Pan Krzysztof, oraz poznajcie wzruszające i chwytające za serce szczegóły!

MH: Proszę się przedstawić, ile ma Pan lat, czym się Pan zajmuje na co dzień, czy ma Pan rodzinę?

P. K. W: Nazywam się Krzysztof Wacławski, mam 67 lat i jestem emerytem.

Z zawodu jestem elektronikiem i pracowałem w Instytucie Informatyki na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej przez ponad 45 lat. Jestem żonaty z Teresą od 39 lat. Mamy dwie zamężne córki Beatę z Łukaszem i Joannę z Marcinem, oraz ośmioro wnucząt: 3 wnuczki i 5 wnuków, po czworo u każdej córki (Karolina, Dorota, Natalia, Stanisław, Mateusz, Adam, Wojciech i Jakub) w wieku od 11 do 2 lat). Obecnie spotykamy się z wnuczętami i to jest nasza radość, że możemy uczestniczyć we wzrastaniu następnych pokoleń naszej rodziny. Lubię czytać książki, odwiedzać teatry i uczestniczyć w ciekawych koncertach, a także zbierać grzyby.

Dziadkowie z ośmiorgiem wnucząt .

MH: Proszę opowiedzieć o historii Pana ciotecznych dziadków, ze względu na których przede wszystkim zdecydowaliśmy się na przeprowadzenie wywiadu z Panem?

P. K. W: Aleksandra Seweryna Woroszyłło  z domu Wacławska urodziła się 23.11.1903 roku w Warszawie. Była to siostra rodzona  Feliksa Wacławskiego, który był moim dziadkiem i ojcem mojego taty Tadeusza.

Kazimierz Zygfryd Woroszyłło urodził się 25.02.1901 roku w  miejscowości Jeziorna koło Warszawy. 

Moja cioteczna babcia Aleksandra Wacławska wyszła za mąż za Kazimierza Woroszyłło 1 czerwca 1936 roku w Wilnie. Była jego drugą żoną. Mieszkał z nimi też syn Kazimierza z pierwszego małżeństwa Zbigniew. Mieszkali w Warszawie. 

Kazimierz  z żoną Aleksandrą uratowali Elżbietkę dziecko Artura  Lewina i Eugenii Szajn-Lewin, gdy zostało utworzone getto w Warszawie. Od  1942 roku do wybuchu Powstania Warszawskiego w sierpniu 1944 roku mieszkali razem z przybraną córką w Warszawie przy ul Bednarskiej 2/4 m.14. Ela miała wyrobioną fałszywą metrykę chrztu z imieniem Basia. Bardzo zaprzyjaźniła się ze Zbyszkiem który miał wtedy 16 lat, a ona cztery. Razem się bawili. Niestety Zbyszek poległ w ostatnich dniach Powstania Warszawskiego 29 września pod Jaktorowem. Do dnia dzisiejszego jego mogiła nie została odnaleziona.

W 1945 roku  Kazimierz  Woroszyłło wdał się w kłótnię z Rosjanami i został przez sowietów zesłany na Sybir. W 1947 roku uciekał na skradzionym koniu razem z bratem Mariana Spychalskiego, późniejszego marszałka Polski i ministra obrony narodowej . Rosjanie puścili serię z broni automatycznej i trafili siedzącego jako drugi na koniu brata Mariana. Kazimierz dopiero gdy się zatrzymał zorientował się że brat Spychalskiego nie żyje. Przez wiele dni przedzierał się do Polski. Gdy wysiadł z pociągu w Mińsku Mazowieckim to był taki słaby, że wiatr Go przewracał. Gdy stanął na progu domu szwagra Feliksa Wacławskiego na Pradze na ulicy Targowej, gdzie mieszkała Jego żona Aleksandra, to go nie poznali, gdyż był  tak wycieńczony. Potem mieszkali razem w Warszawie przy ulicy Wery Kostrzewy. Zmarł w dniu 8.10.1965 roku.

Jego żona  Aleksandra Woroszyłło do 1980 roku mieszkała sama i przez ostanie lata opiekowałem się Nią i pomagałem w codziennych sprawach.  Zmarła 30 maja 1980 roku.

Aleksandra i Kazimierz Woroszyłło

Elżbieta, w tamtych latach Basia była traktowana przez dziadków jak własna córka i do dzisiaj to wspomina, że została dobrze wychowana. Po powstaniu warszawskim uciekły z Aleksandrą do Pruszkowa, gdzie mieszkały u gospodarzy i żywiły się ziemniakami, cebulą i kapustą i do dzisiaj to jest Jej ulubione jedzenie, te smaki z trudnego dzieciństwa. Mama Elżbiety Eugenia zginęła od ran z zbombardowanym mieszkaniu  przy ulicy Puławskiej, gdzie się ukrywała z rodziną w czasie Powstania Warszawskiego. Odnalazłem Jej grób na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie. Podczas pobytu Elżbiety w Warszawie w 2018 roku odwiedziliśmy ten grób, a Elżbieta pamiętała jeszcze z czasów wojny, że obok jest grób męża siostry bliźniaczej Jej mamy Marii Dawida Prywera, który też był w tym zbombardowanym mieszkaniu i też zmarł od groźnych ran.

Grób Eugenii Lewin
Grób Dawida Prywera
Elżbieta przy grobie mamy Eugenii
Elżbieta Lewin z Aleksandrą Woroszyłło przybraną mamą.

Elżbieta Lewin była u moich dziadków do 1946 roku. Wtedy z ojcem Arturem i jego nową narzeczoną, a później żoną Ireną Kaczmarską  wyjechali do Łodzi, gdzie mieszkali poprzednio do 1939 roku i spotkali się z ocalałą rodziną przy ulicy Piotrkowskiej. Potem starali się o wyjazd do Meksyku, ale w końcu zdecydowali się na lepsze warunki życia we Francji w Paryżu, gdzie zamieszkali. W Paryżu urodziła się przyrodnia siostra  Eli Iza.

Rok 1946 pożegnanie Elżbiety idą od prawej Aleksandra Woroszyłło, Elżbieta i Jej ojciec Artur Lewin, oraz Irena Kaczmarska.

Aleksandra Woroszyłło utrzymywała kontakt listowny z  Arturem Lewinem i Elżbietą, gdy mieszkali w Paryżu. Gdy miała problemy to wspomagali Ją w różny sposób.

MH: Pańskie zaangażowanie i chęć do uhonorowania tej historii, była dla nas kolejnym powodem do nagłośnienia tej historii, proszę opowiedzieć o medalu i dyplomie z instytutu Yad Vashem i roli, jaką Pan tam odegrał?

P. K. W. : Zabiegałem o uhonorowanie Aleksandry i Kazimierza Woroszyłło medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Czyniłem te starania przez 13 lat. Odnalazłem siostrę Eugenii Marię Line w Tel Avivie.  Ale nie mogła złożyć zeznań bo była już w podeszłym wieku i miała demencję starczą.  W końcu Elżbieta Lewin dojrzała do tej decyzji i złożyła zeznanie. Mówiła mi, że potrzebowała dużo czasu żeby się zmierzyć z tymi trudnymi wspomnieniami. W końcu jesienią 2016 roku dostałem wiadomość z  Instytutu Yad Vashem z Jerozolimy, że na posiedzeniu w dniu 13.IX.. 2016 roku uznano Aleksandrę i Kazimierza Woroszyłło za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Otrzymałem też adres Elżbiety Lewin w Los Angeles. W internecie  szczęśliwie znalazłem Jej telefon i zadzwoniłem do Niej w wigilię 2016 roku. Rozmawialiśmy około godziny i to tak jakbyśmy się doskonale znali. Elżbieta doskonale pamięta język polski, oraz ma świetną pamięć. Opowiedziała mi o wielu ciekawych zdarzeniach z przeszłości o których nie wiedziałem. To była urocza rozmowa. Podkreśliła , że to dzięki mojej ciotecznej babci i jej mężowi żyje i ma się dobrze.

Uroczystość wręczenia dyplomu i medalu w reprezentacyjnej Sali Zamku Królewskiego w Warszawie odbyła się dnia 15 stycznia 2018 roku. To była piękna uroczystość i wielki zaszczyt dla mnie.

Krzysztof Wacławski z najstarszymi wnuczkami Karoliną i jej siostrą cioteczną Dorotką na uroczystości.
Krzysztof Wacławski z uratowaną Elżbietą Lewin
Córki Beata i Joanna oraz wnuczka Dorotka w Zamku Królewskim (w głębi)
Krzysztof z uratowaną Elżbietą Lewin i Jej partnerem Rokim.
Krzysztof Wacławski z dyplomem i uratowaną Elżbietą Lewin.
Medal dla Aleksandry i Kazimierza Woroszyłło.

Krzysztof Wacławski z żoną Teresą, córkami Beatą i Joanną, oraz rodziną na uroczystości w Zamku Królewskim
Uratowana Elżbieta Lewin z partnerem Rokim u mnie w domu.
Dyplom Yad Vashem dla Aleksandry i Kazimierza Woroszyłło.
Miejsce w pokoju Krzysztofa Wacławskiego upamiętniające bohaterskich dziadków Aleksandrę i Kazimierza Woroszyłło.
Dom przy ulicy Bednarskiej 2/4 w którym rodzina Woroszyłlo ukrywała Elżbietę Lewin.

Jeszcze jedna sprawa. Gdy jechaliśmy na spotkanie do mojego mieszkania na Ursynowie, to przejeżdżaliśmy ulicą Puławską. Wtedy Elżbieta wskazała mam dom w którym ukrywała się Jej rodzina i mówiła, że przychodziła tam pod ten dom z Aleksandrą, aby utrwalić sobie w pamięci to miejsce, gdyby została rozdzielona z jakiś powodów z przybraną mamą, aby wiedzieć gdzie szukać rodziny. Miała wtedy około 6 lat i zapamiętałą to na całe życie.

MH: Czy utrzymuje Pan nadal kontakty z Panią Elżbietą Lewin?

P. K. W: Utrzymuję nadal kontakty z Elżbietą Lewin. Przesyłamy sobie listy ze zdjęciami, oraz życzenia świąteczne. Dzwonimy do siebie. Natomiast z jej partnerem Rokim mam stały kontakt poprzez portal społecznościowy Facebook.

MH: Proszę opowiedzieć o książce “W getcie warszawskim”, autorstwa Eugenii Szajn-Lewin.

P. K. W: Eugenia Lewin (Ewa) opuściła getto na początku kwietnia 1943 roku. Wyniosła swój rękopis na stronę aryjska i umieściła go w schowku pod podłogą w mieszkaniu przy ulicy Puławskiej, gdzie ukrywała się ze swoją rodziną. Tuż po wyjściu Niemców z Warszawy Maria wróciła na Puławską  i wyjęła rękopis siostry. 

„W getcie warszawskim” to ważny dokument literacki. Nazwiska bohaterów, oraz wszystkie opisane w książce wydarzenia są prawdziwe. Tekst powstał w getcie między lipcem 1942, a kwietniem 1943 roku. Opowiada o wielkiej likwidacji getta warszawskiego, pracy w szopie K.G. Schultza, o blokadach i transportach, o pierwszych strzałach 18 kwietnia 1943 roku. O żydowskim życiu i żydowskiej śmierci w tamtej Warszawie.

Eugenia Lewin, z domu Szajn, urodziła się w Łodzi w 1909 roku. Po maturze w gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej studiowała polonistykę w Warszawie. Ukończyła warszawską Wyższą Szkołę Dziennikarską. W 1935 roku wyszła za mąż za inż. Lewina i mieszkała w Łodzi, aż do wybuchu wojny. W listopadzie 1939 roku Eugenia Lewin z mężem i roczną córką Elżbietą, Jej rodzice Leon i Hanna Szajn, oraz Jej siostra Maria Prywer  z mężem i synkiem wyjechali do Warszawy.

Swoje artykuły i reportaże zamieszczała pod pseudonimem Eugenia Świetlicka między innymi w “Ostatnich Wiadomościach” i “Kurierze Warszawskim”. Jako (Giza Szen opublikowała swą jedyną powieść pt. “Życie na nowo” w wydawnictwie Hoesicka. W listopadzie 1939 roku rodzina Eugenii Szajn Lewin przeprowadziła się do Warszawy. Autorka przeżyła gehennę getta warszawskiego, które zdołała opuścić na początku kwietnia 1943 roku.

Maria Line bliźniacza siostra Eugenii, była przed wojną łódzkim adwokatem. Czas getta warszawskiego przeżyła razem z Eugenią występującą w książce pod imieniem Ewa. Maria jest jedną z  bohaterek tej opowieści. Po wojnie Maria zamieszkała w Izraelu w Tel Avivie.

Eugenia Szajn Lewin

Oto fragment książki „ W getcie warszawskim” opisujący uratowanie z getta Jej córki Elżbiety i syna Jej siostry Rysia:

„Sprawa dzieci nie jest łatwa. Szczególnie trudno z chłopcem. Ma przecież swoje żydowskie piętno. Polacy boją się. Nie można wysłać tylko Elżuni, trzeba również znaleźć miejsce dla Rysia. Artur i Tadeusz wykorzystują swoje znajomości i stosunki z Polakami. Komunikują się telefonicznie ze stroną aryjską.

– A więc przyślijcie oba pakunki. Jakoś rozładuje się towar. Czy będą razem? Odpowiedź ostrożna. –  Paczka ma już swoje miejsce. Tymczasem  razem, później się zobaczy. Gdzie? Do kogo? Nie wiadomo. Trzeba więc wysłać dzieci z zamkniętego i pilnie strzeżonego getta. Rzeczy dla dzieci, wartościowe przedmioty, pieniądze… Trzeba zapłacić z góry, do końca wojny, bo jeżeli rodzice zginą… I znowu Artur z Tadeuszem ’wysyłają paczki’, omawiają sprawę wyjścia dzieci z kierownikiem placówki znajdującej się poza gettem, po aryjskiej stronie. Dzieci, Ryś i Elżbieta, są pogryzione przez robactwo, obsypane wrzodami, wymizerowane. Jest już dla nich miejsce, o którym nic dokładnie nie wiadomo.

Ewa prowadzi Elżunię do fryzjera, żeby jej rozjaśnić włosy. Zaplata Elżuni warkoczyki, daje korale na szyję. Artur bierze córkę za rękę, Marysia bierze Ryszarda i wychodzą nad ranem. Wychodzą z placówką zatrudnioną po aryjskiej stronie. Idą z grupą robotników środkiem jezdni. Ewa z daleka wodzi za nimi wzrokiem. Patrzy na białe, gołe nóżki Elżuni i śniade łydki Rysia, jakby nie miała ich już więcej zobaczyć. Chce zatrzymać w pamięci ten żywy i niecierpliwy krok Rysia, który wie i rozumie wszystko i bardzo jest ciekawy nowego życia. I jeszcze te nieświadome kroki Elżuni, w jej zbyt dużych, dziecięcych bucikach. Łzy płyną z oczu Ewy. Czy jeszcze ją zobaczy?

Dzień mija jak we śnie, automatycznie. Ewa chowa się przed blokadą. Słyszy ciągle płacze i krzyki. Jej myśli są daleko od tragedii getta. Całą wolę skupia na pragnieniu, żeby się tylko udało, żeby dzieci dotarły do miejsca przeznaczenia.”

MH: Czy interesuje się Pan genealogią? Jeśli tak, skąd wzięło się to zainteresowanie? 

P. K. W: Genealogią interesuję się od 2001 roku.  Zainspirował mnie mój tata Tadeusz, który sporządzał listy wszystkich swoich krewnych i umieszczał na nich daty urodzenia i śmierci, a także miejsca zamieszkania. Pielęgnowaliśmy też razem groby rodzinne.

Opowiadał o historii rodziny i różnych ciekawych zdarzeniach. Ciekawą skarbnicą wiedzy  faktycznej o rodzinie była Jego siostra Sabina. Natomiast ze strony mojej mamy z domu Saar niezwykłą wiedzą wyróżniała się Jej siostra Kazia. Udało mi się Ją namówić i napisała „Dzieje rodziny Saar” w zeszycie. Ja natomiast przepisałem to w edytorze tekstu Word i uzupełniłem zdjęciami. Dzięki temu cała rodziła otrzymała kompendium wiedzy w wersji elektronicznej. Ciocia też otrzymała wydrukowany egzemplarz i była zachwycona w ostatnich  miesiącach swego życia.

MH: Czy posiada Pan drzewo genealogiczne rodziny?

P. K. W: Posiadam drzewo genealogiczne rodziny na witrynie My Heritage od 25.11.2010 roku. Jestem administratorem drzewa „Witryna rodziny Wacławskich”.

Jest to fascynujące zajęcie. Niestety w mojej gałęzi Wacławskich utknąłem w roku 1846, kiedy urodziła się moja praprababcia Julia Wacławska. Wiem tylko że była służącą w domu przy ulicy Freta 50 (kamienica Gleicha) i dnia 13.11. 1866 roku urodziła mojego pradziadka Aleksandra Juliana. Niestety do tej pory nie zdołałem odnaleźć aktu chrztu, lub zgonu Julii. Pewien niepotwierdzony trop  wykryty na witrynie Genealodzy.pl prowadzi do podwarszawskiej miejscowości Żabieniec. I to jest  moje zmartwienie od kilku lat.

W imieniu MyHeritage dziękuję Panu Krzysztofowi za podzielenie się z nami tą historią, oraz z całego serca gratulujemy Panu wytrwałości  w uhonorowaniu swoich przodków  oraz uczucia do drugiego człowieka. Jesteśmy dumni, mogąc opublikować w MyHeritage tę historię!

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony