Świąteczne Tradycje Rodzinne – Wasze Historie i rozwiązanie KONKURSU Świątecznego

Komentarze

W powietrzu powoli czujemy już atmosferę Świąt … Chcemy podziękować za liczny udział w naszym konkursie świątecznym. Poniżej zebraliśmy Wasze historie – tradycje świąteczne z Waszych rodzin i domów. Interesujące, niesamowite i pełne miłości rodzinnej – tak określamy WASZE wspaniałe HISTORIE. Poczytajcie sami! Na końcu wpisu ogłaszamy zwycięzcę konkursu.

Stuletni zwyczaj – Historia od Pani M. Tarnawskiej

Naszą coroczną tradycją świąteczną, którą przenosiło się z dziada pradziada, było szukanie na świątecznej choince, jednej, schowanej bombki (najczęściej tej najmniejszej) przez najmłodszą osobę w rodzinie. Tuż po przepysznej i tradycyjnej wieczerzy, na stole pojawiały się ciepłe herbaty, smakołyki, ciasta i ciasteczka, a najmłodszy w rodzinie (co było najczęściej moim obowiązkiem) przeszukiwał całą choinkę w poszukiwaniu jednej, upragnionej bombki 🙂 Bez jej odnalezienia, nie zaczynaliśmy rozdawać i odpakowywać prezentów – taka tradycja! Później Junior po kolei znajdował prezenty spod choinki, szukał bileciku, czytał uroczyście i wręczał osobie obdarowanej. Po rozdaniu wszystkich prezentów, każdy mógł odpakować, po kolei, tylko jeden prezent. A że mamy w zwyczaju prezenty małe, szczególiki, drobiazgi i wieloczęściowe prezenty (bo jeśli kupiliśmy trylogię książkową komuś jako prezent, to oczywiście ma trzy prezenty; kto nie kocha pakować prezentów?!), to tych świątecznych, prezentowych rund, było często wiele 🙂

Moja babcia, która o tej tradycji nam opowiadała i ona o niej przypominała, mówiła, że zawsze, choćby święta były skromne i w trudnych czasach, jej mama chowała w wigilijnym drzewku mały przedmiot (bombkę, szyszeczkę, ciasteczko) na choince, a najmłodsza córka, szukała go, aż znalazła. Zwyczaj ten przetrwał ponad 100 lat i nie mam zamiaru z niego rezygnować 🙂

Z rozrzewnieniem wspominam ten zwyczaj, bo nasze spotkania świąteczne są coraz mniejsze; w tym roku zabraknie na nim tych, których kochaliśmy i z którymi nie możemy się spotkać. Wiem jednak, że dla dbałości o tradycję i to, by pielęgnować w sobie te zwyczaje, i ja w tym roku na choince zawieszę jedną, małą najmniejszą bombkę, ukryję ją tak, by inni nie widzieli. I zanim usiądziemy przy herbacie i słodkościach i otworzymy małe upominki, które wzajemnie dla siebie znaleźliśmy, najmłodszy w rodzinie będzie musiał znaleźć ten mały upominek 🙂

Historia od Pani S. Szewczyk

Od kiedy pamiętam w moim domu Mikołaj przychodził w nocy, po Wigilii, więc prezenty jako dziecko otwierałam dopiero w świąteczny poranek – 25.12. W miarę upływu czasu, pójścia do szkoły, dowiedziałam się, że u niektórych Mikołaj jest już 24 i nie mogłam pogodzić się z tą niesprawiedliwością. Na domiar złego pewnej bezśnieżnej Wigilii zobaczyłam przez okno jak Mikołaj wysiada z samochodu i idzie do klatki bloku naprzeciwko! Nie mogłam tego przeżyć, że do mnie przyjdzie dopiero w nocy!

Teraz już wiem, że tak obchodzi się święta w innych krajach i zupełnie nie wiem skąd u mnie w domu taka tradycja i z których stron. Dzięki MyHeritage wiem, że część mojej rodziny ma korzenie ze stron lubelskich (wówczas była to Austria), część z duńskich i niemieckich, właśnie w badaniach genealogicznych upatruję się korzeni tej tradycji. Dzisiaj bardzo ją lubię i dzieci w mojej rodzinie też – dzięki temu cieszymy się Wigilią, a dzieci nie odliczają tylko do prezentów 🙂

Historia od Pana K. Wacławskiego

Nietypowy zwyczaj świąteczny pochodzi z miejsca urodzenia mojej babci Felicji z Białegostoku. Na wigilijnym stole nie mogło zabraknąć kutii – potrawy z maku, kaszy, miodu i bakalii. Z daniem tym wiąże się również pewna oryginalna tradycja. Podczas wieczerzy kutia jest podrzucana przez biesiadników pod sufit. Ze zwyczajem tym związana jest wróżba: Jeśli potrawa przyklei się do powały – nadchodzący rok będzie udany. Moja rodzina do dzisiaj częściowo podtrzymuje ten zwyczaj i zawsze na naszym wigilijnym stole pojawia się kutia. Życzę wszystkim wesołych Świąt Bożego Narodzenia.

Babcia Felicja
Wigilia 2016 z pięciorgiem wnucząt

Historia od Pani D. Sochackiej

Święta Bożego Narodzenia, jak co roku wyczekiwane są przez nas wszystkich. Czy były to czasy lepsze czy gorsze, zawsze w tym magicznym czasie rodzina gromadziła się wokół choinki. I chociaż nie ma wśród nas wielu naszych bliskich osób  to nadal ubieramy choinkę, na której wieszamy ozdoby, które są z nami od trzech pokoleń. Na naszej choince na honorowym miejscu znajduje się Ptaszek z białym ogonkiem i  Mikołaj z małym dzwoneczkiem.

Szklany Ptaszek z białym ogonkiem na sprężynce przypinany jest zawsze na gałązce pod migającą gwiazdą. Historia tej ozdoby choinkowej sięga czasów II wojny światowej. Był to grudzień  1940 roku, kiedy to mój Dziadziuś Józef- mąż i ojciec czwórki dzieci, pracował w niemieckim zakładzie metalowym w Kreuzburgu – Kluczborku ( miasteczko w woj. opolskim). Czasy były ciężkie, ale Dziadziuś chciał w jakiś sposób umilić ten czas swoim dzieciom. Za część otrzymanej wypłaty w jakiś sposób udało Mu się kupić cztery szklane ptaszki dla każdego dziecka po jednym. Moja Mamusia Krystyna w 1940 roku miała pięć lat i pamięta do dziś, że ta malutka ozdoba choinkowa była dla niej, jak największy skarb. Zresztą jest dla Niej do dzisiaj tym skarbem i pamiątką po swoim rodzicu. Dzisiaj nasz Ptaszek z białym ogonkiem w Święta Bożego Narodzenia będzie obchodził swoje 80 urodziny bo już tyle lat jest z nami w naszym domu i ozdabia naszą choinkę.

Drugą ozdobą, której nie może zabraknąć na honorowym miejscu na choince obok Ptaszka z białym ogonkiem jest Mikołaj z małym dzwoneczkiem. Ta ozdoba choinkowa trafiła do naszej rodziny w 1955 roku. W kwietniu 1955 roku ślub biorą moi Rodzice – Krystyna i Roman. W grudniu tego roku Mikołaj z małym dzwoneczkiem po raz pierwszy zawitał na naszej choince. Wyprowadzając się z rodzinnego domu, mój Tato oprócz podstawowych rzeczy zabrał ze sobą bombeczkę, którą zawsze wieszał na choince w swoim rodzinnym domu. Od tej pory Tato zawsze, jako pierwszą bombkę na choince wieszał Mikołaja z małym dzwoneczkiem. Od śmierci Taty na choince tą małą bombeczkę wieszam ja. Mikołaj z dzwoneczkiem zajmuje również honorowe miejsce na choince i dbamy o niego, tak jak o Ptaszka z białym ogonkiem. Jest on z nami już 65 lat.

I taka jest już ta nasza rodzinna tradycja, że w każde Boże Narodzenie nie może zabraknąć na naszej choince i to na honorowym miejscu Ptaszka z białym ogonkiem i Mikołaja z dzwoneczkiem. Myślę, że magia Świąt Bożego Narodzenia sprawia, że nasz Ptaszek z białym ogonkiem śpiewa swoim cieniutkim głosikiem najpiękniejszą kolędę o narodzeniu Dzieciątka Jezus przy wtórze małego dzwoneczka naszego  Mikołaja.

Zdrowych i pełnych nadziei Świąt Bożego Narodzenia !!!

Historia od Pani J. Koszyckiej – Talerz/e dla nieznajomego/nieznajomych

W mojej rodzinie, jak w wielu innych, tradycje świąteczne są żywe- choinka, dzielenie się opłatkiem, postne potrawy, śpiewanie kolęd, prezenty. Jednak najdziwniejsza Wigilia, jaką przeżyliśmy, wiąże się ze zwyczajem przygotowywania nakrycia dla niespodziewanego gościa. Oczywiście, jak u wszystkich-  jednego. 

Mieszkaliśmy z rodziną w wynajętym domu w pewnej wsi na Podlasiu. Z jednej strony był las, a z drugiej spora łąka, toteż właściciele hodowali konie. Codziennie przyjeżdżali je karmić i poić, bo mieszkali niedaleko. 

Tego wigilijnego wieczoru przygotowałam pięć nakryć- dla mnie, męża, dwóch małych synów i zbłąkanego wędrowca. Wszystko odbyło się jak zawsze. Prawie. 

W pewnym momencie, jak burza, wpadła do nas nasza gospodyni, bynajmniej nie z opłatkiem w ręku. W drżącej dłoni trzymała papierosa. Okazało się, że nie wszystkie konie były obecne na kolacji. Mój mąż poszedł z Haliną do chlewa, pełniącego funkcję stajni i zaczęły się poszukiwania ,,zbiega”. Udane, a jakże. Zwierzę opuściło stanowisko przez niedomkniętą bramkę (,, Zabiję starego!”). Nie zwiedziło jednak naszego uroczego zakątka- wpadło do piwniczki znajdującej się w budynku i nie mogło się wydostać.

Uradzono wezwać jednego z miejscowych weterynarzy. I tylko jeden się zlitował, zapewniając, że przyjedzie mimo święta. W tym momencie po raz pierwszy przydał się zapasowy talerzyk. Właścicielka krnąbrnego wierzchowca nie miała apetytu, ale kawałek sernika zjadła.

Zwierzęcy medyk pojawił się w garniturze i w muszce. W tymże ubraniu wskoczył do niszy, rzucił okiem na konia, orzekł, że zwierz przeżyje, ale sam z piwniczki nie wylezie. Przyniosłam kolejne nakrycie.

Tym razem wykręcono numer 998. Przyjechali ochotnicy. Pokręcili głowami, stwierdzili brak koniecznego wyposażenia i wezwali posiłki z powiatu. 

Strażacy z pobliskiego miasteczka uśpili rumaka i wyciągnęli go na specjalnych pasach. Niestety, nawet gdy środek przestał działać, wagarowicz odmówił komentarza ( a przecież w Wigilię mógł się odezwać). Przyniosłam kolejne nakrycia dla wędrowców z OSP i zawodowców.

Tak oto, nieoczekiwanie, zwyczaj, traktowany często pro forma, nabrał sensu. Rozmnożenie talerzyków- chyba tak trzeba by go nazwać. 

Historia od Pani L. Nordqvist – Buciki po choinką  

Przez lat 20 obchodziłam święto Bożego Narodzenia w Polsce, następne 55 zarówno w Polsce jak i w Szwecji. Otóż szczęśliwy los zawiódł mnie do tego, wówczas dla mnie egzotycznego kraju Skandynawów, w którym założyłam dosyć liczną rodzinkę. Związek ze Szwedem okazał się bardzo udany, bowiem życie nasze było i nadal jest bogato urozmaicone obyczajami, kulturą i tradycjami dwóch narodowości.

Jul – to szwedzka nazwa Bożego Narodzenia, etymologia której nie jest jednoznaczna. Niektórzy twierdzą, że pochodzi ona od jednego z wielu imion nordyckiego boga Odyna, mianowicie Julner lub Julefar (św Mikołaj). Inni uważają, że słowo Jul pochodzi od Jhól, co oznacza koło w języku staronordyjskim, identyfikując chwilę, gdy koło roku znajduje się w najniższym położeniu.

Boże Narodzenie w Szwecji świętuje się trochę inaczej, jest bardziej świeckie ale oczekuje się go z utęsknieniem i wielką radością, szczególnie przez dzieci. Już w okresie Adwentu mieszkanie dekoruje się symbolami zbliżających się świąt, w oknach wywiesza gwiazdkowe lampki a w każdą niedzielę adwentową zapala się świece, jedną w pierwszą niedzielę, dwie w drugą, trzy w trzecią a cztery płonące oznaczają że nadchodzi już Boże Narodzenie.

Moje wspomnienia z polskich świąt Bożego Narodzenia så bardzo ciepłe, pełne radości, a w latach dziecięcych, nieśmiałych oczekiwań. Powojenne czasy były trudne, prezenty raczej rzadkością natomiast Boże Narodzenie oznaczało również odwiedziny św. Mikołaja. Grzeczne dzieci mogły oczekiwać podarków. Doskonale pamiętam jak z rodzeństwem czyściliśmy zimowe buty i stawialiśmy je pod choinkę. Każdego ranka wchodziliśmy po cichutku do pokoju i zaglądaliśmy do bucików z ogromnym podekscytowaniem. Były one zawsze wypełnione drobnymi upominkami.

Córeczka Kimmy i syn Tommy ustawili buciki przed spaniem.

Elise

Tradycja bucików dotarła też do Singapuru. Wnuczka Giselle, córeczka Tommiego na pierwszym zdjęciu postawiła pod choinkę buty wszystkich członków rodziny. Skarpetka należy do trzymiesięcznej siostrzyczki Elyanne.

Wnuczek Vincent postanowił złapać Mikołaja na gorącym uczynku. Pod choinką umieścił swój but (niestety niewidoczny na zdjęciu) oraz nakrycie z kolacją dla Mikołaja a obok choinki pościelił się na materacu. Czuwał długo ale niestety sen go zmorzył. 

Choinka wnuczek Minna i Emmi

Tradycja stawiania bucików pod choinkę nie jest znana w Szwecji ale w mojej rodzinie jest pieczołowicie kultywowana ku wielkiej radości moich dzieci i wnuków. Muszę przyznać, że dzieci często umieszczają też buty rodziców obok swoich, te starsze tak dla sprawdzianu czy rodzice się dobrze sprawowali w ciągu roku. Ponieważ choinkę ubieramy już w pierwszą niedzielę adwentową więc i tradycja bucików też się wtedy rozpoczyna a kończy w drugi dzień świąt. Niezrównany jest widok dziecięcych twarzyczek, jeszcze zaspanych ale jakże szczęśliwych.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz Szczęśliwego Nowego Roku 2021

Historia od Pana P. Gębaly

U nas w rodzinie mamy dużo tradycji, które są powszechnie znane i lubiane przez wszystkich.

Chodzi m. in. o

– zakładanie jemioły nad drzwiami domu aby odpędzić złe moce

– wysyłanie kartek tylko i wyłącznie pocztą, nie odpisujemy na SMSy wysyłane przez innych, zwłaszcza, jeśli są to wierszyki z internetu

– pieczenie i dekorowanie pierniczków na choinkę przez wszystkich domowników,

– ubieranie choinki

– od listopada w domu suszymy plastry owoców na choinkę

– wspólne kolędowanie i śpiewanie pastorałek

i wiele innych, które są zakorzenione w naszej historii Polski.

Dodatkową tradycją w naszej rodzinie jest zdjęcie najstarszych w rodzinie z najmłodszym w rodzinie. Jest to zdjęcie, które później NAJMŁODSZY otrzymuje w prezencie na 18. urodziny. Zdjęcia wykonywane są raz na kilka lat, kiedy w rodzinie pojawi się potomek. Zbieramy właśnie tych najstarszych i najmłodszego i robimy zdjęcie przy choince.

W załączniku przesyłam moje zdjęcie, zrobione w święta w 1991 roku. Na zdjęciu ja z moją babcią i dziadkiem. Dziadka już niestety z nami nie ma. Ja miałem na tym zdjęciu kilka miesięcy i były to moje pierwsze święta w życiu.

Zdjęcie otrzymałem dokładnie 21.03.2009 r. w moje 18. urodziny właśnie od babci, która żyje do dziś i ma w swojej kolekcji jeszcze kilka innych zdjęć, którymi musi obdarować innych za kilka lat 🙂 .

Tradycja może i nie warta rozpowszechnienia, ale u nas w rodzinie kontynuowana od ok. 40 lat. Każdy ma w swoich zbiorach właśnie takie zdjęcie rodzinne.

Dodatkowo przesyłam jeszcze zdjęcia z moją mamą i moim tatą zrobione w tym samym dniu.

Historia od Pani E. Sankowskiej Jarzyny

Z przyjemnością podzielę się z Wami naszymi tradycjami świątecznymi.
1. 6 grudnia spotykam się z moimi rodzicami, rodzeństwem i ich dziećmi, robimy pierniczki, które czekają do Świąt Bożego Narodzenia. Spotykamy się wtedy na wspólne kolędowanie i zajadamy się naszymi wyrobami.
2. Kolejną rodzinna tradycją jest robienie szopek bożonarodzeiowych. Trafiają one potem do dziadków, cioć….W domach naszych stoją choinki ale szopki zajmują główne miejsce. W koncu w tych świetach chodzi o narodzenie Pana Jezusa:), pamieć jak było ważne to wydarzenie.
3. Śpiewanie kolęd. Cała nasza duża rodzina śpiewa kolędy. Każdy ma za zadanie dodatkowo przygotować kolędę innego kraju. Śpiewamy rosyjskie, angielskie, francuskie i hiszpańskie pastorałki.
To takie główne nasze tradycje. Dodam tylko gdyby nie nasze dzieci, szybko byśmy tych tradycji zaniechali. Robimy to dla inich i następnych pokoleń. Cudowne uczucie!
Radosnych świąt!

WYNIKI KONKURSU

Wybór zwycięzcy był bardzo trudny, jako iż każda tradycja jest bardzo osobista, i oddaje wspaniały szacunek do pokoleń i zachowywania pamięci o tych, którzy już odeszli, a pozostawili spuściznę. Gratulujemy Państwu wspaniałych tradycji rodzinnych, tych przekazywanych z pokolenia na pokolenie, i tych nowych. Odnosząc się do powyższego, a więc do tematu czci, jaką tradycje oddają poprzednim pokoleniom chcielibyśmy podarować nagrodę Panu Piotrowi Gębale! Gratulujemy! W celu odebrania nagrody prosimy o e-mail na poland@myheritage.com! Jeszcze raz podkreślamy – wybór był bardzo trudny, gdyż każda z historii jest tak osobista, oryginalna i pełna miłości do rodzinnych tradycji i do Świąt. Następnym razem musimy rozważyć więcej nagród 😉 

Raz jeszcze dziękujemy za nadesłanie wspaniałych zdjęć, i opisów tradycji, które zapewne staną się inspiracja dla niejednej rodziny 🙂 Zapraszamy do kolejnych konkursów 🙂 Życzymy Państwu wspaniałych rodzinnych przygotowań do Świąt <3 

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony