moja historia jest podobna. Brat mojego dziadka Jana Matwiejczuka ,Andrzej wyjechał do usa. Ożenił się chyba z Reginą . chorowała na reumatyzm. Mam adres w USA miasto Camdem 4 1325 Browning st.?nie mogę dokładnie rozszyfrować ponieważ pisany jest drżącą ręką i chyba trochę liter z rosyjskiego.Wiem że Pradziadek służył w wojsku czrskim i został odznaczony ważnym medalem.Nie znam angielskiego więc jest mi trudniej. może ktoś by mi mógł pomóc.


Przedstawiam Wam niesamowitę historię Pana Krzysztofa Płonka, który opowiada o swoich odkryciach za sprawą pożółtej kartki starego listu w połączeniu z Internetem!
W poszukiwaniach genealogicznych ogromną radość sprawia nam odnajdywanie kolejnych przodków, ale niemiej zajmujące jest również odkrywanie losów krewnych, którzy kiedyś gdzieś wyjechali i słuch o nich zaginął. Mi udało się odnaleźć i nawiązać kontakt z potomkami mojego prastryja, czyli brata dziadka, który na początku XX w. wyjechał w poszukiwaniu lepszego życia do USA. A wszystko dzięki połączeniu pożółkłej kartki starego listu i Internetu.
Od dziecka intrygowało mnie co się stało i jak ułożyło się życie Andrzeja, rodzonego brata mojego dziadka. Informacji mieliśmy niewiele, bo tylko imię i to, że podobno osiadł w Chicago. Jednak pewnego dnia przy okazji porządków w starych dokumentach moja ciocia Anna, siostra ojca, znalazła stary list w którym Stryjenka Stefania zaprasza ją do emigracji na stałe do USA.
List był z roku 1965 a odnalazł się gdzieś pod koniec lat 90-tych, czyli jeszcze przed erą powszechnego i łatwo dostępnego Internetu. W tej sytuacji wysłałem na podany adres zwykły list, który z adnotacją: adresat nieznany, wrócił do mnie po pół roku! Wtedy pomyślałem, że poznanie historii emigracji prastryjka Andrzeja nie będzie możliwe, ale nie zamierzałem się poddać. W archiwum parafialnym parafii Szczyrzyc w Beskidzie Wyspowym odnalazłem metryki urodzenia nie tylko dziadka ale również jego rodzeństwa, w tym Andrzeja. Uzbrojony w nową wiedzę, czyli datę urodzenia wracałem od czasu do czasu do poszukiwań wykorzystując już coraz bardziej powszechny Internet, aż wreszcie los się do mnie uśmiechnął!
Po prawie dziesięciu latach natrafiłem na stronę opisującą cmentarze, jednak odnaleziony wirtualnie grób nie był jeszcze tym właściwym. Zgadzało się tylko nazwisko i miejscowość urodzenia. Skontaktowałem się z osobą, która umieściła te informacje w sieci, a która okazała się pasjonatką genealogii i to był właśnie strzał w dziesiątkę. Szybko odszukała interesujące mnie informacje w archiwalnych nekrologach, a potem już odkrycia posypały się lawinowo. Serwisy społecznościowe, strony z archiwalnymi danymi, a także funkcja Record Matches pomogły mi dotrzeć i potwierdzić dane ponad pięćdziesięciu żyjących potomków prastryja Andrzeja i jego żony Stefanii, nazywanej tam Stella. Oczywiście z wieloma spośród nich mam teraz kontakt mailowy. Dzięki tym danym udało mi się również odtworzyć historię jego emigracji i to, jak potoczyły się dalej jego losy. Okazało się, że do Nowego Jorku przybył na statku Krooonland w roku 1909 w wieku 21 lat.
Zamieszkał w Chicago, gdzie w 1915 roku poślubił urodzoną w Polsce, Stefanię z którą miał dwoje dzieci: Józefa i Janinę nazwanych już po angielsku Joseph i Jennie. Doczekał się wnuków i prawnuków. Do emerytury pracował w Crane Company, a zmarł w 1961 roku.
Co sądzisz o historii Pana Krzysztofa? Jakie są Twoje refleksje? Podziel się z nami w komentarzach poniżej! Jeśli chcesz się podzielić z nami swoją historią rodzinną, która zostanie opublikowana na tym blogu, napisz do nas na poland@myheritage.com





Adam
26 października, 2015
Piękna Historia. Gratuluję panu Krzysztofowi sukcesu. 🙂