Rozwiązanie KONKURSU Walentynkowego: Wasze zdjęcia i historie

Rozwiązanie KONKURSU Walentynkowego: Wasze zdjęcia i historie

Komentarze

Na początku tego miesiąca ogłosiliśmy konkurs Walentynkowy, w którym poprosiliśmy Was o przesłanie „romantycznych, miłosnych” zdjęć, ulepszonych, ożywionych lub pokolorowanych z naszymi funkcjami fotograficznymi, wraz z historią. Otrzymaliśmy od Was liczne, wspaniałe fotografie, które prezentujemy poniżej, wraz z wynikami konkursu. Przeglądając zdjęcia, i czytając historie nasunęła nam się myśl, jak silnym uczuciem jest miłość, ta bezwarunkowa, ta prawdziwa, której silnym fundamentem jest wzajemna troska, szczerość, ta która potrafi wszystko przetrwać, czasem czasy wojen, wzloty i upadki, i wiele innych, trudnych chwil.

Mamy nadzięję również, że nasz konkurs pozwolił Wam na chwilę refleksji o własnym życiu i decyzjach, i taki też był nasz cel, ogłaszając ten konkurs. Mamy również nadzieję, że nie zapomnieliście o swoich walentynkach, i choć przez wielu ten dzień jest uważany za nieco komercyjny, wierzymy iż służy on pozostałym, jako przypomnienie o sile miłości!

Oto historie nadesłane przez Was:

M. BrańkaZdjęcie ślubne moich pradziadków.

Według moich obliczeń, i wiedzy zdjęcie zrobiono najprawdopodobniej na przestrzeni 1925-1935 roku. Warto zwrócić uwagę na charakterystyczny welon panny młodej, który był typowy w tych latach.

Zdjęcie, wraz z portretem rodzinnym, który również udostępniam, dzięki waszej usłudze MyHeritage In Color™ pomógł sprawić piękną niespodziankę na święta Bożego Narodzenia siostrze mojego dziadka (dziewczynka na drugim zdjęciu), i niesamowicie poprawił jej samopoczucie w tym ciężkim czasie związanym z pandemią.

K. Wacławski – Zdjęcia moich kochanych dziadków Apolonii i Franciszka Saar z dziećmi z 1934 roku, następnie zdjęcia drugich kochanych dziadków ze ślubu Felicji i Feliksa Wacławskich w Białymstoku zawartego dnia 18.07.1920 roku, oraz zdjęcie z wesela mojej mamy chrzestnej Sabiny Wacławskiej z Aleksym odbywającego się w Warszawie dnia 5 maja 1940 roku. To wspaniałe świadectwa miłości moich przodków.

Apolonia i Franciszek Saar z dziećmi 1934 rok

Felicja i Feliks Wacławscy ślub 1920 rok

Ślub Sabiny Wacławskiej i Aleksego maj 1940 rok

Piotr (Pioge7) – Zdjęcie przedstawia pokolorowaną wersję ślubu moich rodziców, którzy razem są już od 40 lat. Tak. W tym roku, w kwietniu mija równe 40 lat odkąd moi rodzice są po ślubie. 40 lat wzruszeń, wspaniałych wspólnych chwil, czasów rozterek, a także kłótni. Ale zawsze, po kłótniach nastały kolejne szczęśliwe dni. Jak to się mówi, po deszczu zawsze przychodzi słońce, tak też w małżeństwie moich rodziców. 40 lat razem. Jako najmłodszy z czworga dzieci, jestem dumny, że mam takich rodziców. Są podporą, pomocą i ratunkiem na każdym kroku.

W kwietniu wraz z rodzeństwem planujemy przyjęcie niespodziankę dla rodziców. Tak, aby mogli powspominać swoje małżeństwo, razem z nami.

A. Szlęzak – Na tych zdjęciach jest mój pradziadek i…

No właśnie… Z tymi zdjęciami wiąże się pewna tajemnica. Znaleźliśmy je dopiero w tym roku w domu prababci, wśród starych zdjęć w małym pudełku, upchanym gdzieś –  nie do oglądania:-)

Na zdjęciach jest pradziadek z pewną tajemniczą kobietą.  

Zdjęcie było zrobione w czasie wojny. Pradziadek miał wtedy dwadzieścia kilka lat. 

Pradziadek od ponad dwudziestu lat nie żyje, prababcia ma 90 lat i pewne rzeczy jej się już mylą, nie potrafi za dużo o nim powiedzieć.

Jedna z wersji jest taka, że to pierwsza żona pradziadka – jego pierwsza wielka miłość, która zginęła podczas wojny.

Piękna kobieta… i historia, która być może nigdy już nie ujrzy światła dziennego….

K. Walkowiak – To jest dzień ślubu moich pradziadków Kunegundy i Stanisława Walkowiak. Mój dziadek (ich syn) był bardzo zadowolony gdy mógł zobaczyć to zdjęcie w kolorach. Zacząłem używać tej super funkcji. Podsumowując mi i dziadkowi bardzo się podoba.

P. Panek – 20-letni dziadkowie na weselu ok. 1950 r. Wtedy jeszcze nie byli nawet narzeczeństwem. Ta piękna suknia pochodzi jeszcze sprzed wojny i jest z nami do dziś (!)

C. Żurada – Przesyłam Wam (na Konkurs Walentynkowy) moje ulubione, ślubne zdjęcie, zrobione 13 kwietnia 1985 roku, z moją ukochaną Żoną Ewą (a z tyłu widać naszych Świadków, Agnieszkę i Marka).

Znajomi moi sceptycznie podchodzili do mojego pomysłu ślubu (jak i wesela) w 13. dniu miesiąca. Nie byłem jednak przesądny (i nadal nie jestem), dlatego wybrałem tę datę.

I jak widać, po prawie 36 latach małżeństwa, można uznać, że to była szczęśliwa data… nadal jesteśmy razem, wychowaliśmy 2 synów, którzy już założyli swoje rodziny (i mamy już wnuki) i … nadal się kochamy .

 Zdjęcie oryginalne wykonane było przez mojego kolegę aparatem Zenit (Made in USSR) na negatywie czarno-białym ORWO (Made in DDR). Zdjęcie wywołane na papierze mocno już było “sfatygowane”.

Na szczęście miałem zachowany negatyw. Najpierw zeskanowałem negatyw.

Następnie drobne zarysowania i “śmieci” usunąłem komputerowo. A dzięki MyHeritage pokolorowałem je (mogę zdradzić, że najpierw pokolorowałem zdjęcie czarno-białe a następnie ponownie pokolorowałem już pokolorowane zdjęcie – efekt koloru jest wówczas lepszy) a na końcu ulepszyłem je, dzięki czemu twarze są wyraźniejsze (niemalże jak na zdjęciach zrobionych aparatem cyfrowym).

Dziękuję Wam za możliwość kolorowania i ulepszania zdjęć z taką jakością!

A. Szlęzak

Do zdjęć przesłanych wcześniej jeszcze chciałem dołożyć kilka  – tym razem ze ślubu mojego pradziadka z moją prababcią.

Pradziadek jak widać jest tuż już nieco starszy. Był sporo starszy od prababci.  

Ich małżeństwo trwało 50 lat, i było nieco burzliwe, szczególnie na początku:-) 

Ale przetrwało wszelkie trudy, doczekawszy się córki i dwóch wnucząt, a prababcia nawet trójki prawnucząt.

A pokolorowane zdjęcia będą niespodzianką dla babci na jej 90 urodziny, które będzie obchodziła już za dwa tygodnie…

P. Kołeczek

Góry, wakacje 1965 r. Oni młodzi i zakochani. Jedna z naszych rodzinnych pamiątek. Ale jej los nie zawsze był pewny! 

Po powrocie z wakacji zdarzyło się, że w przypływie emocji ona zniszczyła zdjęcie, odrywając z niego wizerunek chłopaka i rozdzierając go w rękach. Potem było jej pewnie żal.

Dopiero lata później odbitkę zdjęcia udało się odnaleźć w innym domu, w innym albumie i w ten sposób odtworzyć tamtą chwilę. 

A oni? Są ze sobą do dziś, razem już ponad 50 lat.

Na zdjęciu moi rodzice, Halina i Stanisław, Zakopane, Gubałówka.

A. Szlęzak

I już ostatnia seria zdjęć:-) Tym razem moi dziadkowie – babcia to jedyna córka prababci i pradziadka z poprzednich zdjęć.

Dziadkowie pobrali się w 1972 roku  – w przyszłym roku będą obchodzić 50 rocznicę ślubu. 

Jak widać kiedyś małżeństwa były trwalsze, a jak coś się psuło można było to naprawić:-)

Moim marzeniem jest zrobić testy DNA wszystkim członkom rodziny, by odkryć skąd pochodzili, odkryć powiązania rodzinne. 

Tym bardziej, że wyczuwam w tej gałęzi dużo tajemnic. Moze testy przyczyniłyby się do odkrycia chociażby kilku z nich?

Trajkotka – Na zdjęciu widać młode małżeństwo z dzieckiem. Dokładnie nie wiem, kto to jest. Jedynie jestem pewna, że są to osoby z rodziny mojego dziadka. Dlaczego wybrałam to zdjęcie do konkursu? Gdyż widać na nim wielką, rodzinną miłość. Sugeruje to sposób w jaki pan patrzy na swoja uśmiechniętą żonę i malutką córeczkę. Spogląda na nie z tak wielkim uczuciem i oddaniem. Za tym zdjęciem nie kryje się wielka, romantyczna historia niczym z filmu czy książki. Takie opowieści bardzo rzadko zdarzają się w prawdziwym życiu, ale to nie oznacza że prawdziwej miłości nie ma. Widać ją właśnie w sposobie  patrzenia, w tym że ktoś się on nas troszczy na co dzień, zrobi kawę o poranku, da całusa na dobranoc.

Trajkotka – Zdjęcie przedstawia starsze małżeństwo, moich pradziadków. Są oni dla mnie  wzorem prawdziwej miłości, przeżyli ze sobą ponad 60 lat, a ich życie nie było łatwe. Wzięli ślub 1932, niedługo potem na świat przyszła ich córka, a moja babcia. Jak wiadomo 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Ledwo wiązali koniec z końcem, mimo to starali się, aby ich dzieci na tyle na ile to możliwe jak najmniej odczuwali jej skutki. Ich miłość trwała mimo trudnych czasów i biedy. Jak w każdym małżeństwie kłócili się i godzili i zawsze mimo wszystko się wspierali.

N. Grzybowska – Z nieznanych mi przyczyn moi rodzice dość niechętnie ujawniają informacje o swoich przodkach. Wiem też, że na którymś etapie w jednej z gałęzi mojego taty było zmieniane nazwisko, dlatego tak bardzo zależy mi na wygraniu testu DNA w Państwa konkursie. Chciałabym dowiedzieć się skąd jestem, kim są moi przodkowie. I czy kryje się za tym jakaś tajemnica. Być może dowiem się, że płynie we mnie żydowska krew. Wcale bym się nie zdziwiła, bo w jakimś stopniu od zawsze ciągnie mnie do tej kultury.

Chociaż ta historia, ani zdjęcie nie są aż tak retro, bo zostało wykonane to myślę, że może Was zaciekawić. Autorem zdjęcia jest red. Janusz Uklejewski. Wykonano jest na Darze Młodzieży w 1988 roku. To był rejs dedykowany 200-leciu osadnictwa europejskiego w Australii. Podczas rejsu przepłynięto 36 352 Mm po najbardziej burzliwych wodach, wokół owianych złą sławą trzech najgroźniejszych przylądków: Dobrej Nadziei w Afryce, Leeuwin w Australii i Horn w Ameryce Południowej. Rejs trwał 274 dni. W tym czasie biała fregata przebyła 36 352 mil morskich. Kapitanem jednostki był Leszek Wiktorowicz.

Podczas ostatniego odcinka rejsu, w Rotterdamie, na pokładzie znalazł się mój tata. Nie w charakterze załogi, ale pasażera, a przy tym redaktora Dziennika Bałtyckiego (warto tu wspomnieć, że w pewnym sensie odziedziczyłam po nim tę pracę, bo teraz sama jestem reporterką Dziennika Bałtyckiego :)) Znalazł się tam po to, aby prowadzić sprawozdanie z ostatnich dni rejsu.

– Chyba trochę wiało – wspomina Adam Grzybowski, mój tata. – Ale nie na tyle, żeby postawić żagle. Od Rotterdamu cały czas na silniku. Ww. red. Janusz Uklejewski był bardzo rozczarowany, bo głównie po to płynął, żeby fotografować. Dar Młodzieży w pełnej krasie, a załogantów na rejach.

W Szczecinie do taty dołączyła mama. Podobno świetnie bawiła się tam z innymi pasażerami. Dostała nawet piękną maskotkę koali, którą któryś załogant nabył w Australii. Niestety w latach 90, moja babcia, która była już zdajsie po dwóch wylewach „pożyczyła” sobie pluszaka i prawdopodobnie musiał wypaść jej przy wysiadaniu lub wsiadaniu do samochodu i koala przepadł bez wieści. Moja mama do dzisiaj bardzo żałuje, że straciła tak cenną maskotkę. Dlatego ja, chociaż dokładnie nie zapamiętałam jak wyglądała, odnalazłam podobną na ebayu i kupiłam ją dla mojej mamy (za niemałe pieniądze) na walentynki Wszak to australijski produkt vintage. Przyleci do nas spóźniony, ale na pewno przyniesie jej odrobinę nostalgii ale i uśmiechu zarazem, bo zasługuje na wszystko co najlepsze. A maskotka wygląda mniej więcej tak:

Jak wspomina mój tata, wspólny rejs był dla nich swego rodzaju podróżą przedślubną A niedługo później urodziłam się ja. Na samym początku lat 90. Bardzo ich kocham i jestem z nich bardzo, ale to bardzo dumna! Mam nadzieję, że moja kariera dziennikarska potoczy się podobnie jak mojego ojca, bo bardzo chciałabym być chociaż w małym stopniu tak utalentowana jak on. 

W załączeniu przesyłam Państwu zdjęcia oraz pdf z artykułem mojego taty z tamtych lat (1 i 2 str.).

P. Andrzejewski – Do Konkursu przesyłam 2 zdjęcia (porównania – oryginały są czarno-białe). Widnieje na nim po prawej mój nieżyjący wuj od strony ojczystego dziadka (za 2 dni obchodziłby 83 urodziny) wraz z ciocią (po lewej) od strony ojczystej babci. Obaj w dzieciństwie byli sąsiadami. Zdjęcia te są maleńkie bo w formacie jedynie 4cm na 5cm. Beztroska radość dzieci nie powinna przysłonić nam trudnego okresu w jakim powstało to zdjęcie, bo był to środek II Wojny Światowej – najprawdopodobniej lato 1943 roku, zdjęcia wykonane w Ostrowie WIelkopolskim. Nie wiem kto wykonał to zdjęcie, bo posiadanie aparatu fotograficznego w tym okresie mogło być powodem szykan ze strony okupanta (dziadek wspominał mi, że zdjęcia często robili po kryjomu). Zdjęcia zatytułowałbym jako „Dziecięce zaloty” oraz „Pierwszy pocałunek”. Funkcja kolorowania zdjęć nadała tym dwóm maleńkim fotografiom nowe życie, szczególnie widoczna jest piękna zieleń.

WYNIKI

Tyle przepięknych, zdjęć i pracy od Was. Niestety możemy przyznać tylko jedną nagrodę w tym konkursie! Chcielibyśmy ją przyznać Pani Natalii Grzybowskiej za przepiękną historię „w tle” zdjęcia jej rodziców, wraz z udostepnieniem go na Facebooku. W celu odebrania nagrody prosimy o e-mail na poland@myheritage.com! Jeszcze raz wszystkim dziękujemy za miłe słowa, i za czas poświęcony na wzięcie udziału w konkursie, dobre słowa w naszym kierunku zawsze zachęcają nas do kontynuowania naszej pasji, i misji, jaką jest łączenie ludzi i rodzin na całym świecie – bo wszyscy przecież żyjemy w jednej, globalnej wiosce ;)!

Zapraszamy Państwa do kolejnych konkursów, które „odbywają się” często na naszym blogu! 🙂 Zachącamy również do przesyłania ciekawych historii rodzinnych, z odkryciami genealogicznymi w tle, wraz ze zdjęciami. Historie te po publikacji na blogu są nagradzane subskrypcją!

Dużo miłości i zdrowia!

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony