Wszystkiego Najlepszego – MAMO!

Wszystkiego Najlepszego – MAMO!

Jak już zapewne wiecie, dzisiaj obchodzimy Dzień Matki! Wszystkim Mamom z okazji ich Święta, składamy najserdeczniejsze życzenia, zdrowia, szczęścia, cierpliwości, zadowolenia z życia i swoich dzieci.

Dzieciom i tym małym i tym dużym, zaś życzymy trafnych pomysłów na niebanalne prezenty oraz wielu wspaniałych chwil spędzonych wspólnie z Waszymi ukochanymi mamami w Dniu Matki i nie tylko.

Jak już wiecie kilka dni tego ogłosiliśmy konkurs na Blogu na pt. „Każda mama jest bohaterem”, w którym zachęcaliśmy do przesyłania nam historii związanych z Waszymi mami, babciami, kobietami, które odegrały ważną rolę w waszym życiu – tym, którzy wzięli udział bardzo dziękujemy! Poniżej przedstawiamy dwie, z nadesłanych historii, które zostały nagrodzone. Gratulujemy!

Historie związane z mamą Panie Ewy Mordarskiej…oczami córki oraz babci!

NASZE MAMY.

Były przy nas zawsze. Ich miłość i wsparcie pomogły w najtrudniejszych chwilach życia. Mamy, najcudowniejsze istoty, kochające, oddane i zawsze gotowe nieść pomoc.

Moja Mama była przeciwieństwem taty. Zawsze mocno trzymająca się życia, rozważna, ale też czuła, pogodna i wesoła, dla której dom i rodzina były w życiu najważniejsze. W końcu ktoś musiał utrzymać w ryzach to całe niepokorne towarzystwo. Dbała o to, bym jako jedynaczka, w przyszłości, nie stała się osobą niezaradną, nie umiejącą samodzielnie podejmować życiowe decyzje. Toteż, odkąd pamiętam, nigdy nie narzucała mi swojego zdania lecz pozwalała dokonywać własnych wyborów, iść własną drogą, nawet wówczas gdy sama z góry wiedziała, że obrana przeze mnie droga jest zła.

Mama Pani Ewy Mordarskiej, z małą Ewą

Mama Pani Ewy Mordarskiej, z małą Ewą

Oczywiście starała się wytłumaczyć, naprowadzić na właściwy kierunek ale decyzja i tak należała do mnie. Zawsze uważała, że dziecko nie można ograniczać zakazami ale trzeba dać mu wolną rękę. Zresztą sama jako dziecko, swoim zachowaniem bardziej przypominała chłopca niż dziewczynkę. Jej tata, a mój dziadek Janek podobno zawsze mówił, że zastępuje mu syna którego nigdy nie miał. Toteż mama ze swoim tatą tworzyli swoisty duet i rozumieli się bez słów. Swojej najmłodszej córce pozwalał na dużo więcej niż jej starszym siostrom.

Słyszałam, jak kiedyś babcia Józia opowiadała o mamie historię, która wydarzyła się krótko przed wybuchem wojny. Pewnej letniej niedzieli, babcia ubrała moją mamę w nowiutką sukienkę i przykazała grzecznie poczekać na dworze. Rodzina bowiem chcąc skorzystać z pogodnego dnia, wybierała się z wizytą do brata babci, wujka Władka. Ponieważ czas oczekiwania jakoś się mamie dłużył, nie wiedząc co ma z sobą począć, postanowiła rozejrzeć się po podwórku. Traf chciał, że na podwórku kamienicy w której mieszkała, stały duże beczki po farbie. Przyszło jej więc do głowy, czemu by nie zajrzeć do środka. Jak pomyślała tak też zrobiła, a że była mała, wspięła się na kamień, przechyliła i wpadła do środka. Beczka przewróciła się i zaczęła toczyć po pochyłym terenie. Kiedy rodzice pojawili się ich oczom ukazał się widok córki ociekającej resztkami farby. Babcia Józia bardzo się rozgniewała na mamę, ale dziadek widząc swoją pociechę od stóp do głowy w kolorach tęczy, tak głośno zaczął się śmiać, że jego śmiech udzielił się w końcu całej rodzinie. Małego winowajcę zabrano do domu i porządnie wyszorowano.

Babcia Józia

Babcia Józia

Podczas nieobecności rodziców, mamą opiekowała się babcia, a moja prababcia Antosia. Kiedy miała może pięć, sześć lat jej marzeniem była chęć posiadania warkoczy ale, że włosy mamy były dość mizerne, toteż o warkoczach nie było mowy. Któregoś razu tak bardzo marudziła , że w końcu babcia Antosia postanowiła spełnić wielkie marzenie wnuczki. Wobec tego, na małej główce, dzielna babcia, uplotła tyle warkoczyków ile tylko zdołała i przyozdobiła je różnokolorowymi wstążkami, wszystkimi jakie w domu znalazła. I tak szczęśliwa wnuczka oraz zadowolona ze swojego dzieła babcia, postanowiły wyjść na spotkanie mamy powracającej z pracy. Kiedy babcia Józia opowiadała mi tę historię, śmiała się do łez. Powiedziała, że nigdy nie zapomni widoku jaki wówczas ukazał się jej oczom. Ponoć nie było przechodnia, który by się nie obejrzał za małą dziewczynką dumnie kroczącą u boku babci z mysimi ogonkami na głowie i stertą kolorowych wstążek.

Prababcia Antosia

Prababcia Antosia

W czasach przedwojennych, bieda wśród ludzi była na porządku dziennym. Dzieci, których rodzice nie mieli pracy, często głodowały i by zapracować na kawałek chleba imały się różnych zajęć. Często chodziły po podwórkach i śpiewały piosenki po to, by dobrzy ludzie dali choć parę groszy.

Moja mama, której takie widoki nie były obce, wraz ze swoją koleżanką z podwórka wpadły na genialny pomysł zarobienia pieniędzy w ten właśnie sposób. Pomysłowe dziewczynki założyły odświętne sukienki i cichaczem wybiegły z domu. Żeby efekt był lepszy ustawiły się na rogu ruchliwej ulicy z garnuszkiem na pieniądze i zaczęły swój artystyczny występ. Na nieszczęście tych obu świeżo upieczonych artystek, jakaś rozbawiona widokiem sąsiadka poinformowała rodziców mamy o występach artystycznych latorośli. Zakłopotana babcia Józia  pobiegła tam czym prędzej i zabrała obie dziewczynki do domu. O tym, czy garnuszek, który zabrały ze sobą wypełnił się monetami, babcia nigdy nie wspomniała.

Kolejna fotografia Mamy Pani Ewy

Kolejna fotografia Mamy Pani Ewy

Aż przyszedł dzień, w którym skończyło się beztroskie i spokojne dzieciństwo. Wybuchła wojna. Mama miała wówczas dziewięć lat. Zaczął się czas strachu, terroru i głodu. Dzieci z dnia na dzień musiały wydorośleć pozbawione tego wszystkiego, co z racji wieku słusznie im się należało. Mimo swoich młodych lat, pomagały rodzicom, na ile mogły, przeżyć ten okupacyjny koszmar. W drugim roku wojny, dziesięcioletnia mama, wraz ze swoimi koleżankami, towarzyszkami tak niedawnych zabaw, wędrowały po okolicznych wsiach, by tam kupić choć trochę mleka, mąki czy ziemniaków. Stojąc kiedyś na ulicy z kubeczkami, niedoszłe artystki, nie przypuszczały wówczas, że przyjdzie taki czas, w którym będzie im dane walczyć o przetrwanie i wcale nie będzie to zabawą. Wędrując tak po gospodarstwach, narażały życie swoje i swoich bliskich. Wiele takich dzieci trafiało za to do obozu dziecięcego na Przemysłowej. Wiele z nich nigdy do domów nie wróciło. W tych wędrówkach spotykały na swej drodze zarówno tyle samo dobrych co i złych ludzi. Pewnego dnia gdy mama wróciła z prowiantem po godzinie policyjnej, jej zmartwiony tata powiedział „dość” i zabronił kolejnych wypraw. Kiedy z nią rozmawiam o tych czasach, mama każdą naszą rozmowę kończy słowami, że nigdy żadnemu dziecku nie życzy takiego dzieciństwa, bo wojna odbiera dzieciom całą radość życia.

Radość z rychłego zakończenia wojny przeplatała się ze strachem i widokiem jakiego nie chce się pamiętać. Bombardowania nękające ludzi, ucieczka całej rodziny z domu, widok zabitych na ulicach, to pozostawia ślad w pamięci dziecka na resztę życia.

Mama jest tą osobą, która starała się wychować mnie na silną osobę, przekazać całą wiedzę o życiu, ostrzegała ale też bardzo kochała i kocha.

Mimo wielu domowych zajęć, którymi jako kobieta, żona i matka, była obarczona, zawsze znalazła chwilę czasu na wspólny spacer, na poczytanie książki, na pójście do kina czy teatru. Bardzo lubiłam te wypady z mamidłem.

Przychodziła na moje występy gdy tańczyłam w zespole, czy brałam udział w przedstawieniach przedszkolnych a później szkolnych. Siedziała na widowni dumna i uśmiechnięta. Każda laurka, każda rzecz zrobiona przeze mnie na różne okazje, miała w domu swoje miejsce.

Pamiętam, jak bardzo cieszyła się, kiedy na Dzień Matki, jak co roku, organizowałam domowe przyjęcie z zaoszczędzonych w śwince-skarbonce, pieniędzy. Czasem bywało tak, że miesiąc przed owym dniem, sama kupowała jakiś skrawek płótna, nici i niby tak przez przypadek wręczała mi. Siadałam gdzieś w kącie, w wielkiej tajemnicy, jak mi się wówczas zdawało i szyłam, haftowałam, robiłam na drutach, by w odpowiednim czasie podarować swoje dzieło mamie, babci i cioci Lodzi – siostrze mamy. Te trzy kobiety, traktowałam jak moje drugie mamy, gdyż miały one duży wpływ na moje dzieciństwo. W tym dniu, mama i babcia ubierały się odświętnie i zasiadały razem do przygotowanego i ubranego przeze mnie stołu. Czego tam nie było. Ciastka, cukierki, lizaki i oczywiście oranżada. A ile przy tym było śmiechu i radości, ile zabawy.

Pamiętam też moje pierwsze łyżwy, maminy prezent. Strach w oczach taty, czy oby dziecko nie zrobi sobie krzywdy i nóg przypadkiem nie połamie i uśmiech mamy, która po pierwszym upadku powiedziała: „Jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz”.

Za sprawą tych cudownych, kochających mnie osób, szybko minęły lata mojego dzieciństwa. Im jestem starsza, tym chętniej powracam wspomnieniami do tych chwil i zawsze będę powracać.

________

Bohaterki, mama i babcia…

Historię tę nadesłała nam Pani Anna Jankowska, która ma 34 lata mieszka w małej i uroczej wsi na Dolnym Śląsku razem z mężem i dwójką synów (9 lat i 7 lat ). Genealogią zajmuję się od około 8 lat. Korzenie rodzinne moich dzieci (bo poszukuję również przodków męża) rozsiana są po Całej Polsce i Europie więc przede nią jest jeszcze dużo pracy, ale to chyba jeden z nielicznych przypadków kiedy im więcej pracy tym bardziej cieszy.

Każdy człowiek przechodzi różne etapy w swoim życiu. W moim przypadku moim największym autorytetem z wczesnego dzieciństwa była babcia i mama, jednak babcia była na pierwszym miejscu ponieważ czytała mi bajki i bawiła się za mną. Niby nic szczególnego, można powiedzieć że standard ale dla mnie jako dziecka było to coś wielkiego. Ona miała dla mnie zawsze czas. Po śmierci babci autorytetem stała się w sposób naturalny mama, która potrafiła podzielić czas pomiędzy pracą, gospodarstwem i nauką z moimi siostrami. Jest kobietą bardzo zaradną i zorganizowaną. Taka jest do dzisiaj. W każdej chwili mogę na nią liczyć. Pomaga mi w każdej sytuacji i zawsze jest przy mnie, chociaż już razem nie mieszkamy i mam swoją rodzinę to jedno się nie zmieniło.

Na zdjęciu Pani Anna z babcią

Na zdjęciu Pani Anna z babcią

Chcąc odpowiedzieć na zadane pytanie: „Powiedz nam, dlaczego „ona” jest dla Ciebie bohaterką? ” nie ma jakiejś wyjątkowej i patetycznej odpowiedzi. Ona jest moją bohaterką bo mnie wychowała na takiego człowieka jakim jestem i mam nadzieję, że kiedyś moje dzieci będą mogły tak powiedzieć o mnie.

Patrząc z perspektywy czasu i nawiązując do zamiłowanie genealogią można stwierdzić, że wszystkie osoby (nie tylko kobiety) znajdujące się w moim drzewie genealogi czym mają coś z bohatera. Nie każdy pewnie w jednakowym stopniu i nie w tej samej dziedzinie, bo żyjemy w różnych czasach i na różnych szerokościach geograficznych, a co za tym idzie każdego z nas życie inaczej się układa i różnymi drogami podążamy.
Reasumując:
– każda matka jest bohaterką, bo rodzi i wychowuje swoje dzieci,
– każda babcia jest bohaterką, bo wspiera młodą matkę i pomaga przy opiece nad wnukami,
– każda prababcia jest bohaterką (chociaż możemy jej nie znać), bo dzięki niej jest babcia, mama i oczywiści my).