Mój praprzodek – rolnik, żołnierz z ludu, obrońca Głogowa

Komentarze


Autorem tej historii rodzinnej jest Pan Michał Grobelny (ur. 1983), młody genealog, który pochodzi ze Skwierzyny w województwie lubuskim, ale mieszka w Warszawie. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego i Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Pracuje w Zarządzie Transportu Miejskiego w Warszawie. Genealogią interesuje się od ok. 1,5 roku. Jego korzenie to zarówno Wielkopolska, jak i Podhale oraz Ukraina.

Ile można dowiedzieć się na temat swoich chłopskich przodków? Moje poszukiwania genealogiczne zaprowadziły mnie do okolic wielkopolskiego Jarocina – z kilku niewielkich wsi znajdujących się w pobliżu tego miasta pochodzili moi antenaci „po mieczu”, od strony ojca. I choć ustalenie ich nazwisk, a także dat urodzenia i śmierci było stosunkowo łatwe, to jednak trudno było dowiedzieć się na ich temat czegoś więcej. Z jednym, bardzo interesującym wyjątkiem.

Osoby interesujące się genealogią i szukające swoich przodków, które znalazły wśród nich szlachtę, często mają ułatwione zadanie. Zwłaszcza, jeśli okazuje się, że antenaci byli spokrewnieni z jakimś znanym rodem, o którym można przeczytać na kartach podręczników szkolnych lub książek historycznych. Niestety, gorzej jest, jeśli okazuje się, że nasi przodkowie byli włościanami. Poszukując informacji o nich, możemy cofnąć się nawet do XVII wieku, ale zakres wiadomości, które na ich temat zazwyczaj mamy, jest stosunkowo ograniczony. Najczęściej bowiem całe życie spędzali oni w jednej wsi, zajmując się uprawą roli. Poza datą urodzenia, chrztu, ślubu, informacjami o narodzinach ich kolejnych dzieci i zgonie, trudno znaleźć coś więcej na ich temat w księgach parafialnych. I tak udało mi się dowiedzieć, że najdalszymi moimi znanymi przodkami od strony ojca była para włościan – Walenty Łapa i jego żona Anna. Oboje urodzili się ok. 1650 r., pochodzili z małej wioski Budy niedaleko Koźmina Wielkopolskiego.

Natomiast w prostej linii „po mieczu” najodleglejszy przodek noszący moje nazwisko (wywodzące się od grobelnego, czyli osoby pobierającej opłatę za przekroczenie grobli) to Andrzej Grobelny – rolnik z Siedlemina pod Jarocinem, który urodził się ok. 1730 r. W 1750 r. ożenił się z Anną Regulską. Zmarł pewnie już w XIX wieku, choć nie można tego powiedzieć ze stuprocentową pewnością. I to właściwie wszystko, co o nim wiem. Trochę to frustrujące, gdy sięga się stosunkowo daleko w przeszłość, a informacji o przodkach nie ma zbyt wiele. Jak się jednak okazuje, bywają wyjątki od tej zasady. Jeden z nich stał się i moim udziałem.

Wielkopolska genealogia jest stosunkowo dobrze rozwinięta. Nawet jeśli chodzi o rody chłopskie. Większość dokumentów metrykalnych i parafialnych jest zindeksowana, działa wielu wolontariuszy i kilka portali internetowych gromadzących dane na ten temat. Przodkiem mojej prababki – Magdaleny Grobelnej z domu Wojciechowskiej (1890-1981) był Bartłomiej Wojciechowski – urodzony w 1778 r. w miejscowości Góra pod Jarocinem. Przyszedł na świat w wielodzietnej rodzinie Wojciecha (1729-1809), sołtysa wsi w której wszyscy mieszkali. Od jego imienia najprawdopodobniej wzięło się nazwisko całego rodu. Bartłomiej – mój prapraprapradziadek – miał aż siedmiu braci i trzy siostry. Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem to, że była to rodzina utrzymująca się z uprawy roli. Przeglądając akta parafialne odkryłem jednak coś bardzo interesującego, dotyczącego mojego przodka.

W listopadzie 1804 r. ożenił się on z Barbarą Maciejewską. W akcie ślubu znajduje się opis statusu społecznego pana młodego. Jego najbliżsi krewni zazwyczaj określani byli jako „rolnicy”, „kmiecie” lub „pracowici”. Tymczasem u Bartłomieja znalazłem następujące łacińskie zdanie: „Grenadier in compania von Wense et Regiment von Tschepe”. Nietrudno domyśleć się zatem, że służył on w wojsku i był grenadierem. Jak się więc okazało, mój przodek był żołnierzem armii pruskiej. Co szczególnie interesujące, był to okres wojen napoleońskich. Zacząłem się więc zastanawiać, czy brał udział w którejś z bitew z wojskami cesarza Francuzów. Aby się tego dowiedzieć, konieczne było jednak zidentyfikowanie jednostki, w której służył.

Akt ślubu Bartłomieja Wojciechowskiego z 1804 r.

Sprawdzenie tego, w jakim oddziale pruskiej armii odbywał służbę wojskową Bartłomiej Wojciechowski okazało się bardzo łatwą sprawą, zwłaszcza, że korzystałem z porad doświadczonych genealogów na jednej z internetowych grup dyskusyjnych. Jak się okazało, „von Wense” to nazwisko oficera, pod którym bezpośrednio służył. Natomiast „von Tschepe” – dowódcy całego pułku, Karla von Tschepe. Dzięki temu dowiedziałem się, że Bartłomiej Wojciechowski był żołnierzem pułku piechoty nr 37, noszącego niemiecką nazwę Infanterie-Regiment v. Tschepe Nr. 37. Oddział ten powstał w 1740 r. Stacjonował w miastach dzisiejszej Wielkopolski – Wschowie, Rawiczu i Lesznie. Później jego część została przeniesiona na Dolny Śląsk, do Głogowa. To ostatnie miasto było oblegane przez wojska Napoleona podczas kampanii w latach 1806-1807. Czy mój przodek był zatem jednym z żołnierzy broniących wówczas miasta?

Informacje na temat pułku piechoty nr 37 armii pruskiej w niemieckiej publikacji wojskowej z 1827 r. – widoczne nazwisko von Tschepe (dowódca pułku) oraz von Wense (jeden z oficerów).

Jak się okazuje, to bardzo możliwe. Dowiedzieć się tego mogłem po analizie innych metrykaliów, w których pojawia się jego osoba. Chodzi tutaj o akty chrztów jego dzieci. Bartłomiej kontynuował rodzinną tradycję i sam również doczekał się gromadki potomków. Pierwszy ślad to wspomniany akt ślubu – już w 1804 r. był on żołnierzem. W 1807 r. rodzi mu się syn – nazwany po dziadku Wojciech. We wpisie dokumentującym jego chrzest, Bartłomiej Wojciechowski określony jest mianem „militis”, czyli żołnierz. Musiał więc być w armii pruskiej jeszcze w kwietniu 1807 r. Żadne nawiązania do jego służby wojskowej nie pojawiają się natomiast w aktach chrztu jego kolejnych dzieci. Założyć więc można, że był on żołnierzem od przynajmniej 1804 do co najmniej 1807 roku. Z pewnością służbę w wojsku zakończył przed 1809 rokiem, kiedy to przyszedł na świat jego kolejny syn, Stefan.

Daty te oznaczają, że mój prapraprapradziadek mógł brać udział w obronie Głogowa przed wojskami Napoleona. Pułk piechoty nr 37 składał się z trzech batalionów. Pierwszy i drugi walczyły w bitwie pod Jeną i broniły twierdzy Magdeburg. W skład załogi broniącej Głogowa wszedł natomiast trzeci batalion. W pułku piechoty nr 37 znajdowało się wówczas wielu etnicznych Polaków, poddanych króla pruskiego. Od 1743 do 1797 r. kantonem tego oddziału, czyli obszarem, z którego czerpał on rekrutów, były miasta dolnośląskie i znajdujące się dziś na terenie województwa lubuskiego – Góra Śląska, Głogów, Świebodzin, Bytom Odrzański, Polkowice, Sława, czy Chobienia. Natomiast od 1797 r. do pułku wcielano mieszkańców południowej Wielkopolski. W roku tym Bartłomiej Wojciechowski miał 19 lat. Mógł więc znaleźć się w jednej z pierwszych grup włościan z okolic Jarocina, którzy trafili do pułku piechoty nr 37. Być może służył on więc w armii pruskiej już od 1797 r. Możliwe także, że zgłosił się do niej na ochotnika – ogólny pobór wprowadzono dopiero ustawą o obowiązku służby wojskowej z 3 września 1814 r.

Szeregowiec, podoficer i oficerowie pułku piechoty nr 37 pruskiej armii ok. 1806 r. Strój jak żołnierz pierwszy od lewej musiał wdziewać Bartłomiej Wojciechowski. Jako grenadier zapewne nosił jednak białą czapkę.

Udało mi się pozyskać nawet informację na temat tego, jak mógł wyglądać mój praprzodek. W internecie znaleźć bowiem można stare niemieckie ilustracje przedstawiające żołnierzy pułku piechoty nr 37. Ubrani oni byli w niebieskie kaftany z czerwonymi wyłogami i żółtymi guzikami oraz białe kamizelki i spodnie. Bartłomiej Wojciechowski jako grenadier nosił białą, wysoką czapkę ze złotymi okuciami. Pozostali żołnierze mieli granatowe czapki.

Podczas oblężenia Głogowa wielu z Polaków służących w pułku piechoty nr 37 zdezerterowało (ok. 200 żołnierzy, czyli ponad 6 proc. załogi twierdzy). Dowódcy pruscy nie ufali żołnierzom polskiego pochodzenia i wskazywali na fakt, że „przy pierwszej sposobności czekali [oni], aby móc przejść do nieprzyjaciela”. Dochodziło także do aktów sabotażu, uszkodzeń broni i niszczenia ładunków. Wojska Napoleona zdobyły Głogów w grudniu 1906 r. Obrońcy twierdzy trafili wówczas do francuskiej niewoli.

Nie wiem, czy znalazł się w niej również mój praprzodek. Jak już wspomniałem, w 1809 r. był już w swojej rodzinnej wsi – miejscowości Łobez pod Jarocinem. Najwidoczniej służba wojskowa nie wpłynęła pozytywnie na jego sytuację materialną. Dokumenty świadczące o chrztach kolejnych jego dzieci pokazują, że w kolejnych latach jego status raczej obniżał się. Jak już wspominałem, w grudniu 1809 r. rodzi się mu syn Stefan. W akcie jego chrztu Bartłomiej określany jest jako „pracowity”, czyli po prostu chłop. W styczniu 1811 r. na świat przychodzi córka Marianna. Jej ojciec opisywany jest w akcie jej chrztu jako kmieć (cmetho), czyli włościanin o dość dobrej sytuacji materialnej, gospodarz jednego łana.

„We wrześniu 1814 r. rodzi się kolejny syn – Michał. Jego ojciec określany jest jako owczarz (opilionis) – być może więc w tym czasie zainwestował w hodowlę tych zwierząt. Kilka lat później, przy okazji narodzin kolejnego potomka, mojego praprapradziadka – Kazimierza (luty 1818 r.), Bartłomiej Wojciechowski opisany jest jako komornik lub kątnik (inquilinus).” Oznaczało to ubogiego chłopa, mieszkającego u innego gospodarza, często też pracownika folwarku. Wnioskować więc z tego można, że nastąpiło zdecydowane pogorszenie jego sytuacji materialnej. Jako komornik określany był także w aktach chrztu kolejnych swoich dzieci: Jana (grudzień 1820 r.), Franciszka (grudzień 1821 r.), Mikołaja (wrzesień 1824 r.) i Marcjanny (styczeń 1829 r.). Zmarł 27 sierpnia 1836 r.

Powyższy przykład pokazuje, ile interesujących informacji można znaleźć na temat życia przodka, bazując tylko na kilku słowach w jednym dokumencie. Wskazuje on też na to, że genealogia często przypomina pracę detektywa. Dla mnie niezwykle cenne jest to, że o tak odległym antenacie, o którym nigdy przedtem nie słyszałem, mogę dziś całkiem sporo powiedzieć. Ciekawe, czy o którymś z jego dalszych krewnych można by było napisać równie interesującą historię? Może kiedyś mi się to uda.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony