Mój tata bronił Pearl Harbor w USA w 1941 r. 63 lata później w końcu pozwolił sobie na łzy
- Od Katie


Był początek 1940 roku, a mój tata, Eddie Maruszewski, i kilku przyjaciół dowiedzieli się, że stan Nowy Jork szuka ludzi do obsadzenia stanowisk w Gwardii Narodowej Nowego Jorku. Wszyscy mieszkali w Jersey City, ale z jakiegoś powodu w tamtym czasie można było przekraczać granice stanowe, aby dołączyć do Gwardii Narodowej w innym stanie. Trafił do „Walczącego 69. Pułku”. Zapytałem go, jak on, z tak nie-irlandzkim nazwiskiem, dostał się do 69. Pułku, a on powiedział mi, że zaciągnął się jako Eddie O’Mara. To stało się rodzinną legendą.
Zanim minął rok, odszedł z Gwardii Narodowej Nowego Jorku do regularnej armii Stanów Zjednoczonych. Był najmłodszym dzieckiem w rodzinie, miał jedną siostrę i czterech braci. Najstarszy brat, Chester, służył już w marynarce wojennej podczas I wojny światowej.
W końcu otrzymał rozkazy i był nieco rozczarowany. Miał wyruszyć na Hawaje, podczas gdy dwaj jego przyjaciele z Jersey City trafili na Filipiny. Wyznał mi, że zazdrościł im, ponieważ „słyszeli”, że stacjonowanie na Filipinach to świetna perspektywa. Pamiętajmy, że wciąż trwała wielka depresja, a wyjazd do „tropikalnego” raju musiał wydawać się chłopakom z miasta czymś fantastycznym.
Ten 19-latek, pochodzący z Jersey City, Amerykanin pierwszego pokolenia, postanowił przetrwać tę przygodę na Hawajach. W październiku 1940 roku świętował swoje 20. urodziny. Na zdjęciach, które widziałem, widać go wraz z kolegami z oddziału – są szczęśliwi, uśmiechnięci i bawią się z psem kompanii o imieniu Paperweight. Na niektórych zdjęciach ma na sobie naszyjnik z muszelek puka, co mnie nieco zaskoczyło, ale… jak to się mówi, na Hawajach wszystko jest dozwolone.
Eddie (na dole po prawej) w naszyjniku z koralików puka, głaszczący firmowego psa Paperweight. Zdjęcie pokolorowane i odrestaurowane na MyHeritage
Dwa miesiące po jego urodzinach w 1941 roku skończyły się śmiechy, uśmiechy, wycieczki na Soldiers Beach i zabawy z Paperweightem.
Rozpętało się piekło
Rankiem 7 grudnia 1941 roku wszystko się skończyło. W tym czasie służył w kompanii K 19. pułku piechoty stacjonującej w koszarach Schofield. Kiedy rozpoczęła się inwazja, udał się na wyznaczony posterunek, by bronić wyspy. „Rozpętało się piekło” – opowiadał mi. Nie pamiętam, jak długo czekał na inwazję, która nigdy nie nastąpiła, ale z czasem jego kompania i jednostka piechoty zostały wysłane do Australii na szkolenie. I tak, maskotka firmy, Paperweight, oraz Skała z Chickamauga również wyruszyły w drogę. Pies i „skała” towarzyszyły żołnierzom 19. pułku piechoty na całym teatrze działań wojennych na Pacyfiku.
Nie trzeba dodawać, że „chłopak” z Jersey City wykonał zadanie, do którego został wyszkolony, i wrócił do tego miasta, gdzie poznał moją mamę, Evelyn Mielach, i ożenił się z nią.
Nie mówił zbyt wiele o swoich przeżyciach. Weterani z tamtego okresu historii chowali te wydarzenia głęboko w sobie, tak by tylko oni sami mogli je wspominać lub dzielić się ich fragmentami, gdy poczuli się na to gotowi. Opowiedział mi o kilku wydarzeniach, ale więcej opowiadał mojemu synowi. Chyba z jakiegoś powodu był na to gotowy. Często opowiadał te same historie o miejscu zwanym Wyspą Wystarczająco Dobrą oraz o misji, której celem było wyruszenie do dżungli, odnalezienie i pojmanie wrogiego żołnierza. Niezależnie od tego, jaka była treść opowieści, zazwyczaj kończył ją słowami: „Po prostu wykonywałem swoją pracę, tak jak my wszyscy”.
Gdy zbliżała się 50. rocznica ataku, jego brat Steve pokazał mu artykuł z gazety, w którym ogłoszono emisję pamiątkowej monety dla ocalałych z ataku. On jednak jej nie chciał. Jego brat zdobył formularz, wypełnił go i jako „starszy” brat powiedział mu, żeby go podpisał, bo zasługiwał na to tak samo jak każdy inny, kto był tam 7 grudnia 1941 roku. On dostał tę monetę, a po jego odejściu trafiła do mnie. Mówił kiedyś, że da ludziom znać, iż jest ocalałym, gdy zostanie ostatnim.
W miarę jak dorastałem, dowiedziałem się, że wielokrotnie chorował na malarię i co najmniej dwukrotnie trafiał do szpitala. Miał problemy z jedną nogą w wyniku odniesionego ranienia. Z obydwoma tymi dolegliwościami borykał się z przerwami przez lata. Praca jako tapicer w powojennej Ameryce i przez wiele kolejnych lat odcisnęła piętno na obydwu jego nogach, podobnie jak liczne epizody związane z malarią.
To był drugi raz, kiedy widziałem, jak mój tata płacze
W całym swoim życiu widziałem, jak mój tata płacze tylko dwa razy. Raz, gdy zmarła moja mama po długiej walce z rakiem. Drugi raz, gdy dostał w prezencie czapkę. Tak, czapkę, która została kupiona specjalnie dla niego. Została kupiona w Pearl Harbor i miała napis „OCALAŁY z PEARL HARBOR (PEARL HARBOR SURVIVOR)”. Płakał przez dłuższą chwilę. Być może przez te wszystkie lata trzymał to w sobie i w końcu po prostu wybuchnął, ale kiedy zapytano go: „Wszystko w porządku?” – powiedział, wciąż ze łzami w oczach. „Wszyscy ci chłopcy z marynarki, na okrętach, naprawdę mocno to odczuli”. Być może znów miał to wszystko przed oczami, ale działo się to w 2007 roku, kiedy siedział na wózku inwalidzkim i patrzył na swojego prawnuka, Josepha.
Mój tato zmarł w 2008 roku. Czapka z Pearl Harbor trafiła wraz z nim do grobu; tato spoczywa obok swojego brata Steve’a.
Jego prawnuk Joseph właśnie skończył 19 lat i rozpoczyna drugi rok studiów. Podczas nauki w liceum w Middletown, Joseph należał do NJROTC (Morskiego Korpusu Szkoleniowego Młodzieżowych Oficerów Rezerwy) i bardzo mu się to podobało. Myślałem, że po ukończeniu szkoły może wstąpić do wojska albo dołączyć do programu ROTC (Reserve Officers’ Training Corps) na studiach. Rozmawialiśmy o jego pradziadku i o tym, jak postrzegał swoją „pracę” w wojsku.
Joseph miał mnóstwo pytań, a ja niestety miałem bardzo niewiele odpowiedzi – odpowiedzi, które mógł udzielić tylko mój tata. Mam kopie wszystkich jego akt wojskowych, które udało się uratować po pożarze w Narodowym Centrum Dokumentacji Kadrowej w lipcu 1973 roku. Wiele brakuje, ale razem czytaliśmy i przeglądaliśmy stronę po stronie – zblakłe i podpisane – szukając informacji o jego latach służby dla kraju. W tych dokumentach znaleźliśmy nawet wzmiankę o jego odznaczeniu za dobre sprawowanie.
Obecnie ma w sumie ośmioro prawnuków i wszyscy obejrzeli jego album ze zdjęciami oraz medale, zadając pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi. Niestety, jedyną osobą, która go poznała osobiście, jest Joseph.
Serdecznie dziękujemy użytkownikowi serwisu MyHeritage, Edmundowi Maruszewskiemu, za udostępnienie niesamowitej historii i zdjęć swojego ojca.








