Co robiła mama Neila Armstronga, gdy jej syn lądował na Księżycu?

Co robiła mama Neila Armstronga, gdy jej syn lądował na Księżycu?

W lipcu 1969 roku oczy całego świata były wlepione w ekrany telewizorów. Jednak oczy użytkownika MyHeritage, Boba Kreienkampa — wówczas młodego operatora kamery w stacji telewizyjnej WIMA w Lima w stanie Ohio — były skupione w wizjerze na skromnym podwórku w Wapakoneta w stanie Ohio.

„Miałem 21 lat, a moje zadanie było zarazem proste i stresujące: rozstawić nasz ciężki sprzęt nadawczy przed domem Stephena i Violi Armstrongów i być w gotowości do transmisji wszelkich wywiadów na żywo, jakich udzielą dla globalnego sygnału telewizyjnego. W tamtym czasie magazyn Life posiadał wyłączne prawa do przebywania wewnątrz domu z rodziną, co oznaczało, że wszystkie główne sieci telewizyjne — NBC, CBS, ABC — musiały czekać na zewnątrz. Jeśli Stephen i Viola chcieli porozmawiać ze światem, musieli wyjść na swój trawnik.”

Bob na trawniku rodziców Neila Armstronga

Bob na trawniku rodziców Neila Armstronga

Małe kroki, które doprowadziły do wielkiego skoku

„To było brutalnie gorące i wilgotne lato w Ohio. Mój przełożony i główny inżynier, Mory Lamb, oraz ja spędziliśmy trzy dni przed planowanym spacerem po Księżycu na ustawianiu naszych kamer, prowadzeniu kabli i zabezpieczaniu ogromnej wieży mikrofalowej, zakontraktowanej tylko po to, by przekazywać nasz sygnał. Staliśmy na podwyższonych platformach w dusznym, bezpośrednim słońcu, pocąc się, podwójnie sprawdzając nasz sprzęt. W telewizji masz tylko jedną szansę, by zrobić to dobrze.”

Przed domem Armstrongów

Przed domem Armstrongów

„I wtedy otworzyły się drzwi wejściowe. To była Viola Armstrong, niosąca tacę z lodowatą lemoniadą i świeżymi ciasteczkami. Szczerze martwiła się o nas, pracujących tam na gorącym, lipcowym słońcu.”

„Pamiętam, że spojrzałem na nią i pomyślałem: O rany. Jej najstarszy syn, Neil, siedział w kapsule w drodze na Księżyc. Nie miała żadnej ziemskiej gwarancji, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy go żywego. Ogromny ciężar matczynego niepokoju, jaki musiała w sobie nosić, był niewyobrażalny. A jednak wyszła ze swojego domu, aby upewnić się, że grupa spoconych operatorów kamer może ochłodzić się napojami.”

Stephen i Viola udzielają wywiadu dla NBC

Stephen i Viola udzielają wywiadu dla NBC

„Ten jeden prosty gest zdefiniował dla mnie charakter rodziny Armstrongów. Wychowała syna, który stał się wówczas najsłynniejszym człowiekiem na Ziemi, ale pozostał twardo stąpającym po ziemi i skromnym człowiekiem. Armstrong zrezygnował z ogromnego bogactwa, wybierając zamiast tego ciche nauczanie inżynierii na Uniwersytecie w Cincinnati. Jego legendarna skromność i cichy geniusz zostały w nim zaszczepione właśnie tam, w tym domu w Wapakoneta, przez matkę, której zależało na obcych ludziach na jej podwórku.”

„Neil Armstrong zrobił jeden wielki skok dla ludzkości, ale to małe, skromne kroki jego matki po gorącym trawniku z tacą lemoniady nauczyły mnie, że największe momenty w historii budowane są na prostych aktach ludzkiej dobroci.”

Relacja z parady powitalnej

„Tygodnie po powrocie na Ziemię Armstrong odwiedził Wapakonetę, gdzie zorganizowano ogromną paradę powitalną. Ulice zalały tysiące ludzi. Ponownie w tym uczestniczyłem, niosąc aparat Kodak za 12 dolarów, aby uwiecznić własne wspomnienia.”

„Udało mi się sfotografować uśmiechniętego Neila w odkrytym samochodzie, wraz z jego rodzicami, Stephenem i Violą.”

Parada powitalna Neila Armstronga

Parada powitalna Neila Armstronga

„Viola stała wyprostowana i machała do tłumów z tą samą cichą klasą, jaką wykazała na swoim przednim trawniku.”

Viola macha do tłumu witającego jej syna powracającego z Księżyca

Viola macha do tłumu witającego jej syna powracającego z Księżyca

„To był piękny dzień i zdałem sobie sprawę, że przypadł mi w udziale wyjątkowy wgląd w ten historyczny moment.”

Uroczy, odręcznie napisany liścik od Violi

„Minęło dziesięć lat. Był lipiec 1979 roku, a krajowe media przygotowywały się do obchodów dziesiątej rocznicy lądowania na Księżycu. Zbliżająca się rocznica sprawiła, że poczułem nagłą, silną potrzebę pisania. Nie chciałem, aby historia o lemoniadzie i ciasteczkach odeszła w zapomnienie. Ponad wszystko chciałem, aby moje własne dzieci wiedziały, że ich ojciec odegrał drobną rolę w tej historycznej chwili.”

„Usiadłem i napisałem artykuł o tym gorącym, lipcowym tygodniu 1969 roku, publikując go w naszej lokalnej gazecie Bowling Green Sentinel-Tribune. Opisałem dobroć Violi i to, jak wiele znaczyła ona dla naszej ekipy. Po publikacji wysłałem egzemplarz Violi, a ona znowu mnie zachwyciła. Otrzymałem pocztą odręcznie napisaną kartkę, kaligrafowaną pięknym, eleganckim pismem, od samej Violi Armstrong.”

Liścik od Violi Armstrong

Liścik od Violi Armstrong

„Napisawszy:”

„Pamiętam Pana, wydawał się Pan być bardzo miłym, młodym dżentelmenem. Napisał Pan również bardzo ładny artykuł, który zachowam na zawsze. Bardzo dziękuję za przesłanie go nam. Mój mąż zasadził piękny ogród, a ja robiłam przetwór za przetworem. W sierpniu nasza najstarsza wnuczka w Wisconsin poślubiła wspaniałego młodego człowieka. My również pojechaliśmy i wszystko było cudowne. W październiku Stephen i ja obchodziliśmy 50. rocznicę ślubu. Świętowaliśmy z rodziną i przyjaciółmi, bawiąc się wspaniale. Potem, oczywiście, w Święto Dziękczynienia i Boże Narodzenie byliśmy z naszymi dziećmi, więc tak upłynął mi czas. Życzę Szczęśliwego i Zdrowego Nowego Roku. Z wdzięcznością, Stephen i Viola Armstrong”

„Dekadę później, gdy nazwisko jej syna było już na zawsze wyryte w historii ludzkości, nadal była tą samą ciepłą i troskliwą osobą, której zależało na tyle, by odpisać operatorowi kamery.”

„Przez długi czas trzymałem te wspomnienia schowane w pamięci i albumach fotograficznych. Ale kilka lat temu moja 18-letnia wnuczka pytała mnie o moją pracę. Kiedy wyciągnąłem stare zdjęcia i odręczny list Violi, jej oczy się rozświetliły. „Dziadku” — powiedziała — „nigdy mi o tym wcześniej nie mówiłeś!”

Na rodzinnej kanapie Neila Armstronga

Rodzina Gary’ego Frulanda, innego użytkownika MyHeritage, przechowuje niezwykłe wspomnienie z tego samego historycznego weekendu w lipcu 1969 roku. Podczas gdy Bob patrzył przez wizjer kamery pod słonecznym niebem Ohio, rodzinne powiązanie Gary’ego z tym dniem przenosi nas do najbardziej prywatnego, pełnego niepokoju pokoju misji Apollo 11: domu rodziny Neila Armstronga w El Lago w stanie Teksas.

„Kiedy Neil Armstrong zszedł z lądownika księżycowego na pył powierzchni Księżyca, by zrobić ten pierwszy, monumentalny krok dla ludzkości, mój kuzyn, Walter Fruland, był oficerem protokołu dyplomatycznego pracującym dla NASA. Podczas tych pełnych napięcia, historycznych chwil był jedyną osobą wpuszczoną do wnętrza domu Neila Armstronga.”

„Zadanie Waltera wiązało się z niewyobrażalnym ciężarem emocjonalnym: był tam, aby pocieszać żonę Neila, Jan, oraz ich dwóch młodych synów, Ricka i Marka, gdyby coś poszło nie tak.”

„Gdy Neil schodził po drabince modułu księżycowego, Walter siedział tam, na rodzinnej kanapie, pomiędzy Jan a dwoma chłopcami. Kiedy Neil w końcu wrócił na Ziemię, musiał spędzić dwa tygodnie w izolacji. W dniu, w którym w końcu pozwolono mu wrócić do normalnego życia, to właśnie Walter pojechał do placówki, odebrał go i osobiście przywiózł do domu, do rodziny.”

„Walter był także osobą, która towarzyszyła wszystkim trzem astronautom Apollo 11 — Neilowi Armstrongowi, Buzzowi Aldrinowi i Michaelowi Collinsowi — gdy wyruszyli w swoją błyskawiczną, światową trasę „Wielki Skok” (Giant Leap), aby świętować ten monumentalny sukces ze światem.”

„Dziedzictwo NASA w naszej rodzinie nie skończyło się zresztą na Walterze. Jego córka, Ruth, również podjęła pracę w NASA. Była naukowcem, który w rzeczywistości badał fizyczne próbki księżycowe, przywiezione przez Neila i jego załogę z powierzchni Księżyca.”

„My, rodzina Fruland, jesteśmy niezwykle dumni z naszego norweskiego dziedzictwa i czujemy się niesamowicie zaszczyceni oraz pełni pokory, że Walter i Ruth są częścią naszej historii rodzinnej. To dla nas ogromne szczęście, że nasi bliscy byli częścią tak przełomowego momentu w historii.”

Walter z Garym i jego żoną

Walter z Garym i jego żoną

Bufor ochronny  przed wzrokiem opinii publicznej

„W wywiadzie udzielonym dla NASA Johnson Space Center Oral History Project w 2009 roku, Walter wspominał, że „dwaj chłopcy Armstronga byli w takim wieku, że patrząc na to wszystko, mieli po prostu oczy wielkie jak pięciozłotówki. Siedzieliśmy tam podczas lądowania na Księżycu około północy, obserwując, jak rozwija się to wydarzenie. To było niesamowite. Nie mogłem wyjść z podziwu. Pomyślałem, że to po prostu jedno z najbardziej niepowtarzalnych wydarzeń w życiu, jakie widzieliśmy.”

„Wspomniał również o żonie Neila, Janet Armstrong, oraz o tym, jak radziła sobie z ogromną presją tej historycznej chwili, zauważając: „Byłem pod wrażeniem opanowania i powściągliwości w okazywaniu emocji, jakie potrafiła utrzymać.”

„Radzenie sobie z taką presją było dla Waltera stałym motywem. Jako członek sekcji relacji zewnętrznych i protokołu NASA (Public Affairs and Protocol), na własne oczy widział, jak musieli radzić sobie z bezprecedensowym szturmem światowych mediów, wyjaśniając, że „obecność mediów w Houston nie przypominała niczego, na co kiedykolwiek się przygotowywaliśmy. Wozy transmisyjne i reporterzy koczowali przed domami astronautów przez całe dnie. Nasza praca w Protokole nie polegała tylko na obsłudze VIP-ów w Centrum Kosmicznym; chodziło o stworzenie bufora, aby rodziny mogły złapać oddech i przeżywać te historyczne chwile bez bycia całkowicie przytłoczonymi przez wzrok opinii publicznej.”

„Po zakończeniu misji Walter był mocno zaangażowany w logistykę trasy światowej „Wielki Skok” (Giant Leap), która zabrała trzech astronautów do 24 krajów w zaledwie 45 dni. Wspominając skrajne wyczerpanie i rangę dyplomatyczną tej trasy, pamiętał: „To był prawdziwy kołowrót. Podróżowaliśmy samolotem prezydenckim, a wymogi bezpieczeństwa i protokołu w każdym pojedynczym kraju były niezwykle rygorystyczne. Astronauci byli wykończeni, ale rozumieli ogromną wartość dyplomatyczną tego, co robili. Gdziekolwiek się nie udaliśmy, miliony ludzi wychodziły na ulice, by choć na chwilę ich zobaczyć.”

„W ostatecznym rozrachunku Walter widział swoją rolę w tym triumfie ery kosmicznej jako część głębszego rodowodu rodzinnego. Będąc potomkiem „Sloopersów” — pierwszej zorganizowanej grupy norweskich imigrantów, którzy przybyli do Ameryki w 1825 roku na statku Restaurationen — postrzegał podróż na Księżyc jako naturalną kontynuację wyprawy swoich przodków: „Moi przodkowie przybyli na małym żaglowcu w poszukiwaniu nowych horyzontów, a ja pracowałem dla agencji wysyłającej ludzi na Księżyc. Dla mnie NASA reprezentowała dokładnie to samo amerykańskie dążenie do odkrywania nieznanego, do przekraczania granic tego, co ludzie uważali za możliwe.”

Ogromne podziękowania dla Boba i Gary’ego za podzielenie się swoim osobistym wkładem w ten historyczny moment.