Historia Użytkownika: Złote Gody…

Komentarze2

Cieszymy się, że Wam się podobają historie rodzinne Pani Jolanty Tackakiewicz – Lipińskiej! Jak widzicie na kolejną nie musieliście długo czekać. Dzisiaj na Blogu historia pt.”Złote Gody”, jak sama nazwa mówi będzie ona dotyczyła 50 rocznicy ślubu! Może również chcecie się podzielić z nami na Blogu – jakąś okrągłą rocznicą, ślubem lub innym ważnym wydarzeniem w waszych rodzinach – z chęcią je opublikujemy! A tymczasem zapraszamy do zapoznania się z pięknymi wspomnieniami!

Rodzina Scholtz

Uroczystość pięćdziesiątej rocznicy ślubu moich Dziadków obchodzono w Narajowie bardzo uroczyście, przy zebraniu się całej rodziny Dziadków. A zatem córki z dziećmi i mężami, synowie z rodzinami. Dalsza i bliższa rodzina z okolic i ze Lwowa. Było to tak liczne zebranie rodzinne, że sam nie znałem wszystkich nazwisk. Ze strony Dziadka nie pamiętam wielu, był jedynakiem. A stało to się w mroźny słoneczny dzień. Młodzież poszła na spacer, a starsi dzielili się swoimi myślami. Uczta wspaniała jak zawsze w Narajowie, podzielona na kilka stołów.

Te złote gody przekroczyły ramy zwykłego święta rodzinnego i stały się manifestacją hołdu i uznania ze strony społeczeństwa. W kościele zostało odczytane przesłanie od arcybiskupa Twardowskiego. w drodze do kościoła orszakowi Dziadków towarzyszyła banderia konna przez przybrane bramy.

Dziadek to smukła przystojna postać, o twarzy zdecydowanie pięknej. Człowiek o zasadach swych dziadów i pradziadów. Zdecydowana indywidualność związana z życiem, a nie jego doktrynami. Konsekwentny w swych poglądach, odnośnie kobiet – bardzo, uważał, że rolą kobiety jest wyjść za mąż i wychowywać dzieci. Uczenie się to fanaberie jak i sport przekreślające wszelkie możliwości wybaczenia.

W dowód uznania jego zasług dla odzyskanej Polski zostało mu przyznane wysokie odznaczenie, przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Ale za nie miejscowy, brzeżański starosta polecił  zapłacić za koszta związane z tym 2 zł i podał czas, kiedy będzie do odebrania to odznaczenie. Dziadzio na odwrocie tego pisma napisał jedynie -„o medal się nie prosiłem i nie mam zamiaru go kupować” i podpisał się. Rezultatem tego Wojewoda i Starosta i jeszcze jacyś dygnitarze przyjechali do Narajowa i Dziadka udekorowali. Ale i tak musiał za krzyż zapłacić, co tez uczynił, o czym świadczy jego własnoręcznie zrobiona notatka na drugiej stronie koperty z zawiadomieniem.

Babcia, piękna kobieta, o drobnych rysach i usposobieniu pełnym dobroci, ale zdecydowanie silnym charakterze. Odrzuciła możność stania się sławną, odmawiając oferty przyjęcia pracy w operze wiedeńskiej. Wychowywana przez ojca zagorzałego kalwinistę i mimozę w głębi serca była katoliczką, nie porzuciła kalwinizmu i nie dołączyła do kościoła rzymskokatolickiego, jak tego sobie życzył ojciec, mimo uczestniczenia w kościele rzymskokatolickim. Dopiero jak świeżo mianowany proboszcz kościoła w Narajowie, franciszkanin Zieliński z ambony wezwał czarną owcę, która bezprawnie znajduje się w kościele, by go opuściła i wskazał jej drzwi, została zmuszona do odejścia z kościoła.

Przypadek zdarzył, że ks. Zieliński w niedługim po tym czasie zachorował ciężko, bo bolesny karbunkuł na karku tamował mu dopływ krwi do mózgu. Do nieprzytomnego już wezwano Babcię. Babcia poszła, a wiedząc, że tu nie ma co czekać doktora, sama podjęła się ryzyka i zrobiła operację. Zieliński po pewnym czasie odzyskał przytomność i wyzdrowiał. A gdy dowiedział się, komu zawdzięcza życie, na klęczkach prosił o przebaczenie za niesprawiedliwość, jaką wyrządził Babci.

Podobnie jak Dziadkowi jej życie rozpoczęło się przygodą. Jej matka jechała powozem przez pobliskie Ostałowice, gdzie wybuchł pożar, konie poniosły i Babcia urodziła się w powozie przedwcześnie.

Wycinek z gazety z tamtych czasów (wspomnienie dziadków o złotych godach).

Gdy zaczęły się obowiązki początkowo na studiach, a później w pracy ja jak i inne wnuki już niewiele zaglądaliśmy do Narajowa. Ale od czasu do czasu wpadaliśmy do Dziadków. Koleją było bliżej niż do Dynajowa, ale droga była pełna kurzu, więc woleliśmy jechać do Brzeżan, aby tam przy okazji odwiedzić Scholzów.

Zostaw komentarz

Adres email jest prywatny i nie zostanie wyświetlony

  • Jola Lipińska


    Grudzień 1, 2011

    Celem wyjaśnienia dodam tylko, że są to wspomnienia Stanislawa Białego wnuka Emilii ,syna córki Emilii -Wandy.

  • Zofia


    Grudzień 1, 2011

    Super